Adam Gorol: Ewolucja, nie rewolucja

Adam Gorol
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Dziś wiem już nieco więcej, ale wciąż daleko mi do poziomu wiedzy ludzi, którzy całe życie w siatkówce funkcjonują - mówi prezes Jastrzębskiego Węgla.

Jakub KUBIELAS: - Zaraz po zakończeniu sezonu przygotował pan transferową bombę, pozyskanie Kevina Tillie. To był zaskakujący ruch.
Adam GOROL: - Trzecie miejsce spowodowało, że trzeba było spojrzeć w najbliższą perspektywę zupełnie inaczej. Moje oczekiwania odnośnie rozwoju klubu i względów sportowych zostały wyprzedzone o ok. 2-3 sezony. Dopiero wtedy miał być medal, co zresztą zostało uwzględnione w strategii. Dziś realia są inne. Zdobyliśmy brąz, ale sukces spowodował jednak konieczność przebudowania polityki finansowej klubu od już, na najbliższe sezony. Potrzebujemy siatkarzy, którzy podniosą nasz poziom sportowy.

- Kibice Jastrzębskiego Węgla są bardzo z tego transferu zadowoleni.
Adam GOROL: - Patrząc na to, co działo się w poprzednim sezonie, to frekwencja bywała bardzo przeciętna, a momentami nawet niska. A atmosfera w hali podczas meczów jest niezwykle ważna. Druga część zakończonego niedawno sezonu pokazała, że Jastrzębski Węgiel ma wiernych kibiców. Którzy potrafią wypełnić halę do ostatniego miejsca. Były mecze, na które brakowało biletów kilka dni wcześniej. Fani wrócili, zaufali nam i dopingowali zespół. Wszystko zobaczyła całą Polska. W związku z powyższym nie wyobrażam sobie sytuacji, że np. wycofujemy się z rozgrywek Ligi Mistrzów. Ale aby w niej grać, to trzeba się wzmocnić. Założenia były wcześniej, ale zawodnik tej klasy, jak Kevin Tillie, pojawił się w najmniej oczekiwanym momencie. Zagraliśmy pokerowo. Ale mając na uwadze rozwój drużyny i wysokie cele sportowe, to nie można było nie zakontraktować tego zawodnika. Nie jest to transfer niskobudżetowy, ale jako zarząd jestem przekonany, że sobie z tym poradzimy. Szycie ponad miarę, na szczęście, mamy już za sobą.

- Nie obawia się pan, że ze względu na obecność Kevina Tillie, Salvador Hidalgo Oliva może stracić status gwiazdy?
Adam GOROL: - Czas pokaże, ale nie obawiam się tego. Mocno stawiamy na mentalność w zespole i bardzo dokładnie to z trenerem Markiem Lebedewem analizowaliśmy. Z Kevinem spotkałem się raz. Salvadora znamy już dłużej i zdajemy sobie sprawę z jego konieczności liderowania. To zawodnik, który gra aż krew się leje. A czasami, jak wyłoży się na parkiecie, to chyba czeka, aż wszystkie dziewczyny się zbiegną i będą go reanimować. Ale taki człowiek był potrzebny, chciałby go mieć każdy klub. Mówię o nim, jako o postaci. On porwał tę halę. To wizerunkowo kapitalny „materiał”. Salvador jest przyjmującym, ale zdobywa bardzo dużo punktów. To ofensywa w czystej postaci. Jeżeli chodzi o Tillie, to ma on pomóc nam ustabilizować przyjęcie. Nie chcę sobie czegoś nadzwyczajnego przypisywać, ale czasami mam tak, że spojrzę na człowieka i wiem, czego mogę się po nim spodziewać. Uważam, że między nimi nie będzie kolizji. Oliva będzie liderem i showmanem, ale to nie przeszkodzi Kevinowi robić swojej roboty. Pamiętamy oczywiście, że Francuz potrafi atakować. W Pucharze Polski rozbił nas w pojedynkę. Zagraliśmy trochę, jak Bayern Monachium, który jeżeli jest w Borussii Dortmund dobry zawodnik, to go podkupuje. Może do tego nam jeszcze daleko, ale... coś w tym jest.

- Oliva zostaje w zespole na kolejne dwa sezony. Trudno było go do tego przekonać?
Adam GOROL: - Jak coś robię, to robię z przekonania. Takiemu zawodnikowi się należy. Nie tylko z takiego powodu, że on tego oczekuje. To człowiek, który dołożył dużą cegłę do tego, w jakim miejscu się znajdujemy. Siatkówka to gra zespołowa, ale trzeba patrzeć na indywidualności. Wiele polskich klubów chciałoby mieć Salvadora u siebie. On jest wymagający, nie tylko pod względem finansowym, ale też w obszarach organizacyjnych. Musi mieć wszystko dopracowane. Musi mieć opiekuna, który spełnia jego zachcianki. Jeżeli Tillie będzie mu deptać po piętach pod względem sportowym, to pojawi się u niego jeszcze większa motywacja, a on to lubi. Oliva wymaga wiele od siebie. Jest szalenie punktualny. Poza tym do tej pory z żadnym klubem nie przedłużał kontraktów, a u nas został na kolejne dwa lata. To świadczy o tym, że Jastrzębie jest dla niego dobrym miejscem. A dla mnie jest to spore wyzwanie. Moim celem jest to, aby za kilka lat powiedział, że to była jego bardzo dobra decyzja.

