Artur Ratajczak: Wzloty i upadki

- Mamy się skupić na każdym punkcie, secie i meczu. To dla nas najważniejsze - mówi kapitan MKS-u Będzin.

MKS Bedzin - PGE Skra Belchatow
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Jerzy MUCHA: - Rok zakończyliście mocnym akcentem, bo zwycięstwem z wyżej notowanym Indykpolem AZS Olsztyn, ale pierwszej rundy chyba do najlepszych nie zaliczycie. 6 zwycięstw w 15 meczach to wynik poniżej oczekiwań?
Artur RATAJCZAK: - Była to runda szarpana, pełna wzlotów i upadków. I czujemy po niej niedosyt. Mamy głód dobrej gry i liczyliśmy na więcej punktów. Oczywiście, cieszymy się, że 2017 rok zakończyliśmy mocnym akcentem, jakim była z pewnością wygrana za 3 punkty z Indykpolem. Mam nadzieję, że to dobry prognostyk na przyszłość i nowy rok rozpoczniemy równie mocnym akcentem. Posiadamy skład, który ma potencjał i musimy wykorzystać go na boisku.

 

Jak to zrobić?
Artur RATAJCZAK: - Każdy chce być jak najwyżej w tabeli i my również. Wiemy doskonale, gdzie mieliśmy wpadki i zrobimy wszystko, by ich w przyszłości uniknąć. Sezon trwa, takim meczem jak ten z Indykpolem udowodniliśmy sobie i kibicom, że potrafimy grać w siatkówkę. Przede wszystkim musimy grać równo i zespołowo. A wówczas będą jeszcze lepsze efekty. I nie możemy patrzeć na to, kto jest po drugiej stronie siatki. Każdego rywala musimy szanować i podchodzić jak do mistrza Polski. Jak już wcześniej zaznaczyłem, najważniejsze jednak jest to, żeby grać zespołowo i czerpać radość z gry. Wówczas o końcowy wynik naszego zespołu jestem spokojny.

 

Być może ten sezon potoczyłby się inaczej, a wasza pozycja w tabeli byłaby lepsza, gdyby nie zaskakująca porażka w Kielcach. To był dla was zimny prysznic?
Artur RATAJCZAK: - Mocno nas ona boli, ale porażki wliczone są w sport. Zresztą nie tylko ten mecz nie poszedł po naszej myśli, więc nie zamierzam się rozczulać. Trzeba wyciągnąć wnioski i zamiast zbędnych słów zainkasować punkty w drugiej rundzie. Sezon jest długi. Wiele osób postawiło już na nas krzyżyk, ale ja wierzę w ten zespół i w to, że jeszcze nieraz damy powody do zadowolenia naszym kibicom, bo naprawdę mamy dla kogo walczyć.

 

Z jednej strony wygrywacie z Jastrzębskim Węglem i Indykpolem, z drugiej przegrywacie z Dafi Społem Kielce czy Aluronem Virtu Wartą Zawiercie. Na co tak naprawdę stać MKS?
Artur RATAJCZAK: - O celach i konkretnych miejscach nie będę się wypowiadał. Mamy się skupić na każdym punkcie, secie i meczu. To dla nas najważniejsze, a wynik końcowy przyjdzie sam. Nie zamierzam składać żadnych deklaracji, boisko wszystko zweryfikuje.

 

Nie widzimy ostatnio pana na parkiecie, zastępuje pana Mateusz Kowalski. W meczu z Olsztynem miał 100 procent skuteczności w ataku. Po wyleczeniu urazu trudno będzie wskoczyć do składu...
Artur RATAJCZAK: - Mateusza trzeba pochwalić. Cały czas mocno pracuje. Wyszedł na Olsztyn w podstawowej szóstce i jego gra bardzo dobrze wyglądała. Statystyki są dla ludzi, którzy umieją je czytać. W poprzednim naszym meczu w Rzeszowie Mateusz nie miał 100-procentowej skuteczności, a również za tamto spotkanie należy mu się pochwała.

 

A jak z pana zdrowiem?
Artur RATAJCZAK: - Jeszcze przed wyjazdem do Rzeszowa, podczas jednego z treningów, po uderzeniu piłki palec został złamany. Jest unieruchomiony, więc nie mogę normalnie trenować i grać. Czekam teraz na decyzję lekarza w sprawie terminu mojego powrotu do gry. W najbliższym czasie będę miał prześwietlenie palca i wówczas dowiem się więcej konkretów. Bardzo chcę wrócić do gry, by pomóc kolegom. Na razie staram się pomagać z boku, bez jednej ręki… Jestem bardzo głodny gry, ale pewnych rzeczy niestety nie zmienimy i trzeba je przyjąć z pokorą.

 

Z tej samej kategorii