Alfabet Jastrzębskiego Węgla

Jastrzebski Wegiel - Asseco Resovia Rzeszow
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Trzecią drużynę PlusLigi, Jastrzębski Węgiel „rozbiliśmy” na czynniki pierwsze, czy litery alfabetu.

Australia, „Buła”, Leningrad i... Wojc. Przypominamy najważniejsze momenty sezonu, które były udziałem brązowych medalistów PlusLigi.

 

A - jak architekt z Australii
Już w połowie sezonu prezes Jastrzębskiego Węgla, Adam Gorol, powiedział, że Mark Lebedew jest nie tylko szkoleniowcem na ciężkie czasy, jakie w poprzednim roku przeżywał klub, ale też jest odpowiednim człowiekiem na osiągnięcie sukcesu. Potwierdziło się. Zespół prowadzony przez trenera z antypodów grał przez cały sezon jedną z najlepszych siatkówek w Plus Lidze. Był efektowny i, co najważniejsze, skuteczny. Medal to nie tylko ukoronowanie świetnego sezonu, ale dobry prognostyk na przyszłość.

 

B - jak „Buła”
Z jastrzębskim klubem związany jest od ponad 30 lat. Jako asystent pracował z kilkoma trenerami i to winno już świadczyć samo za siebie. Nikt dziś nie wyobraża sobie Jastrzębskiego Węgla bez Leszka „Buły” Dejewskiego. Człowiek to oddany i niezwykle lubiany przez kibiców. Potrafiący sypać zabawnymi anegdotkami, jak z rękawa. A przy tym ceniony fachowiec, który nadal grywa amatorsko w siatkówkę. Chociaż na oldboja zupełnie jeszcze nie wygląda.

 

D - jak De Giorgi
Bez wątpienia największa zmora Marka Lebedewa z tego sezonu. Aż pięć razy prowadzona przez nowego selekcjonera reprezentacji Polski kędzierzyńska ZAKSA pokonała Jastrzębski Węgiel. Dwa razy w fazie zasadniczej, po 3:2. Dwukrotnie w play offie po 3:0 oraz 3:1 w Pucharze Polski. To jedyny zespół w Polsce, którego nie udało się jastrzębianom pokonać ani razu w sezonie, a przecież pokonali oni zarówno Skrę Bełchatów, jak i Asseco Resovię. Aż czterokrotnie.

 

H - jak żyjąca hala
Jedna z przyśpiewek kibiców Jastrzębskiego Węgla kończy się słowami. „Ale zawsze była wiara, że Jastrzębie mistrzem Polski kiedyś będzie”. Po tym sezonie rzeczywiście można uwierzyć, że tak się stanie. Kiedy? Nie wiadomo, ale pewne jest to, że kibice, po roku dosyć smutnym, znowu spowodowali, że hala żyje. Że Jastrzębie znowu da się lubić, a takie opinie padają z ust sędziów, komisarzy, komentatorów i telewizyjnych ekspertów.

 

I - jak Indie
To najnowszy cel podróży kapitana Jastrzębskiego Węgla, Patryka Strzeżka. Tym razem siatkarz słynący z zamiłowania do dalekich eskapad ruszy w drogę, wraz z Mateuszem Przybyłą z MKS-u Będzin... autostopem! Wszystko w bardzo szczytnym celu. Celem wyprawy jest bowiem zebranie pieniędzy na wózek inwalidzki dla małego Kacpra z Żor, który cierpi na wodogłowie. Siatkarze chcą zwrócić uwagę na chorobę chłopca, a celem ma być zebranie 15 tysięcy złotych na specjalistyczny wózek inwalidzki.

 

J - jak Jason
De Rocco. Człowiek, do którego kibice jastrzębskiego klubu mają stalowe nerwy, chociaż napsuł ich swoją nierówną grą w tym sezonie sporo. Potrafił wznieść się na wyżyny i wtedy jest niemniej efektowny od Salvadora Hidalgo Olivy. Ale miał też momenty takie, kiedy wszyscy pragnęli, aby trener Lebedew zdjął go z boiska. Żaden z siatkarzy brązowej drużyny nie budzi tak skrajnych emocji, bo w gruncie rzeczy Kanadyjczyk jest przez kibiców bardzo lubiany.

 

K - jak kontrakty
Jeszcze przed play offem klub ogłosił, że na kolejne sezony zostają w zespole jego filary. Nowe umowy podpisali Grzegorz Kosok, Lukas Kampa, Salvador Hidalgo Oliva. Ważny kontrakt na kolejny sezon ma Jakub Popiwczak, w klubie zostaje też Jason De Rocco. Mówimy zatem o siatkarzach, którzy spędzili na boisku więcej czasu. W ostatnich latach w Jastrzębskim Węglu takich praktyk nie stosowano. Przez drużynę przewinęło się ponad 20 zawodników.

 

L - jak Leningrad
Miejsce, w którym na świat przyszedł Salvador Hidalgo Oliva. Największa gwiazda jastrzębskiego zespołu. A także jeden z najlepszych i najsympatyczniejszych siatkarzy, jacy kiedykolwiek grali w Jastrzębskim Węglu. Wspaniały zawodnik i największy showman Plus Ligi. Sezon zakończył z największą ilością zdobytych punktów i zaserwowanych asów. Dziś już nikt, jak na początku sezonu Daniel Pliński, nie powie, że wyszedł mu jeden mecz. Bo tak naprawdę jeden, spośród 34 rozegranych, mu nie wyszedł.