- Trzecie miejsce wiąże się z grą w Lidze Mistrzów. Klub udźwignie kolejne finansowe obciążenie?
Adam GOROL: - Mamy trochę czasu, żeby się do tego finansowo przygotować. Chcielibyśmy, aby te koszty były jak najmniejsze. Wiemy, że klub grający w pucharach w zasadzie na nich nie zarabia. Liczymy na troszkę szczęścia w losowaniu nie tylko od strony sportowej, ale też geograficznej. Nie stawiamy sobie bardzo wysokich celów. Oczywiście chcemy zajść jak najdalej, ale wiemy, w jakim miejscu jesteśmy. Uważam, że jesteśmy w dobrym, ale też znamy siłę i budżety klubów rosyjskich, włoskich, czy tureckich. Przecież trzy nasze zespoły w poprzednim sezonie nie poradziły sobie na pewnym etapie w Lidze Mistrzów. Chcemy przejść eliminacje, zagrać w grupie, wyjść z niej. Ale przede wszystkim traktujemy to, jako nabranie doświadczenia. A nasz kibic musi widzieć progres.

- Zbudowaliście drużynę na brąz i zadowalające dla kibiców jest to, że udało się ją niemal w całości utrzymać.
Adam GOROL: - Przed zeszłym sezonem w zasadzie nie mieliśmy drużyny. Zaczęliśmy ją budować na nazwiskach mniej lub bardziej znanych. Udało się coś stworzyć od zera i dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu. Mamy trzon i kilku zawodników zakontraktowanych nawet na kolejne dwa sezony. To był mój cel, aby była baza, aby do reszty podchodzić ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. Zespołu zwycięskiego nie chcemy zmieniać. Bo ważny jest duch drużyny, którego nie chcemy stracić. Nie da się jednak uniknąć pojedynczych korekt.

- Brązowy medal Jastrzębskiego Węgla jest dla pana osobistym sukcesem?
Adam GOROL: - To jest sukces całego naszego środowiska. Miasta, kibiców, społeczeństwa, naszego partnera strategicznego. Sztabu szkoleniowego i zespołu. Ale dla mnie, to osobisty sukces, tym bardziej, że byli tacy, którzy niekoniecznie wierzyli, że to się uda. Ja nigdy nie ukrywałem bowiem, że pojawiłem się w klubie po to, aby opanować sytuację organizacyjno-finansową. Sama siatkówka była dla mnie obca. Dziś, z pewnością, wiem już nieco więcej, ale daleko mi do poziomu wiedzy do ludzi, którzy całe życie w siatkówce funkcjonują.

- Mówił pan przed sezonem, że chce, aby zespół zajął miejsce wyższe niż siódme. Idąc tym tokiem rozumowania, Jastrzębski Węgiel w kolejnym sezonie powinien być w finale...
Adam GOROL: - Do ostatniej kolejki walczyliśmy o czwórkę. Za darmo nic nie przyszło. Jeżeli chodzi o play off, to ZAKSA była nie do przejścia. Patrzymy realnie. Ale cztery razy w sezonie ograliśmy potęgę, wicemistrza Polski, zespół z wielkimi gwiazdami. Najprościej jest powiedzieć złoto czy srebro. Ja do tego tak nie podchodzę. Chcemy przede wszystkim nadal budować zespół. I chcemy też być jeszcze trudniejszym rywalem dla potęg, aby ustabilizować się w czołówce. Wydaje się to naturalne, ale z tyłu głowy mam jedno. Wynik sportowy trochę jednak przykrywa naszą sytuację. Nie jest już ona tak trudna, ale cały czas jest w toku. Trzeba mieć na uwadze to, aby ten klub rozwijać, aby zapobiec nawrotowi tej choroby, na którą cierpieliśmy wcześniej. Myślę, że jesteśmy w stanie w przyszłym roku powalczyć o miejsce wyższe niż trzecie.

- A czym, poza prezesowaniem, zajmuje się Adam Gorol?
Adam GOROL: - Prowadzę firmy w obszarze branży górniczej. Zatrudniam kilkaset osób wysoce wyspecjalizowanych w tematach energetycznych. W branżach sprzętu ciężkiego i budowlanej. Obsługuję kilka kopalń w poważnym zakresie. Pośrednio też prowadzę, wraz z żoną, jednostkę gastronomiczną w Orzeszu. Obecnie przymierzam się do inwestycji w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej w Jastrzębiu-Zdroju. To będzie fabryka domów szkieletowych. To kolejne, duże wyzwanie, ale bardzo perspektywiczne. Zakład powinien stanąć w tym roku. Docelowo ma zatrudniać kilkaset osób. Działam na wielu obszarach. Nie jest łatwo, ale jest to sprawa dobrej organizacji i doboru ludzi na odpowiednie stanowiska.

- Kapitan zespołu, Patryk Strzeżek, ruszył kilkanaście dni temu w podróż. Autostopem do Bombaju. Nie boi się pan o niego?
Adam GOROL: - Jeżeli chcielibyśmy patrzeć na życie w kategoriach bania się o życie czy zdrowie, to byśmy nic nie zrobili. Trzeba zachować zdrowy rozsądek i tym się kierować. Jestem przekonany, że Patryk go ma. Jego wyprawa, to fajna wizytówka dla klubu. Nasz kapitan porusza się po świecie, nie zapomina o Jastrzębskim Węglu i promuje go. Osobiście podziwiam takich ludzi. Imponuje mi to, że mają jakiś pomysł na życie. Dodatkowo mogę powiedzieć, że Patryk zostaje w klubie na kolejny sezon. Wprawdzie nie mamy podpisanego jeszcze kontraktu, ale jesteśmy na tak. Zarówno my, jak i on.

 

Z tej samej kategorii