Co z tym pojedynkiem?

Cuprum Lubin - MKS Bedzin
 /  fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Występ Łukasza Kaczmarka, a co za tym idzie wielkie starcie reprezentacyjnych atakujących, stoi pod znakiem zapytania. W zespole gości problemów kadrowych jest więcej.

Pomiędzy 8., a 29. dniem października, czyli na przestrzeni zaledwie trzech tygodni, siatkarze Jastrzębskiego Węgla rozegrali 7 ligowych spotkań. Ich bilans, to 3 zwycięstwa i aż 4 porażki. Wprawdzie w tym okresie jastrzębianie mierzyli się m.in. z najlepszymi zespołami PlusLigi, jednak kibice nie są zadowoleni z postawy i dorobku zespołu. Zarówno zawodnicy, jak i sztab szkoleniowy, mówią otwarcie, że drużyna nie znajduje się obecnie w optymalnej dyspozycji. Dziś „pomarańczowych”, przynajmniej w teorii, czeka kolejny niełatwy bój. Do Jastrzębia Zdroju już wczoraj przyjechał Cuprum Lubin.

 

Taht nie skończył meczu
- Na pewno nie jesteśmy w takiej formie, jakiej wszyscy oczekiwali. Niestety tylko momentami potrafimy się wznieść na najwyższy poziom. Przede wszystkim w meczach przed własną publicznością. Sezon jednak ciągle trwa i każdego dnia ciężko pracujemy nad tym, aby nasze mecze wyglądały lepiej - mówi Mark Lebedew, australijski szkoleniowiec brązowych medalistów PlusLigi poprzedniego sezonu, którego z pewnością zabolała niedzielna porażka w Olsztynie. - Jesteśmy blisko tego, aby nasza gra wreszcie wyglądała tak, jak byśmy sobie życzyli. Nawet w przegranym meczu w Olsztynie były momenty, kiedy potrafiliśmy się wznieść na wyżyny. Pracujemy, aby grę na wysokim poziomie utrzymać na dłuższym dystansie - dodał trener JW.
W starciu z Indykpolem AZS-em, „pomarańczowi”, wyłączając pierwszego seta, nie grali źle. Ale w końcówkach zabrakło im szczęścia. W trzeciej partii nie wykorzystali piłek setowych. Tego typu sytuacje w poprzednim sezonie praktycznie nie miały miejsca, chociaż trzeba przypomnieć, że w meczu z Cuprum przed własną publicznością, jastrzębianie przegrali po tie breaku. Znakomitą partię w tamtym meczu rozegrał Estończyk Robert Taht. Dzisiaj jednak, najprawdopodobniej, kibice nie zobaczą tego zawodnika na parkiecie. Przyjmujący doznał bowiem kontuzji z meczu z Aluronem Virtu Wartą Zawiercie i nie dokończył piątego seta.

 

O sześć punktów więcej
Warto również dodać, że w ogóle nie wystąpił w poprzednim spotkaniu atakujący Łukasz Kaczmarek, do niedawna najlepszy punktujący PlusLigi, którego w tejże klasyfikacji wyprzedził atakujący... Jastrzębskiego Węgla. Maciej Muzaj zdobył w dotychczasowych meczach 138 punktów. Kaczmarek, który rozegrał o jedno spotkanie mniej, ma na swoim koncie 132 „oczka”, ale trudno przewidzieć, czy dziś powiększy swój dorobek, a co za tym idzie, czy dojdzie do pojedynku reprezentacyjnych rozgrywających. Przypomnijmy, że w sezonie obaj zawodnicy walczyli o pozycję zmiennika na swojej pozycji dla Dawida Konarskiego podczas mistrzostw Europy. Były już selekcjoner naszej kadry, Ferdinando De Giorgi, częściej dawał szansę siatkarzowi z Lubina i to on wystąpił w ME. Muzaj musiał obejść się smakiem, ale na początku sezonu pokazuje dobrą dyspozycję. Jest chyba jedynym graczem jastrzębskiego zespołu, który nie schodzi poniżej pewnego poziomu, mimo iż gra non stop. Jego zmiennik, Patryk Strzeżek, na parkiecie pojawił się zaledwie kilka razy. Po młodszym z jastrzębskich atakujących nie widać jednak zmęczenia. - Nie jesteśmy tak wypoczęci, jak np. w lipcu. Ale nie uważam, że pod względem fizycznym wyglądamy źle. Mieliśmy sporą dawkę spotkań, ale to nadal początek sezonu. Nie mieliśmy też zbyt dalekich wyjazdów. Chociaż zawsze lepiej jest grać we własnej hali. Bardzo nam pomaga to, że możemy liczyć na wsparcie naszych bliskich i wszystkich kibiców - trener Mark Lebedew o formę zarówno Muzaja, jak i całego zespołu, jest spokojny.

 

 

Jastrzębski Węgiel - Cuprum Lubin, piątek, godz. 18.00

 

Z tej samej kategorii