Derby pod napięciem...

GKS Katowice - Jastrzebski Wegiel
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Wojownicy z Katowic dopiero po tie breaku ulegli faworyzowanemu Jastrzębiu, ale widowisko było nadzwyczajnym wydarzeniem ligowym w „Spodku”.

Niezwykła oprawa, 5 tys. widzów od początku do końca głośno dopingujących swoich ulubieńców, a na parkiecie uporczywa walka o każdy punkt. A na deser? Gwoździe wbijane w parkiet przez Macieja Muzaja, niemal cyrkowe popisy Salvadora Olivy, efektowne obrony Adriana Stańczaka i asy serwisowe z jednej oraz drugiej strony – to wszystko mieliśmy okazję zobaczyć w „Spodku” podczas meczu GKS Katowice z Jastrzębskim Węglem. Nieznacznie lepsi okazali się goście, a tie-breaka wygrali, bo wykazali się większą odpornością psychiczną. Niemniej słowa uznania należą się i pokonanym – za to, że walczyli do samego końca. Publiczność żegnała aktorów tego ciekawego widowiska aplauzem. A to nieomylny znak, że siatkarskie spektakle powinny być rozgrywane w „Spodku” nie tylko od święta...

 

Nerwy, nerwy
Trener Piotr Gruszka od początku sezonu wpaja swoim podopiecznym, by na parkiecie byli wojownikami bez względu na klasę rywala. Katowiczanie wzięli sobie to do serca i realizują założenia swojego bossa. Tym razem jednak przez dwa pierwsze sety byli dziwnie spięci, mieliśmy wręcz wrażenie, że atmosfera hali nieco ich przytłoczyła. W polu serwisowym popełniali sporo błędów, a zupełnie nie radzili sobie w przyjęciu ( I set - 15%!). W tej sytuacji nie można było mówić o nawiązaniu rywalizacji z tak renomowanym rywalem, który ma niezwykły potencjał w ataku w osobach Muzaja, Olivy czy Jasona De Rocco. Goście szybko opanowali parkiet, zdobyli przewagę i spokojnie punktowali.
W drugiej partii zatliła się dla gospodarzy iskierka nadziei; podjęli walkę. Jednak końcowe fragmenty znów były nerwowe. Najpierw Muzaj doprowadził do 24:21, następnie, w kolejnej akcji, zepsuł serwis, zaś Rafał Sobański popisał się asem serwisowym. GKS Katowice przegrywał 23:24 i w tym momencie Sobański posłał serwis w aut. Trener Gruszka tupnął nogą ze zdenerwowania i błyskawicznie udał się do szatni.

 

Przerwa eliksirem
Większość zespołów nie przepada za 10-minutową przerwą i nikt tego specjalnie nie ukrywa. Tym razem jednak pauza pozytywnie wpłynęła na gospodarzy. Przyjęcie było na poziomie ponad 50%, a i siła ataku zdecydowanie się polepszyła. Wreszcie Karol Butryn mógł sobie spokojnie poszaleć, lokując piłkę w parkiet po stronie rywali. Dzielnie go wspierał Rafał Sobański, który od początku prezentował równą grę. W obu kolejnych partiach w końcowych fragmentach katowiczanie mieli nieznaczną przewagę i ku radości swoich fanów ją utrzymali. Tym razem więcej błędów popełniły dwa koła zamachowe gości, czyli Muzaj oraz Oliva. Kilka razy zostali powstrzymani blokiem w ataku, ale również przydarzały się im ataki autowe i złe serwisy.
Oba zespoły są dobrze zaprawione w „tie-breakowych” bojach. Tyle że ekipa Marka Lebedewa od stanu 4:4 zdobyła wyraźną przewagę i już nie pozwoliła wydrzeć sobie jakże cennego zwycięstwa. Jastrzębiu do gry o medale potrzebny jest tylko punkt w meczu z Bydgoszczą i chyba nie ma nikogo, kto byłby wątpił, że ten cel zrealizuje. Swoją postawą w całym sezonie na pewno zasłużyła na grę w najlepszym kwartecie.

 

 

GKS KATOWCE – JASTRZĘBSKI WĘGIEL 2:3 (20:25, 23:25, 25:22, 25:21, 19:15)


KATOWICE:Falaschi (2), Kapelus (11), Krulicki (4), Butryn (24), Sobański (16), Kalembka (3), Stańczak (libero) oraz Fijałek (4), Stelmach (3), Pietraszko (8), Mariański (libero). Trener Piotr GRUSZKA.
JASTRZĘBIE: Kampa (4), De Rocco (14), Kosok (6), Muzaj (23), Oliva (23), Boruch (11), Popiwczak (libero) oraz Bachmatiuk. Trener Mark LEBEDEW.
Sędziowali: Piotr Król (Katowice) i Wojciech Maroszek (Żory). Widzów 5000.
Przebieg meczu
I: 5:10, 11:15, 15:20, 20:25.
II: 10:6, 15:12, 18:20, 23:25.
III: 7:10,13:15, 20:18, 25:22.
IV: 10:9, 15:14, 20:16, 25:21.
V: 4:5, 5;10, 9:15.
Bohater – Lukas KAMPA.  

 

Z tej samej kategorii