Udany rewanż Jastrzębskiego Węgla

Salvador Hidalgo Oliva
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Będzinianie mogli wygrać z Jastrzębskim Węglem nawet 3:0, a nie zdobyli nawet punktu. – Jestem bardzo zły, bo dobrze graliśmy tylko do 20 punktu – denerwował się Artur Ratajczak, kapitan MKS-u.

 

 W pierwszej rundzie MKS sprawił ogromną niespodziankę i wygrał w Jastrzębiu 3:1. Ta przegrana mocno zabolała jastrzębian. - Bardzo żałujemy tej porażki, bo bylibyśmy w innym miejscu w tabeli, zajmowalibyśmy pewniejszą pozycję w ligowym rankingu, a tak musimy zaciekle bić się o punkty i mocno pilnować się, by już nic nie stracić – mówił przed rewanżem w Sosnowcu Maciej Muzaj, atakujący Jastrzębskiego Węgla.

Nic dziwnego, że goście przystąpili do spotkania mocno zmobilizowani. Będzinianie też nie zamierzali oddać meczu bez walki. A że we własnej hali są bardzo mocni – punkty straciły w Sosnowcu m.in. PGE Skra Bełchatów, Trefl Gdańsk czy ostatnio Cuprum Lubin – od pierwszej piłki rozgorzała walka na całego.  Przyjezdni punkty zdobywali po atomowych atakach Salvadora Hidalgo Olivy i Muzaja, po drugiej stronie siatki równie skuteczni byli Marcin Waliński, Artur Ratajczak i Rafael Araujo Rodrigues. I choć w klasyfikacji na najskuteczniejszych zawodników ligi wyżej są jastrzębscy bombardierzy, ku radości miejscowych fanów lepiej radzili sobie gospodarze. Przede wszystkim popełniali mniej błędów. W Jastrzębskim Węglu nawet zwykle niezawodny Oliva kilka razy „nadział” się na blok rywali. Że to jednak „kawał” siatkarza, będzinianie boleśnie przekonali się pod koniec drugiego seta. Przy stanie 22:22 Kubańczyk z niemieckim paszportem poszedł na zagrywkę i zaserwował dwa asy, a ostatni punkt zdobył po ataku z drugiej linii. I gospodarze zamiast cieszyć się z zapewnienia sobie choćby jednego punktu, remisowali.

Obowiązkowa, 10-minutowa przerwa żadnego z zespołów nie zdekoncentrowała. Na parkiecie wciąż  było mnóstwo walki i emocji, a sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Najpierw gospodarze odskoczyli na trzy punkty (16:13), by następnie przegrywać 21:24. Stratę tę zdołali odrobić, nawet mieli dwie piłki setowe, ale ostatecznie przegrali po dwóch prostych błędach.

Porażka w trzeciej partii mocno podłamała miejscowych. Jeszcze się trzymali, ale gdy w Jastrzębskim Węglu na zagrywkę poszedł Jason DeRocco, goście odskoczyli na cztery „oczka”. Stelio De Rocco, opiekun MKS-u, starał się odmienić losy rywalizacji, wprowadzając na parkiet rezerwowych ale nic to nie dało. Goście są zbyt doświadczeni, by dać sobie odebrać wygraną.

 

MKS BĘDZIN – JASTRZĘBSKI WĘGIEL JASTRZĘBIE 1:3 (25:21, 22:25, 26:28, 20:25)

 

BĘDZIN: Seif (4), Waliński (16), Ratajczak (8), Araujo (22), Jordanow (5), Rejno (7), Potera (libero) oraz Russell, Piotrowski, Kozub, Stysiał (libero). Trener Stelio DEROCCO.

JASTRZĘBIE: Kampa (6), DeRocco (15), Kosok (9), Muzaj (21), Oliva (18), Boruch (9), Popiwczak (libero) oraz Ernastowicz. Trener Mark LEBEDEW.

[Sędziowali:] Waldemar Niemczura (Węgierska Górka)  i Marek Budzik (Rybnik).[Widzów] 1400.

 

Przebieg meczu

[I:] 9:10, 15:14, 20:16, 25:21.

[II:] 9:10, 15:14, 20:18, 22:25.

[III:] 10:8, 15:13, 19:20, 25:24, 26:28.

[IV:] 9:10, 12:15, 17:20, 20:25.

[Bohater] – Lukas KAMPA.

 

 

Z tej samej kategorii