Długi mecz pod Klimczokiem. Jastrzębie lepsze po tie breaku

BBTS Bielsko-Biała postawił się faworyzowanemu rywalowi, który zwycięstwa musiał szukać dopiero w piątym secie. Po trzech, to rywal znajdował się na prowadzeniu.

Salvador Hidalgo Oliva
 fot. Magdalena Kowolik  /  źródło: Pressfocus

Zespół z Jastrzębia musiał radzić sobie bez dwójki zawodników. Drugiego rozgrywającego, Dardana Lushtaku, a przede wszystkim podstawowego libero, Jakuba Popiwczaka. Obaj zawodnicy doznali niedawno kontuzji i z boku dopingowali swoich kolegów. Którzy w pierwszym secie zaprezentowali się bardzo słabo. Na wierzch, po raz kolejny, wyszły wszystkie przywary, które gnębią jastrzębian od początku tego sezonu.

Zastępujący na parkiecie Popiwczaka, Karol Gdowski, który po raz pierwszy w życiu otrzymał szansę zaprezentowania swoich umiejętności w meczu na takim poziomie, niezbyt dobrze wprowadził się do gry,. Później było dużo lepiej, ale w pierwszym secie nie tylko on miał słabszy moment. Jastrzębianie źle przyjmowali i nie byli zbyt skuteczni w ataku. Rywal z kolei w obu tych elementach radził sobie co najmniej przyzwoicie. Już na początku premierowej odsłony wypracował sobie sporą przewagę, której nie oddał do końca.

W drugim secie jastrzębianie uporządkowali swoją grę i poza niewielkim przestojem w środkowej fazie seta, kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Rozkręcili się przede wszystkim ci, którzy mają ciągnąć grę, czyli Salvador Hidalgo Oliva i Maciej Muzaj. Żwawiej zaczął rozgrywać Lukas Kampa, który posłał nawet serwisowego asa, a wyraźnie pewniej czuł się na parkiecie Gdowski.

Na początku trzeciej partii świetną serią na zagrywce popisał się Jakub Bucki. Bielszczanie zdobyli dzięki temu pięć punktów z rzędu i goście musieli odrabiać straty. To nie był łatwy pościg, ale dobrą robotę na zagrywce wykonali kolejno Oliva i Wojciech Sobala. „Pomarańczowi" objęli prowadzenie 18:17. Zacięta końcówka była zatem pewna. Po dwóch błędach Macieja Muzaja, BBTS objął prowadzenie 21:19. A później znakomicie spisał się Piotr Łukasik, który skończył dwie niezwykle ważne piłki. Dzięki temu gospodarze ponownie objęli prowadzenie w meczu i mieli już zapewniony jeden punkt.

Jastrzębianie musieli wygrać czwartą odsłonę, aby cokolwiek spod Klimczoka wywieźć. I dobrze drużyna Marka Lebedewa zaczęła tego seta, jakby na potwierdzenie słów, że gra „Pomarańczowych" w tym sezonie faluje. Bielszczanie jednak nie odpuszczali i cały czas byli blisko. To zwiastowało emocjonującą końcówkę. Przy stanie 23:21 dla gości na zagrywce pojawił się Oliva, ale tym razem nie zapunktował. Dwóch piłek setowych nie skończył następnie Rodrigo Quiroga, ale Harrison Peacock zaserwował w siatkę i tie break stał się faktem.

Rozpoczął się piąty set od prowadzenia jastrzębian 3:0. I chociaż przez moment wydawało się, że BBTS nawiąże walkę, to dzięki znakomitej grze blokiem przyjezdni błyskawicznie odskoczyli na kilka punktów. Prym w decydującej partii wiedli Rodrigo Quiroga i Grzegorz Kosok, którzy walnie przyczynili się do tego, że „Pomarańczowi", po niełatwym boju, wywieźli z Bielska-Białej dwa punkty. Warto zaznaczyć, że jastrzębianie grali wczoraj piątego tie breaka w tym sezonie. I dopiero po raz pierwszy wygrali pięciosetową batalię.

 

BBTS BIELSKO-BIAŁA – JASTRZĘBSKI WĘGIEL 2:3 (25:19, 19:25, 25:21, 23:25, :15)

BBTS: Bucki, Łukasik, Janeczek, Gaca, Cedzyński, Peacock, Czauderna (libero) oraz Maciończyk, Tarasow, Siek, Krikun. Trener Paweł GRADOWSKI.
JW: Kampa, Oliva, Kosok, Muzaj, De Rocco, Sobala, Gdowski (libero) oraz Quiroga, Boruch. Trener Mark LEBEDEW.

I set: 5:2, 10:6, 15:9, 20:16, 25:19.
II set: 3:5, 5:10, 12:15, 16:20, 19:25.
III set: 5:4, 10:5, 15:10, 20:19,
IV set: 4:5. 7:10, 13:15, 17:20, 23:25.
V set: 3:5, 4:10, 8:15.
Sędziowali Zbigniew Wolski i Paweł Ignatowicz.

 

Z tej samej kategorii