Jastrzębski Węgiel nie wybaczał błędów. Gładka wygrana z BBTS-em

KS Jastrzebski Wegiel - BBTS Bielsko Biala
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Jastrzębski Węgiel bez problemów pokonał BBTS Bielsko-Biała 3:0. Bielszczanie nie mieli żadnych argumentów, aby zagrozić dobrze usposobionej drużynie gospodarzy.

 

Kiedy w drugim secie Jastrzębski Węgiel prowadził 18:11, trener Mark Lebedew dokonał kilku zmian i gra jego zespołu uległa... pogorszeniu. Wówczas bielszczanie zaliczyli chyba jedyny fragment w tym spotkaniu, kiedy zagrali kilka płynnych akcji i część strat zdołali odrobić. Zbliżyli się nawet na dwa punkty, ale wtedy na parkiet wrócili podstawowi zawodnicy JSW i na więcej nie pozwolili. Był to generalnie jednostronny mecz, chociaż bez większych fajerwerków. „Pomarańczowi” wygrali bez straty seta, po raz pierwszy w tym sezonie przed własną publicznością. Bo nie wybaczali rywalowi błędów.

 

Dobry reżyser

Nie mogło być inaczej, skoro po drugiej stronie siatki znajdował się zespół bardzo słabo usposobiony pod każdym względem. Zasada jest taka, że jeżeli jesteś słabszy, to przynajmniej nie popełniaj niewymuszonych błędów. A bielszczanie nie dość, że nie potrafili zrobić rywalowi żadnej krzywdy zagrywką, to jeszcze na potęgę ją psuli. W dwóch pierwszych partiach oddali w ten sposób aż 12 punktów, czyli przegrali prawie pół seta. Jedynym siatkarzem BBTS-u, który na przestrzeni całego meczu trzymał w miarę przyzwoity poziom był Wiaczesław Tarasow. Żaden z jego kolegów nie był w stanie go wspomóc.
Gospodarze z kolei grali pewnie, głównie za sprawą dużo lepszej postawy swojego reżysera, Lukasa Kampy. Reprezentant Niemiec nie tylko umiejętnie rozdzielał piłki, wykonał też bardzo efektowny atak w kontrze, a pierwszego seta zakończył punktowym blokiem. Zresztą w tym elemencie zarysowała się największa przewaga między obiema drużynami i podobnie było w drugiej partii. Przed 10-minutową przerwą jastrzębianie mieli na swoim koncie osiem zdobytych w ten sposób punktów. Bielszczanie tylko dwa razy zablokowali rywala.

 

Aż sam się zdziwił

Nikt specjalnie się nie łudził, że w trzeciej partii nastąpi nagłe olśnienie w bielskich szeregach. Wprawdzie zaczęła się ona od prowadzenia przyjezdnych 4:1, ale następnie na zagrywce pojawił się Maciej Muzaj, po którego serwisach gospodarze objęli prowadzenie. Atakujący jastrzębskiego zespołu trzymał zresztą dobry poziom przez całe spotkanie, chociaż trzeba przyznać, że akcenty w grze gospodarzy rozkładały się w miarę równomiernie. Kiedy więc przewaga „pomarańczowych” stała się bezpieczna, na parkiecie pojawili się kolejni zmiennicy. Trzeciego seta w wyjściowym składzie rozpoczął m.in. Jason De Rocco. Kanadyjczyk grał całkiem nieźle i przez komisarza zawodów został uznany... MVP spotkania! Sam zainteresowany był bardzo mocno zdziwiony takim wyborem, podobnie zresztą jak wszyscy kibice. W naszej opinii na wyróżnienie zasłużył Muzaj, który nie tylko był najskuteczniejszym zawodnikiem spotkania, zdobywając 16 punktów, ale zachował bardzo wysoką skuteczność w ataku, która wyniosła na koniec spotkania 67 procent.

 

JASTRZĘBSKI WĘGIEL – BBTS BIELSKO-BIAŁA 3:0 (25:16, 25:21, 25:18)
Sędziowali Piotr Król (Katowice) i Marek Legierski (Czeladź). Widzów 2000.
JW: Kampa (4), Oliva (8), Kosok (6), Muzaj (16), Quiroga (5), Boruch (8), Popiwczak (libero) oraz Lushtaku (1), Ernastowicz (1), De Rocco (7), Turski. Trener Mark LEBEDEW.
BBTS: Maciończyk, Tarasow (15), Siek (5), Krikun (9), Piotrowski (4), Cedzyński (3), Czauderna (libero) oraz Bucki (4), Łukasik (1), Janeczek, Gaac (1). Trener Rostislav CHUDIK.
Przebieg meczu:
I set: 4:5, 10:9, 15:11, 20:14, 25:16.
II set: 5:3, 10:6, 15:11, 20:17, 25:21
III set: 5:4, 10:7, 15:11, 20:14, 25:18.
Bohater: Maciej MUZAJ.

 

Z tej samej kategorii