 

M - jak medal
Jeden z najbardziej nieoczekiwanych w historii klubu, ale też bardzo mocno wytęskniony. Niektórzy twierdzą, że wywalczony przez zespół brąz ma smak złota. Przed sezonem niewielu w niego jednak wierzyło. Prezes Gorol mówił o zajęciu miejsca wyższego niż w zeszłym roku, czyli siódmego. Udało się poprawić tę pozycję aż o cztery i w pokonanym polu pozostawić zespoły, które dysponowały wyższym budżetem i mocniejszym, przynajmniej na papierze, składem.

 

N - jak niemiecka precyzja
Prezes Jastrzębskiego Węgla, Adam Gorol, nie ukrywa, że jest fanem niemieckiej technologii i precyzji. Nieprzypadkowo zatem w drużynie zagrało w tym sezonie aż trzech zawodników, którzy mają niemieckie obywatelstwo. Dwóch z nich, to rodowici Niemcy, a gigantyczny wpływ na grę zespołu miał Lukas Kampa. Dziś w Jastrzębiu-Zdroju nikt nie tęskni już za bardzo lubianym Michalem Masnym. Kampa nie jest może tak efektowny, ale uspokajać grę i prowadzić ją w sposób rozsądny potrafi, jak mało który rozgrywający w PlusLidze.

 

O - jak oficer
Tym razem chodzi nie o jakiegoś wojskowego, ale o Marcina Fejkiela, piastującego oficjalnie funkcję oficera prasowego klubu z al. Jana Pawła II. Ten były dziennikarz m.in. portalu sport.pl zna i rozumie potrzeby dziennikarzy pracujących wokół Jastrzębskiego Węgla, a z tym w rożnych klubach bywa różnie. Nigdy nie odmawia pomocy, jest zawsze do dyspozycji. Komunikacja z Jastrzębskim Węglem stoi na bardzo wysokim poziomie.

 

P - jak „Piwo”
Wypito go w ostatnich dniach w Jastrzębiu-Zdroju sporo. Chodzi jednak o coś innego. „Piwo”, to legnicki pseudonim Jakuba Popiwczaka. Najstarszego stażem, chociaż nadal jednego z najmłodszych zawodników w jastrzębskim klubie. Ksywka zaniknęła, sam zawodnik twierdzi, że w ten sposób odnoszą się do niego jedynie znajomi z rodzinnego miasta. W Jastrzębiu jest po prostu Kubą. I wszyscy doskonale wiedzą o kogo chodzi.

 

S - jak sternik
Prezes Adam Gorol, który został mianowany na tę funkcję w charakterze ratownika klubu, sam przyznaje, że na siatkówce nie za bardzo się zna. Swoje obowiązki wykonuje jednak z sumiennością i rzadko spotykaną konsekwencją. Obiecał unormować finanse w klubie i to się cały czas dzieje. Mierzy siły na zamiary, nie opowiada o gruszkach na wierzbie. Jest człowiekiem konkretnym, a przy bliższym poznaniu bardzo sympatycznym. Takiej osoby Jastrzębski Węgiel potrzebował.

 

Ś - jak środkowi
Wydawało się, że będzie to najsłabszy element w grze Jastrzębskiego Węgla. Tymczasem Grzegorz Kosok pokazał niezbędne doświadczenie, a Damian Boruch ma zadatki na solidnego gracza na tej pozycji. Problemem była kontuzja Wojciecha Sobali, co powodowało, że trener miał do dyspozycji tylko jednego zmiennika, Marcina Bachmatiuka. Jakoś jastrzębianie dali sobie jednak radę, chociaż łatwo nie było. Nie odstawali jednak bardzo pod tym względem od najsilniejszych zespołów, jak wydawało się na początku sezonu.

 

T - jak talenty
A w zasadzie wychowankowie Żorskiej Akademii Talentów Jastrzębskiego Klubu. W pierwszym zespole jest ich coraz więcej. Poza Popiwczakiem szlify w PlusLidze zdobyli już Marcin Ernastowicz, Karol Gdowski czy Radosław Gil, a wkrótce szanse dostaną kolejni, jak np. Jakub Turski. Przypomnijmy, że w tym roku młodzi jastrzębscy siatkarze dołożyli kolejne sukcesy do tych, jakie stały się ich udziałem w latach poprzednich. Na turnieju finałowym MP juniorów w Kętrzynie wywalczyli złote medale. Trenerem tego zespołu był Jarosław Kubiak, ojciec reprezentanta Polski - Michała.

 

W - jak Wojc
Można powiedzieć, że to klubowa maskotka. A raczej rzeźba przypominająca rybaka, która jest przechodnią „nagrodą” dla najgorszego zawodnika podczas treningowej gry w tzw. „dyszel”, która polega z kolei na przebijaniu piłki przez siatkę „na raz”. Przegrany ma obowiązek po treningu zabrać Wojca ze sobą, opiekować nim się i przynieść na kolejny trening. Wojc towarzyszy zespołowi zawsze, został nawet przyniesiony - przystrojony w klubowe barwy - na poniedziałkowe spotkanie z kibicami.

 

Z - jak zasięg
Śp. redaktor Zdzisław Ambroziak zwykł mawiać o śp. Arkadiuszu Gołasiu, że to siatkarz o stratosferycznym zasięgu. Teraz takiego stwierdzenia śmiało można użyć w stosunku do Macieja Muzaja. Wydaje się, że ten młody wciąż zawodnik ma nieograniczone możliwości w ataku. To fakt, że nie zawsze gra na jednostajnym, wysokim poziomie, ale jeżeli mówimy o zawodniku, który potrafi złapać piłkę na ponad 380 centymetrach, to nie ma najmniejszych wątpliwości, że nie tylko jastrzębska, ale całą polska siatkówka będzie miała z niego pożytek. Za dobry sezon już przyszła nagroda w postaci powołania do kadry na Ligę Światową. 

Z tej samej kategorii