Przebudzenie mocy siatkarzy Jastrzębskiego Węgla

KS Jastrzebski Wegiel - BBTS Bielsko Biala
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Jastrzębianie zagrali przeciw osłabionemu rywalowi tak, jak w najlepszych meczach w zeszłym sezonie. Efekt nie mógł być inny.

W lubiński zespole, zgodnie z przypuszczeniami, zabrakło Roberta Tahta. Estoński przyjmujący doznał kontuzji w ostatnim meczu i do Jastrzębia-Zdroju w ogóle nie przyjechał. Tymczasem od pierwszych piłek widać było, że naczelna armata zespołu Cuprum, Łukasz Kaczmarek, nie jest w najwyższej dyspozycji fizycznej. W związku z powyższym przyjezdni nie mieli potrzebnej mocy w ataku. A na dodatek od samego początku jastrzębianie nękali ich zagrywką. Efekt? Michał Masny, były zresztą rozgrywający jastrzębskiej drużyny, musiał sporo biegać. To nie mogło się skończyć dobrze.

 

Premiera bez historii
Gospodarze rozpoczęli z bardzo wysokiego C. Masakrowali lubińskie szeregi przede wszystkim bardzo skuteczną zagrywką. Sami nieźle przyjmowali i bronili, a w ataku mylili się rzadko. Bardzo mądrze grą „Pomarańczowych” dowodził Lukas Kampa. Jemu dłuższa, aniżeli przed poprzednimi spotkaniami, przerwa potrzebna była najbardziej. Akcenty w grze jastrzębskiego zespołu rozkładały się równomiernie. Na swoim poziomie grał Salvador Hidalgo Oliva, którego wspierał Maciej Muzaj. Niemniej jednak małym odkryciem była dyspozycja Jasona De Rocco. Kanadyjczyk przyjmował najlepiej w zespole, a dodatkowo skutecznie atakował. Pierwszy set nie miał większej historii, po znakomitym początku jastrzębianie pewnie utrzymali wysoką przewagę do końca.

 

Zafrasowane miny
Początek drugiej partii był w wykonaniu zespołu Marka Lebedewa nieco słabszy, ale przy stanie 4:8 na zagrywkę wszedł Lukas Kampa. Ten set praktycznie w całości należał do niego, bo pole serwisowe opuścił, kiedy jego drużyna prowadziłą dwoma punktami. Zespół z Lubina poprawił nieco przyjęcie, ale to było zdecydowanie za mało, aby przeciwstawić się bardzo dobrze dysponowanej jastrzębskiej drużynie.
Druga partia została wygrana przez gospodarzy w takim samym stosunku, jak pierwsza. A sędziowie zakończyli ją po skutecznej wideoweryfikacji, która dotyczyłą dotknięcia siatki po stronie Cuprumu. Schodzący na przerwę 10-minutową goście mieli zafrasowane miny, bo zdawali sobie sprawę, że tylko gwałtowna poprawa własnej i skrajne pogorszenie gry gospodarzy daje im jakieś szanse na dobry wynik.

 

Zasłużyli wszyscy

Nic takiego nie miało miejsca, a jastrzębianie zaczęli się znakomicie bawić. Zagrali kilka niekonwencjinalnych, acz efektownych akcji, w których brylował, a jakże, Oliva. Muzaj był nie do zatrzymania, a od siebie dodali środkowi. Przede wszystkim Wojciech Sobala, którego kilka razy kibice zobaczyli w bardzo nietypowej roli. A mianowicie świetnie... broniącego piłki. Zresztą i ten element dobrze wczoraj w grze Jastrzębskiego Węgla funkcjonował. Dzięki czemu trzeci set również większej historii nie miał. Skończył go, świetnym atakiem ze skrzydła, skończył Oliva, ale to nie on odebrał statuetkę najlepszego zawodnika spotkania. Tę wręczono Maciejowi Muzajowi. Prawda jest jednak taka, że kandydatów do tego wyróżnienia było wczoraj więcej, a nam się wydaje, że po takim mecz statuetka winna trafić w ręce tego, który tak umiejętnie grą całej drużyny kierował.


JASTRZĘBSKI WĘGIEL – CUPRUM LUBIN 3:0 (25:17, 25:17, 25:18)
Sędziowali Jacek Broński (Murowana Goślina) oraz Zbigniew Wolski (Gorzów Wlkp.). Widzów 2700.


JW: Kampa (2), Oliva (19), Sobala (5), Muzaj (18), De Rocco (16), Kosok (3), Popiwczak (libero) trener Mark LEBEDEW.
CUPRUM: Masny (2), Pupart (7), Michalski (5), Kaczmarek (10), Terzić (5), Hain (5), Kryś (libero) oraz. Gorzkiewicz, Patucha (1), Biegun (1). Trener Patrick DUFLOS.
Przebieg meczu
I set: 5:3, 10:5, 15:9, 20:13, 25:17.
II set: 2:5, 10:8, 15:13, 20:15, 25:17.
III set: 5:4, 10:5, 15:9, 20:12, 25:18.

 

Z tej samej kategorii