Godzina z prysznicem... I tyle!

MKS Bedzin - PGE Skra Belchatow
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

W historii swoich występów w ekstraklasie będzinianie jeszcze nie wygrali z zespołem z Rzeszowa. I tradycja ta została podtrzymana…

Rzeszowianie zawitali do Zagłębia Dąbrowskiego prosto z Włoch, gdzie zostali mocno pokiereszowani psychicznie, odpadając z Ligi Mistrzów po porażce 1:3 z Azimutem Modena. W tamtym spotkaniu zagrali bez dwójki kontuzjowanych graczy, Piotra Nowakowskiego (środkowego) i Damiana Wojtaszka (libero). W Sosnowcu ze wspomnianej dwójki na parkiecie zobaczyliśmy Nowakowskiego, który w końcówce trzeciego seta wszedł na podwyższenie bloku.
Przed pierwszym gwizdkiem sędziowskim, naładowani pozytywną energią będzinianie liczyli mocno na sprawienie niespodzianki i awans w tabeli. W poprzedniej kolejce ulegli mistrzowi Polski z Kędzierzyna-Koźla.  - Ale wicemistrzowi z Rzeszowa już nie odpuścimy! - zapowiadali przed meczem gracze MKS, licząc przy okazji na zmęczenie mentalne rywali. Dodajmy, że w historii spotkań tych klubów, ekipa z Będzina nie wygrała ani jednego spotkania, ulegając 6-krotnym mistrzom Polski aż 5 razy.
- Wróciliśmy z Włoch wiedząc, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, aby wygrać – asekurował się z kolei Andrzej Kowal. Opiekun rzeszowskiej drużyny chciał koniecznie wygrać w Sosnowcu, by wywalczyć drugie miejsce w sezonie zasadniczym, za plecami ZAKSY.
Od początku pierwszej partii Asseco Resovia demonstrowała solidną, poukładaną siatkówkę, a po jej zawodnikach nie było widać zmęczenia włoską wyprawą. Marko Ivović w inauguracyjnym secie zdobył atakiem 5 punktów, stanowiąc największe zagrożenie dla będzińskiego bloku, który w tym okresie nie był dla Serba żadną zaporą. A gdy już rzeszowianie mieli drobne kłopoty to uruchamiali „pipe'a” i wtedy niezwykle precyzyjnym atakiem z szóstej strefy popisywał się wspomniany Ivović. Dodajmy, że na środku siatki, nie tylko z racji dominującego wzrostu, królował Bartłomiej Lemański, który siał postrach swoimi atakami z krótkiej, idealnie obsługiwany przez Fabiana Drzyzgę. Ten ostatni potrafił nie tylko dokładnie wystawiać, ale także zdobywać punkty z zagrywki.
Stelio DeRocco, trener MKS, bardzo szybko reagował, próbując w trakcie przerw wpłynąć na grę swoich podopiecznych, jednak gospodarzom brakowało jakości. Nic nie zmieniła tak naprawdę zmiana rozgrywającego; Jonah Seif, który zluzował Łukasza Kozuba (na koncie miał asa serwisowego) nie poderwał do walki będzinian. Zresztą od drugiej partii Kozub powrócił do szóstki. Nic dziwnego, że Stelio DeRocco mocno zatroskany schodził ze swoimi podopiecznymi do szatni na dłuższą przerwę po drugiej partii. Będzinian mógł uratować tylko cud, który jednak nie nastąpił.

W III odsłonie, gospodarze wyszli na boisko z nowym środkowym, 19-letnim Dawidem Wochem. Początkowo, gra była bardzo wyrównana, MKS poderwał się do walki, mając najlepszego zawodnika w coraz bardziej skutecznym Zlatanie Jordanowie. Paradoksalnie, to właśnie skuteczny blok na Bułgarze, co dało gościom prowadzenie 18:15, pozwolił rzeszowianom rozwinąć skrzydła i dowieźć 3-punktowe zwycięstwo do końca. To spotkanie, na które tak ostrzyli sobie zęby będzinianie zakończyło się po godzinie z prysznicem, jak żartują siatkarze...

 

MKS BĘDZIN –  ASSECO RESOVIA RZESZÓW] 0:3 (17:25, 16:25, 18:25)

 

BĘDZIN: Kozub (1), Jordanow (10), Rejno (6), Araujo (7), Waliński (6), Ratajczak, Potera (libero) oraz Seif, Roberts (3), Piotrowski, Woch (1), Russel (1). Trener Stelio DEROCCO.

RZESZÓW: Drzyzga (2), Perrin (7), Lemański (14), Schoeps (12), Ivović (11), Możdżonek (3), Masłowski (libero) oraz Nowakowski. Trener Andrzej KOWAL.

Sędziowali Szymon Pindral (Kielce) i Sławomir Gołąbek (Kędzierzyn-Koźle). Widzów 1000.

Przebieg meczu
I: (9:10, 12:15, 14:20, 17:25)
II: (4:10, 7:15, 12:20, 16:25)
III: (8:10, 13:15, 17:20, 18:25)
Bohater – Marko IVOVIĆ.

 

Z tej samej kategorii