Czwarte zwycięstwo GKS-u z rzędu, męki ZAKS-y, Częstochowa jak zwykle

Effector Kielce - GKS Katowice
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

W meczach 20. kolejki PlusLigi ważna wygrana GKS-u Katowice. ZAKSA miała problem zespołem z Radomia. AZS Częstochowa, mimo starań, znowu przegrał.

Gospodarze rozpoczęli mecz od wygranego seta. Nasz GKS-u początkowo miał problemy z odnalezieniem się w kieleckiej hali, ale po serii bloków i asie serwisowym Rafała Sobańskiego tracili do kielczan już tylko punkt (14:13). W drugiej części inauguracyjnej partii Effector popełnił jednak mniej błędów i objął prowadzenie.

Zupełnie inaczej wyglądały kolejne dwie partie, w których dominacja GieKSy nie podlegała dyskusji. Zespół nie popełniał błędów i szybko zbudował kilka punktów przewagi. W drugim secie po efektownym pojedynczym bloku Bartłomieja Krulickiego GKS prowadził już 7:3. W kolejnych fragmentach odsłony siatkarze Piotra Gruszki tylko powiększali różnicę dzielącą ich od Effectora. Po serii ataków Rafała Sobańskiego i Serhij Kapelusa katowiczanie najpierw prowadzili 13:5, a następnie 20:12. W samej końcówce przy świetnej zagrywce Karola Butryna gospodarze zdołali zdobyć już tylko punkt.

Podobnie wyglądała trzecia partia spotkania. Czujna gra zespołu z Katowic na siatce i przy bloku zaowocowała prowadzeniem 7:4. Od tego momentu GieKSa znowu kontrolowała przebieg seta. Mocną zagrywką zdołała odrzucić rywali od siatki i dobrze grała w obronie. W tym elemencie błyszczał zwłaszcza Bartosz Mariański.

Kielczanie podjęli walkę na początku czwartej odsłony i wysoko postawili poprzeczkę zespołowi beniaminka. Kluczem do zwycięstwa okazała się gra w obronie i kontrataku. Po jednym z nich GieKSa objęła prowadzenie 15:14 i nie oddała go już do końca.

To czwarte zwycięstwo GKS-u z rzędu i już jedenaste w debiutanckim sezonie PlusLigi.

***

Do podziału punktów doszło w meczu 20. kolejki PlusLigi. Cerrad Czarni Radom postawili ZAKSIE twarde warunki. W spotkaniu nie brakowało emocji i zwrotów akcji. Triumfatora wyłonił dopiero tie-break, po ponad dwugodzinnej walce z triumfu mogli cieszyć się nasi zawodnicy.

W decydującej partii już pierwsze akcje to dłuższe wymiany (2:2). Nieco więcej nerwowości było po stronie przyjezdnych, przy kolejnych błędach w ataku radomian ZAKSA prowadziła 3:2. Podopieczni Roberta Prygla (jeszcze przed zmianą stron boiska) po ataku Davida Smith’a odwrócili sytuację, jednak niezmiennie utrzymywała się gra na styku. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, po autowym ataku Bołądzia, chcąc uspokoić grę trener Prygiel wykorzystał przerwę na żądanie. Do skutecznych ataków Dawid Konarski dodał jeszcze asa serwisowego i mistrz Polski odskoczył nieco rywalom (8:6). Druga część tie-breaka nie obyła się bez nerwowości. Po autowym zagraniu atakującego Zaksy przyjezdni wyrównali na 9:9, a po kontrze zwieńczonej atakiem Bołądzia było 11:12. Tej zaliczki przyjezdni nie utrzymali do końca, autowe zagranie atakującego gości dało pierwsza piłkę setowa ZAKSIE (16:15). Grę na przewagi punktowym serwisem zakończył Benjamin Toniutti (19:17). 

***

Gospodarze nie najlepiej rozpoczęli pierwszą partię sobotniego meczu. Duże problemny z przyjęciem, a w konsekwencji z atakiem sprawiły, że przegrywali 2:8. Michał Bąkiewicz zdecydował na zmianę przyjmujących. Jednak to rozwiązanie pomogło tylko na chwilę uspokoić grę częstochowskiej drużyny. W dalszej części seta ręki w polu serwisowym nie wstrzymywał Jakub Kochanowski i Jan Hadrava. Ostatecznie olsztynianie wygrali do 18..

Kolejna partia sobotniego meczu była wyrównana do stanu 7:7. Następnie warunki gry dyktowali goście. Ani przez moment nie zwolnili ręki w polu serwisowym. To właśnie zagrywka otwierała im drogę do skutecznej gry na skrzydłach i środku 18:13. Co prawda zawodnicy spod Jasnej Góry nie poddali się bez walki. Dobra gra na siatce i szczelny blok pozwoliły im zniwelować stratę do jednego oczka 21:22. Jednak podobnie jak w secie pierwszym ostatnie słowo należało do Indykpolu AZS, a dokładnie do Hadravy, który zdobył 25 punkt dla swojej drużyny.

Początek trzeciego seta był kopią pierwszego. Podopieczni Andrei Gardiniego szybko objęli prowadzenie 5:1, a później częstochowianie zaczęli punkt po punkcie odrabiać straty. Dzięki dobrej obronie w polu i udanym kontratakom zniwelowali stratę do jednego oczka 16:17. Ostatecznie tę część meczu na swoją korzyść rozstrzygnęli jednak goście 22:25.

 

Effector Kielce – GKS Katowice 1:3 (25:22, 13:25, 19:25, 23:25)

 

ZAKSA Kędzierzyn Koźle – Cerrad Czarni Radom 3:2 (21:25, 26:24, 17:25, 25:19, 19:17)

 

AZS Częstochowa – Indykpol AZS Olsztyn 0:3 (18:25, 23:25, 22:25)

 

 

 

 

Z tej samej kategorii