Będzinianie zeszli ze zwycięskiej ścieżki

MKS Bedzin - PGE Skra Belchatow
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

MKS Będzin nie wygrał po raz czwarty z rzędu. Humory zepsuli mu prowadzeni przez Pawła Zagumnego gracze z Warszawy.

- Stopniujemy poziom trudności! - mówił przed meczem MKS-u z akademikami z Warszawy Krzysztof Rejno. Środkowy będzińskiej ekipy tak jak i jego koledzy miał chrapkę na czwarte zwycięstwo z rzędu, ale… stołeczna drużyna miała w swoich szeregach Pawła Zagumnego oraz Bartosza Kwolka i Michała Filipa, którzy dawali jakość. Tej jakości brakowało już w MKS. Popularny „Guma” po wyleczeniu kontuzji więzadeł pobocznych w stawie kolanowym (zmagał się także z urazem kręgosłupa) rozegrał całe spotkanie, popisując się chytrymi wystawami, które niejednokrotnie gubiły blok rywali. Taki rozgrywający to prawdziwy skarb i aż żal, że Zagumny po sezonie zamierza definitywnie rozstać się z ligowym boiskiem.

 

- Cieszę się, że gramy na wysokim poziomie, że nie poddajemy się po chwilowych przestojach. To zwycięstwo jest dla nas bardzo cenne – mówił już po spotkaniu Paweł Zagumny.

 

Z kolei Filip był niezawodny w ataku, kończą swoje akcje nawet na podwójnym bloku.

 

Początek spotkania nie zapowiadał jednak takiego rozwoju wypadków, w I secie będziński zespół prowadził 19:17 i wydawało się, że zmierza pewnie ku zwycięstwu. Ale właśnie przy takim wyniku trener gości Jakub Bednaruk poprosił o czas. Przerwa wpłynęła pozytywnie na warszawian, którzy przestali popełniać proste błędy, a dokładne rozegranie piłki Zagumnego uspokoiło rozedrgany emocjonalnie zespół.

 

Będzinianie prowadzili jeszcze 23:22 po nieprzyjętej zagrywce Rejno, jednak ostatnie piłki to wyłącznie błędy MKS i spokojna gra zmierzających po swoje gości. Tak więc nie powtórzyła się sytuacja z pierwszego meczu tych drużyn w stolicy. Wówczas to ekipa z Zagłębia Dąbrowskiego wygrała inauguracyjną partię 38:36, ale przegrała cały mecz. W Sosnowcu scenariusz był nieco inny, ale końcowy sukces ponownie był udziałem warszawian.

 

Goście chyba zbyt szybko uwierzyli w to, że w Sosnowcu wygrają lekko, łatwo i przyjemnie. W III secie oglądaliśmy na parkiecie zupełnie inną twarz MKS Będzin, a zwłaszcza Marcina Walińskiego, Krzysztofa Rejno i Rafaela Araujo. Odmienieni gospodarze bardzo szybko uciekli na 15:5 i było po herbacie w tej odsłonie. Trener Jakub Bednaruk, nie mając innego wyjścia, zaczął oszczędzać podstawowy skład, wpuszczając na parkiet rezerwowych graczy. Wyjściowa szóstka akademików (poza Filipem, którego chwilowo zastąpił Paweł Mikołajczak) w 4. partii wróciła do gry, odskakując od remisowego stanu 18:18 na 22:18. Przy prowadzeniu gości 23:20, trener DeRocco poprosił o challenge, jednak nie był on korzystny dla gospodarzy. - Challenge, time out, wszystko! - żartował w tym momencie będący na zagrywce Guillaume Samica, który za chwilę wykonał z polskimi kolegami taniec radości... Warszawianom odpowiedzieli miejscowi kibice odśpiewując nieśmiertelne „Nic się nie stało”...

 

MKS BĘDZIN –  ONICO AZS POLITECHNIKA WARSZAWSKA 1:3 (23:25, 21:25, 25:18, 21:25)

 

BĘDZIN: Seif 1, Jordanow 17, Rejno 16, Araujo 16, Waliński 10, Ratajczak 7, Potera (libero) oraz Roberts 1, Kozub, Piotrowski 1. Trener Stelio DEROCCO.

WARSZAWA: Zagumny 3, Samica 11, Wrona 7, Filip 9, Kwolek 12, Kowalczyk 9, Olenderek libero oraz Firlej, Mikołajczak 6, Łapszyński, Halaba 1. Trener Jakub BEDNARUK.

Sędziowali Marek Heyducki (Puck) i Piotr Skowroński (Gdańsk). Widzów 1000.

 

Przebieg meczu
I: (10:8, 15:14, 20:17, 23:25)
II: (9:10, 13:15, 16:20, 21:25)
III: (10:4, 15:5, 20:12, 25:16)
IV: (8:10, 14:15, 18:20, 21:25)

 

Bohater – Bartosz Kwolek

Z tej samej kategorii