W Zawierciu upodobali sobie tie-breaki, ale chyba nie o to chodziło

Trzy kolejne mecze, trzy tie-breaki, ale tylko jeden wygrany. - Czujemy niedosyt - mówił po ostatniej porażce z Cerradem Czarnymi Radom Grzegorz Bociek, atakujący beniaminka.

Aluron Virtu Warta Zawiercie - Cerrad Czarni Radom
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Zawiercianie w ostatnim czasie imponują hartem ducha i ambicją. Nawet gdy im nie idzie, nie poddają się i stali się specjalistami od horrorów. Ich trzy ostatnie spotkania, z AZS Indykpolem Olsztyn, Cuprum Lubin i Cerradem Czarnymi Radom kończyły się tie-breakami. Z drużynami z Olsztyna i Radomia przegrywali już 0:2, a mimo to potrafili doprowadzić do piątych setów. W nich nie byli już jednak skuteczni. Wygrać udało im się tylko z Indykpolem. Mimo porażek, trener Emanuele Zanini jest zadowolony z postawy swoich podopiecznych. - Jedno jest pewne - wszyscy zawodnicy są skupieni, zmotywowani i każdego dnia prezentują właściwe podejście do pracy. Jestem usatysfakcjonowany poziomem, który osiągnęliśmy i mam nadzieję, że utrzymamy ten kierunek, bo to oznaczałoby, że idziemy do przodu - podkreślił włoski szkoleniowiec.

 

Siatkarze Aluronu Virtu Warty mają jednak czego żałować. W poniedziałkowym starciu z Czarnymi wygrana była na wyciągnięcie ręki. W decydującej partii najpierw udało im się odrobić 3 punkty (3:6), a następnie wyjść na prowadzenie 10:8. Wydawało się wówczas, że złamali opór rywali, że są na fali wznoszącej i nic nie zabierze im drugiego w sezonie zwycięstwa. W końcówce zabrakło jednak zimnej krwi i doświadczenia, bo przegrali na przewagi. Nic zatem dziwnego, że po ostatnim punkcie nie kryli rozczarowania. - Zaczęliśmy grać dopiero w trzecim secie. Trener wprowadził innych przyjmujących, którzy dla zespołu zrobili bardzo dużo. Jedna obrona więcej, jeden lepszy atak i moglibyśmy wygrać. Dlatego czujemy niedosyt, że chociaż te 2 punkty nie zostały u nas. Z drugiej strony cieszymy się, że w ogóle doprowadziliśmy do tie-breaka. Mówi się trudno. Trzeba wyciągnąć wnioski i szykować się na kolejne starcie - mówił Grzegorz Bociek, który cały czas nie jest w pełni sił. W grze przeszkadza mu uraz stopy.

 

Jednym z przyjmujących, który odmienił postawę Warty był Kamil Długosz. Na boisku pojawił się w trzecim secie, zastępując słabo spisującego się Brazylijczyka Hugo de Leona. Uspokoił przyjęcie zagrywki, miał 55% dokładnego przyjęcia, co było najlepszym wynikiem w drużynie. Zaserwował też asa. - Wychodzimy na każdy mecz i walczymy. W Lubinie też zabrakło niewiele. Do pewnego momentu graliśmy dobrze, ale potem nasza gra stanęła. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Szkoda tych punktów, bo można było ugrać więcej. A tie-break raz się wygrywa, a raz przegrywa. W pewnych momentach prowadziliśmy, potem Radom nas doszedł i potrafił zakończyć spotkanie - ze smutkiem w głosie ocenił Długosz.

 

Z tej samej kategorii