Z piekła do nieba. Zwycięstwo ZAKSY na inaugurację klubowych mistrzostw świata

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przegrywała już z irańskim Sarmayeh Bank 0:2 w setach, a mimo to zdołała odwrócić losy rywalizacji.

ZAKSA Kedzierzyn Kozle - Sarmayeh Bank VC
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Początek Klubowych Mistrzostw Świata w opolskim „Okrąglaku” był wprost wymarzony dla kibiców. Mistrzowie Polski z Kędzierzyna-Koźla i zawodnicy Sarmayeh Bank Teheran dostarczyli mnóstwo emocji. Walka skończyła się dopiero po tie-breaku i ponad dwóch godzinach i co najważniejsze, szczęśliwie dla gospodarzy, którzy byli już nad przepaścią. Goście z Teheranu w IV secie mieli trzy piłki meczowe, ale w tych kluczowych momentach Samowi Derro oraz Maurice'owi Torresowi nie zadrżała ręka i zdobyli cenne punkty. A tie-breaku działy się wielkie cuda, ale szczęście było po stronie naszych mistrzów.

 

Przed turniejem byliśmy przekonani, że mistrz Azji z Teheranu będzie rywalem najmniej wymagającym. Jednak siatkarze ZAKSY wyszli mocno usztywnieni i zupełnie nie przypominali siebie z rozgrywek krajowych. Grali bojaźliwie, asekurancko i w każdym elemencie bardzo kiepsko. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, bo podopieczni Andrei Gardiniego jeszcze w tym sezonie tak nie grali. Benjamin Toniutti, rozgrywający ZAKSY, był w poważnych kłopotach, bo obojętnie do kogo wystawiał, żaden z jego kolegów nie kończył ataku. A im dłużej trwał mecz, tym było coraz gorzej. Gospodarze mieli zaledwie 28% skutecznego ataku w I secie i to wystarczy za cały komentarz.

 

A goście świetnie kierowani przez Łukasza Żygadłę, który w tym meczu potwierdził, że nic nie stracił ze swoich umiejętności i śmiało może być brany pod uwagę przy ustalaniu nowej kadry w przyszłym sezonie, raz za razem ośmieszali naszych zawodników. Dwie pierwsze partie były ich popisem. Chyba nikt nie oczekiwał, że siatkarzom z Iranu wygrane w dwóch pierwszych partiach przyjdą tak łatwo. Owszem, grali równo i dobrze, ale to ZAKSA pozwoliła im na taką grę.

 

Po takich dwóch, fatalnych setach przed kolejnym byliśmy jak najgorszych myśli, bo przecież nic nie wskazywało, że zespół z Kędzierzyna-Koźla potrafi się odrodzić. A jednak. Krótka przerwa między odsłonami zadziałała ozdrowieńczo, bo tym razem miejscowi podjęli walkę. Poprawili przyjęcie zagrywki i przede wszystkim Deroo oraz Torres odzyskali skuteczność. Zbudowali bezpieczną przewagę 18:12 i pewnie wygrali.

 

Tym razem goście się nie popisali, bowiem zdobyli zaledwie 16 „oczek”.

 

Kolejny set był niezwykle emocjonujący. Gospodarze objęli prowadzenie 22:20 po dwóch świetnych akcjach Deroo, ale chwilę potem Belg popełnił dwa błędy. To jednak on zdobył dwa decydujące punkty. Dzielnie mu sekundował Torres, który popisał się dwoma asami serwisowymi. Siatkarze z Iranu, choć mieli piłki meczowe nie potrafili ich skończyć.

 

A tie-break? To była gra błędów z jednej i drugiej strony. Szczęście było po stronie ZAKSY. Uśmiech losu towarzyszył zwłaszcza Mateuszowi Bieńkowi. Najpierw w trudnej sytuacji przebił piłkę na drugą stronę i... zdobył punkt, wyprowadzając drużynę na prowadzenie 13:12. Chwilę potem przy dwóch piłkach meczowych Sarmayeha skutecznie zablokował rywala, a potem skutecznie zaatakował, doprowadzając do remisu 15:15. Goście z Iranu nie wytrzymali nerwowo i popełnili dwa błędy posyłając piłkę w aut.

 

Nie spodziewaliśmy tak ciężkiej przeprawy, ale ZAKSA potrafiła wyjść z opresji. Gra obu drużyn mocno falowała, ale było wiele ciekawych akcji ze strony Irańczyków w dwóch pierwszych odsłonach. Natomiast ZAKSA zrewanżowała się rywalom w dwóch kolejnych setach. Jednak, by sprostać rywalom w kolejnych meczach trzeba grać równo w zdecydowanie dłuższym wymiarze czasowym.

 

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Sarmayeh Bank Teheran 3:2 (19:25, 20:25, 25:16, 31:29, 17:15)

 

KĘDZIERZYN-KOŹLE: Toniutti (3), Buszek (9), Wiśniewski (12), Torres (25), Deroo (21), Bieniek (15), Zatorski (libero) oraz Szymura, Semeniuk (1), Jungiewicz. Andrea GARDINI.

TEHERAN: Żygadło (2), Mahmoudi (20), Seyed (21), Ghaemi (8), Gholami (6), Mirzajanpour (24), Marandi (libero) oraz Mahdavi, Shafiei (2), Ghara. Mibasheri. Trener Mustafa KARKHANEH.

Sędziowali: Nasr Shaaban (Egipt) i Shin Muranaka (Japonia). Widzów 2500.

 

Przebieg meczu

I: 8:10, 14:15, 18:20, 19:25.

II: 5:10, 10:15, 11:20, 20:25.

III: 9:10, 15:11, 20:13, 25:16.

IV: 9:10, 15:12, 20:17, 24:25, 31:29.

V: 5:3, 10:9, 17:15.

Bohater – Sam DEROO.

Z tej samej kategorii