„Spodek” pełen emocji. GKS Katowice wygrywa po tie-breaku

GKS Katowice - Lotos Trefl Gdansk
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Siatkarze z Katowic mają patent na gdański Lotos Trefl. Na wyjeździe wygrali 3:0, w rewanżu okazali się też lepsi, ale dopiero w tie-breaku. Liczy się wygrana, bo w końcowym rozrachunku te punkty mogą okazać się ważne i wywindować drużynę na wyższe miejsce.

Siatkarze „GieKSy” mieli złe wspomnienia po inauguracyjnym meczu z Effectorem Kielce w „Spodku”. Wówczas przed spotkaniem trenowali zaledwie raz, teraz - przed spotkaniem z Lotosem Treflem - aż... dwa razy. Zresztą, obie drużyny miały kłopoty z przyzwyczajeniem do specyfiki hali, bo zagrywki dość często lądowały poza boiskiem.

 

Walnął tabliczką...
Gospodarze słusznie podejmowali ryzyko i w końcu Rafał Sobański „ustrzelił” jednego rywali, a gospodarze wyszli na prowadzenie 16:14. Jak się później okazało, nie oddali go do samego końca. Damian Schulz serwisem posłał piłkę w aut, a wtedy Andrea Anastasi zaczął tupać nogami z wściekłości.
W drugiej odsłonie katowiczanie od stanu 5:5 zdobyli 6 kolejnych punktów, przy dużym współudziale Karola Butryna w polu serwisowy. Atakujący sprawił kłopoty gdańskim przyjmującym i trener Anastasi dokonał zmiany. Miejsce słabo spisującego się Miłosza Hebdy zajął niespełna 19-latek Szymon Jakubiszak. Ten pierwszy walnął tabliczką sygnalizującą zmianę o parkiet. Anastasi natychmiast przywołał go do porządku. Hebda przesiedział mecz w kwadracie dla rezerwowych i pojawił się na boisku dopiero na dwie ostatnie piłki.

 

Bohater Kapelus
Tymczasem katowiczanie grali jak natchnieni. Przewaga rosła, a przy stanie 19:10 Anastasi zrezygnowany usiadł na ławie. W trzecim secie gdańszczanie już nie popełniali prostych błędów i dość szybko uzyskali przewagę czterech punktów. Co prawda po kilku minutach było 11:11, jednak od tego momentu przyjezdni wyraźnie dominowali. Podobnie było w czwartym secie. Damian Schulz, niemal niewidoczny w pierwszej części meczu, tym razem sprawiał najwięcej kłopotów katowiczanom. Gdański atakujący nie mylił się w ofensywie oraz w serwisie. Niemoc ogarnęła gospodarzy i tie-break był nie do uniknięcia. W nim jedną z głównych ról odegrał Serhij Kapelus, który wyprowadził drużynę na prowadzenie 13:12, a potem zdobył decydujący punkt.
- Spodziewaliśmy się tak długiego meczu, byliśmy na taki scenariusz przygotowani – powiedział po meczu trener GKS, Piotr Gruszka. I dodał: - Po bardzo dwóch dobrych setach nie potrafiliśmy zatrzymać Damiana Schulza. Zbudowaliśmy pozytywne emocje, wygraliśmy, a o to właśnie chodzi...

 

GKS KATOWICE – LOTOS TREFL GDAŃSK 2:2 (25:22, 25:13, 20:25, 16:25, 15:13)


KATOWICE: Falaschi (1), Kapelus (20), Krulicki (10), Butryn (19), Sobański (12), Pietraszko (5), Stańczak (libero) oraz Stelmach, Kalembka (2), Błoński, Van Walle, Mariański (libero). Trener Piotr GRUSZKA.
GDAŃSK: Masny (2), Pietruczuk (8), Paszycki (9), Schulz (21), Hebda (4), Gawryszewski (9), Gacek (libero) oraz Stępień, Romać, Jakubiszak (14), Grzyb, Niemiec (2). Trener Andrea ANASTASI.
Sędziowali: Zbigniew Wolski (Gorzów Wlkp.) i Katarzyna Sokół (Wrocław). Widzów 2500.


Przebieg meczu
I: 9:10, 15:14, 20:17, 25:22.
II: 10:5, 15:7, 20:11, 25:13.
III: 6:10, 12:15, 15:20, 20:25.
IV: 9:10, 12:15, 13:20, 16:25.
V: 3:5, 8:10, 15:13.
Bohater – Serhij KAPELUS.

 

Z tej samej kategorii