Z Kubiakiem cechy wspólne...

Jastrzebski Wegiel - Indykpol AZS Olsztyn
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Wygraliśmy ze Skrą Bełchatów i z Resovią. Będziemy chcieli to powtórzyć, a także chcemy zrewanżować się ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle – odważnie zapowiada Marcin Ernastowicz, przyjmujący Jastrzębskiego Węgla.

Czwarte zwycięstwo w tym roku we własnej hali i czwarte 3:0 odnieśli w zeszłą sobotę siatkarze Jastrzębskiego Węgla. Tym razem lekko, łatwo i przyjemnie, mimo kadrowych problemów, pokonali zespół Effectora Kielce i utrzymali czwarte miejsce w tabeli PlusLigi. Przypomnijmy, że w klubie trwają obecnie prace nad pozyskaniem przyjmującego, który zastąpiłby kontuzjowanego Scotta Touzinsky'ego. W kadrze pierwszego zespołu znajduje się obecnie zaledwie trzech zawodników specjalizujących się w grze na tej pozycji.

 

Lekka trema była
Jednym z nich, aktualnie pierwszym zmiennikiem dla pary Jason De Rocco - Salvador Hidalgo Oliva, jest Marcin Ernastowicz. Wychowanek klubu Kaniasiatka Gostyń przez trzy lata szkolił się w Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla, a w zeszłym sezonie wygrał rozgrywki Młodej Ligi. W bieżącym młodzi jastrzębianie są liderem grupy A tych rozgrywek, również wystąpił w kilku spotkaniach. Ale jednocześnie jest pełnoprawnym członkiem pierwszego zespołu. W dotychczasowych meczach wchodził jedynie na zagrywkę. Trochę dłużej pograł jeszcze w zeszłym roku przeciwko MKS-owi Będzin, a także w ostatnim meczu z Effectorem. Skończył jeden atak, kilka razy udanie przyjął zagrywkę rywala. - Szczerze mówiąc miałem lekką tremę, bo w zasadzie był to mój pierwszy taki mecz w prawdziwej siatkówce. Myślę jednak, że nie było tragedii. Czułem się dobrze na parkiecie - mówił po meczu zawodnik, który w tym roku skończy 20 lat. Młody siatkarz był zadowolony z występu całego zespołu. - Wykonaliśmy wszystkie założenia taktyczne, które ustaliliśmy przed meczem. Spotkanie potoczyło się po naszej myśli. To dobry prognostyk na przyszłość - powiedział zawodnik, którego największym sportowym marzeniem jest gra w reprezentacji Polski i zdobycie medalu na igrzyskach olimpijskich. Siatkarskim idolem Ernastowicza jest Michał Kubiak, z którym łączy go pewna cecha. Obaj panowie nie imponują warunkami fizycznymi, a przede wszystkim skocznością. Jeden z najlepszych polskich przyjmujących jest bowiem zaledwie o centymetr wyższy od młodego gracza Jastrzębskiego Węgla.

 

Trzeba się sprężyć
Do kadry przed Marcinem Ernastowiczem jeszcze daleka droga. Najbliższe cele do zrealizowania, to przede wszystkim zbieranie doświadczeń w zespole, który walczy o to, aby po fazie zasadniczej rozgrywek PlusLigi zagrać o medale mistrzostw Polski. - Na razie skupiamy się na najbliższym meczu z BBTS-em Bielsko-Biała, ale cel nasz jest jeden. Chcemy skończyć sezon zasadniczy w pierwszej czwórce. Na pewno będziemy musieli powalczyć z mocniejszymi drużynami. Również z tymi, które są przed nami w tabeli. W poprzedniej fazie wygraliśmy ze Skrą Bełchatów i z Resovią. Będziemy chcieli to powtórzyć, a także chcemy zrewanżować się ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle za dwie już w tym sezonie porażki - ambitnie zapowiada przyjmujący „Pomarańczowych”. Sęk jednak w tym, że przed Jastrzębskim Węglem wyprawy do Rzeszowa i Bełchatowa, a także do Gdańska i Lubina. Zespoły te znajdują się niedaleko za plecami jastrzębskiego zespołu. - Rzeczywiście, większość meczów z teoretycznie trudniejszymi przeciwnikami zagramy na wyjazdach. Nie ma się jednak co nad tym dłużej zastanawiać. Musimy się sprężyć. Pokazaliśmy chociażby w Kędzierzynie, że potrafimy grać na wyjazdach. To był nasz dobry występ i niewiele brakowało do zwycięstwa - przypomniał przegrany 2:3 mecz Marcin Ernastowicz.

 

Z tej samej kategorii