Jastrzębski Węgiel w wygrał z Effectorem. AZS Częstochowa na dnie

Jastrzebski Wegiel - Effector Kielce
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Spokojna gra i dobra koncentracja pozwoliły Jastrzębskiemu Węglowi wygrać z kielczanami bez straty seta. Częstochowianie znowu bez punktów.

W pierwszym secie Jastrzębski Węgiel szybko objął prowadzenie kilkoma punktami. Potem na zagrywkę kielczan wszedł Peter Wohlfahrtstatter i mecz wyrównał się. Jednak koncentracja jastrzębian nie pozwoliła na oddanie pierwszego seta. W drugim secie gospodarze utrzymywali nad siatkarzami Effectora bezpieczny dystans i wygrali 25:17. Zadecydowała płynność przeprowadzanych akcji i mała ilość popełnianych błędów.

Po 10-minutowej przerwie drużyna z Jastrzębia nie straciła koncentracji i pewnie weszła w trzeciego seta (3:1). Błędy własne sprawiły jednak, że rywale szybko zniwelowali stratę (4:4), a następnie podjęli twardy bój z Pomarańczowymi. Skuteczność Damiana Borucha oraz De Rocco w kontrze pozwalała gospodarzom utrzymywać prowadzenie (11:9, 13:11). Kiedy środkowy JW dołożył do tego efektywny blok, przewaga gospodarzy wzrosła do trzech „oczek” (14:11). As serwisowy Andricia sprawił, że prowadzenie stopniało do jednego punktu. Niebezpieczna sytuacja została w porę opanowana, a spora w tym zasługa dobrze zagrywającego Kampy i pewnie wieńczącego kontry Olivy (19:14). Rozpędzonych gospodarzy nic już nie było w stanie powstrzymać. Mimo nerwowej końcówki trzeciego seta (od stanu 24:21 do wyniku 24:23) Pomarańczowi przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść i zakończyli całe spotkanie w stosunku 3:0.

 

JASTRZĘBSKI WĘGIEL – EFFECTOR KIELCE 3:0 (25:21, 25:17, 25:23)

 

Jastrzębski Węgiel: Muzaj, Kampa, Boruch, Kosok, Oliva, De Rocco, Popiwczak (libero) oraz Ernastowicz

Effector Kielce: Komenda, Wohlfahrtstatter, Wachnik, Pawliński, Andrić, Maćkowiak, Sobczak (libero) oraz Superlak, Antosik, Biniek (libero), Formela

 

Rywale odskoczyli od częstochowian już na samym początku pierwszego seta i uzyskali przewagę. Gdy Bartosz Filipak zablokował Rafała Szymurę, zespół trenera Piotra Makowskiego prowadził 12:7. I choć częstochowian stać było na zryw, dzięki któremu niemal zniwelowali przewagę gospodarzy – w pewnym momencie było tylko 15:14 – to jednak wysoko przegrali. Doskonale w bydgoskiej drużynie grał libero Mateusz Czunkiewicz, który popisywał się skutecznymi obronami.

O ile pierwszą partię AZS przegrał całkowicie zasłużenie, o tyle drugą… na własne życzenie. Podopieczni trenera Michała Bąkiewicza po asie Tomasza Kowalskiego wygrywali 8:4, a później nawet 11:6 i 16:11. Cóż z tego, skoro kolejny raz w tym sezonie potrafili stracić olbrzymią przewagę. Po autowym ataku Pawła Adamajtisa był remis po 19, a seta zakończył efektowny blok Milana Katicia na Mykole Morozie. Po dwóch setach było 2:0 dla Łuczniczki, a problemem AZS była przede wszystkim fatalna postawa obu atakujących, co przełożyło się na sporą liczbę błędów.

W trzecim secie goście z Częstochowy próbowali powalczyć o przedłużenie meczu i długo nadawali ton grze. Musieli jednak radzić sobie bez atakującego, bo po kolejnym błędzie Adamajtisa nie wytrzymał Bąkiewicz, który w jego miejsce posłał nominalnego przyjmującego Adriana Szlubowskiego.

Gdy doszło do końcówki, znów lepsi okazali się bydgoszczanie, którzy wygrali trzeci mecz w tym sezonie. Akademicy prowadzili 24:22, ale nie potrafili zrobić ostatecznego kroku – najpierw Szlubowski zaatakował w antenkę, a później Akademicy nie przyjęli zagrywki Kacpra Bobrowskiego. Pierwszą piłkę meczową częstochowianom obronił Marcel Gromadowski, który zaatakował w aut, ale za chwilę Jan Nowakowski zablokował Rafała Szymurę.

 


ŁUCZNICZKA BYDGOSZCZ – AZS CZĘSTOCHOWA 3:0 (25:18, 25:23, 27:25)

 

Łuczniczka Bydgoszcz: Nowakowski, Rohnka, Katić, Jurkiewicz, Yudin, Filipiak, Szczurek, Sieńko, Gromadowski, Bobrowski, Sacharewicz
libero: Czunkiewicz

AZS Częstochowa: T. Kowalski, Polański, Wawrzyńczyk, Moroz, Szalacha, Adamajtis, Buniak, Szymura, Grebeniuk, Janus, Szlubowski, Buczek
libero: A. Kowalski, Ociepka

 

Z tej samej kategorii