Siatkarskie derby przed „Barbórką”

Do braterskiego pojedynku Rodrigo i Gonzalo Quirogów raczej dziś (początek godz. 14.45) w Jastrzębiu-Zdroju nie dojdzie.

Dyspozycja Jastrzębskiego Węgla ciągle faluje, natomiast GKS Katowice - po dobrym początku sezonu - ostatnio przeżywa trudne chwile. Trzy mecze z rzędu przegrane do zera nie nastrajają zbyt optymistycznie.

 

O ile porażki z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i PGE Skrą Bełchatów można jeszcze jakoś przełknąć, o tyle wpadka z Aluronem Virtu Wartą Zawiercie (0:3), to już poważny sygnał ostrzegawczy dla zespołu Piotra Gruszki. GKS musi zagrać lepiej, bo jeżeli gospodarze zaprezentują się na swoim normalnym poziomie, to nadchodząca „Barbórka” będzie zdecydowanie weselsza dla jastrzębskich kibiców.

 

Dar od Boga
Jeszcze kilka tygodni temu sobotni mecz reklamowalibyśmy w kategoriach braterskiego pojedynku dwóch argentyńskich przyjmujących - Rodrigo i Gonzalo Quirogi. Przypomnijmy, że młodszy z braci trafił do Katowic w lipcu, a miesiąc później okazało się, że starszy zagra w Jastrzębiu-Zdroju. Były kapitan reprezentacji „Albicelestes” zastąpił w pomarańczowych barwach Francuza Kevina Tillie.

 

- Kiedy otrzymałem propozycję gry w Jastrzębiu i dowiedziałem się, że miasto znajduje się tak blisko od Katowic, to uznałem to za dar od Boga - mówił tuż po dołączeniu do zespołu Marka Lebedewa, Rodrigo Quiroga.

 

Początkowo zawodnik ten był podstawowym przyjmującym swojej drużyny, ale wkrótce to się zmieniło.

 

Bracia bez formy
Doświadczony Argentyńczyk na pewno nie jest w optymalnej formie. Lepiej radzi sobie Jason De Rocco i starszy z braci pełni w Jastrzębiu rolę zmiennika. Na dodatek przed niedzielnym meczem w Warszawie okazało się, że Rodrigo ma problemy mięśniowe i w spotkaniu tym, podobnie, jak w meczu z Czarnymi Radom, nie wystąpił.

 

Gonzalo jest z kolei podstawowym graczem katowickiego zespołu, chociaż też nie znajduje się w jakiejś wybornej dyspozycji. Nieźle zagrał w starciu z ZAKSĄ, ale cóż z tego, skoro katowiczanie zostali doszczętnie rozbici? Dużo gorszy był w jego wykonaniu mecz z Aluronem. Młodszy Quiroga zdobył w tym spotkaniu zaledwie 3 punkty i miał bardzo słabą skuteczność zarówno w przyjęciu, jak i w ataku.

 

Na dwóch biegunach
Także w sobotę (godz. 17.00) do derbowego starcia dojdzie w Zawierciu. Aluron Virtu Warta i MKS Będzin do meczu przystępują jednak w odmiennych nastrojach. Gospodarze zawodów są na fali wznoszącej. Na wyjazdach pokonali 3:2 jednego z krajowych potentatów, Asseco Resovię, co jest jak na razie największym sukcesem beniaminka, oraz rozprawili się bez straty seta z GKS Katowice. Dzięki wygranym zawiercianie opuścili ostatnie miejsce w tabeli i na tym nie zamierzają poprzestać.

 

- Mam nadzieję, że to nie wszystko na co nas stać i będziemy grali jeszcze lepiej. Na początku sezonu też radziliśmy sobie nieźle, ale brakowało nam skuteczności. Teraz atmosfera i pewność siebie są na wyższym poziomie. Jesteśmy na właściwej ścieżce. Przestrzegam jednak, iż cierpliwość nadal jest potrzebna - powiedział Emanuele Zanini, trener „Jurajskich rycerzy”.

 

Będzinianie są z kolei w dołku. Z siedmiu ostatnich spotkań przegrali aż pięć i są na 12. miejscu w tabeli, tuż przed najbliższymi rywalami, i zwycięstwa potrzebują jak tlenu.

 

 

Udowodnić kibicom

Rafał FARYNA, przyjmujący MKS Będzin

Fot. Piotr Matusewicz / źródło: Pressfocus

 

Wyjdziemy na parkiet, wiedząc doskonale, co mamy robić i jak grać, by wygrać. Zagramy w Zawierciu niezwykle zmotywowani, gdyż ostatnie porażki bardzo mocno nas zmobilizowały do ciężkiej pracy. W końcu musimy zagrać na swoim poziomie, a przy okazji udowodnić naszym kibicom, że potrafimy grać w siatkówkę. Chcemy zdobyć trzy punkty i awansować w tabeli, bo nasza sytuacja zrobiła się niezbyt ciekawa.

 

Z tej samej kategorii