Punktów trochę za mało. Jastrzębianie rozczarowani początkiem sezonu

KS Jastrzebski Wegiel - Asseco Resovia Rzeszow
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Apetyty mieliśmy większe, ale trzeba spojrzeć na to, że mierzyliśmy się m.in. ze Skrą, ZAKSĄ i Resovią - przypomina Maciej Muzaj.

Dwa zwycięstwa i trzy porażki, 8 zdobytych punktów, 10 setów wygranych i tyle samo przegranych, a także nieznacznie ujemny stosunek małych punktów. Oto bilans otwarcia sezonu PlusLigi w wykonaniu siatkarzy Jastrzębskiego Węgla. Nie ulega wątpliwości, że po zespole, który w zeszłym sezonie stanął na najniższym stopniu podium, a obecne rozgrywki rozpoczął od pokonania wicemistrza Polski – Skry Bełchatów, kibice oczekiwali więcej.

 

Później jednak jastrzębianie zebrali lanie w Kędzierzynie-Koźlu, a po pokonaniu Warty Zawiercie, przegrali także dwa mecze - z Treflem Gdańsk i Asseco Resovią - przed własną publicznością po tie breakach.

 

Za dużo przestojów

- Biorąc pod uwagę naszą grę w dwóch pierwszych setach, zdobyliśmy w tym meczu aż jeden punkt. Początek meczu w naszym wykonaniu był po prostu słaby. Ciężko powiedzieć, dlaczego tak się działo, będziemy się nad tym zastanawiać. Później było lepiej, ale w tie breaku praktycznie nic nie zrobiliśmy dobrze - powiedział po sobotniej rywalizacji z Asseco Resovią Maciej Muzaj, atakujący jastrzębskiego zespołu.

 

Jego słowa dobrze oddają to, co jest jej największą bolączką zespołu JW - zwyczajnie nierówna gra. „Pomarańczowi” za często miewają przestoje i tracą punkty seriami. Przykład? Nie potrafią przyjąć łatwej zagrywki rywala. W ostatnim spotkaniu bardzo dużo problemów w tym elemencie sprawiali jastrzębianom Marcin Możdżonek i Bartłomiej Lemański. Obaj środkowi Resovii nie słyną przecież z atomowego serwisu, a mimo to rywal zdobywał dzięki temu mnóstwo punktów.

 

Na dwa sposoby

Słabszy niż można było się spodziewać dorobek jastrzębian po pięciu meczach można jednak tłumaczyć na dwa sposoby. Po pierwsze zespół Marka Lebedewa gra najczęściej w lidze, a po drugie mierzył się m.in. z mistrzem i wicemistrzem Polski, a także czwartym zespołem poprzedniego sezonu.

 

- Apetyty były większe, ale trzeba też spojrzeć na to, z kim graliśmy. Ze Skrą, ZAKSĄ i Resovią. Osiem punktów w pięciu meczach to nie jest zadowalający wynik, ale mamy świadomość, że przyjdą mecze teoretycznie łatwiejsze. Na nie też jednak musimy się mocno spiąć. A zespoły z czołówki tabeli też mogą się gdzieś potknąć - pociesza się Maciej Muzaj, który nie szuka wymówek w graniu co trzy dni. - Taka nasza praca, nie ma co na to zwalać. Niemniej w ostatnim okresie nie ma czasu na trening. Po meczu w Olsztynie będziemy mieli trochę więcej odpoczynku i czekamy na niego, bo na pewno się przyda - konstatuje atakujący jastrzębskiego zespołu.

 

Pod wrażeniem ZAKSY

Dzięki temu, że „Pomarańczowi” mierzyli się w tym sezonie z potencjalnie najgroźniejszymi rywalami w walce o najwyższe cele, Muzaj pokusił się o ocenę tychże rywali właśnie. - Resovia miała na początku drobne problemy, ale wygląda na to, że się zgrywają, co było im potrzebne po przebudowie składu. ZAKSA wygląda bardzo dobrze. Jestem pod dużym wrażeniem ich gry. Myślę, że są głównym faworytem do pierwszej czwórki. A czy do mistrzostwa Polski? To się okaże. Bełchatów również jest bardzo silny, chociaż udało się z nimi wygrać 3:1, bo zagraliśmy bardzo dobre spotkanie. Ale oglądam ich mecze i widzę, że są w bardzo dobrej formie - zakończył zawodnik Jastrzębskiego Węgla.

Z tej samej kategorii