Grzegorz Bociek: Warta w najbliższym sezonie wielu zaskoczy!

Jastrzebski Wegiel - ZAKSA Kedzierzyn-Kozle
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Jak będzie zdrowie, to się spokojnie utrzymamy! - mówi z przekonaniem 26-letni nowy atakujący Aluronu Virtu Warty Zawiercie.

Po 4 latach spędzonych w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle, z którą dwa razy zdobył mistrzostwo Polski i dwukrotnie Puchar, Bociek będzie miał okazję udowodnić sobie i kibicom, że potrafi grać w siatkówkę na wysokim poziomie.


JERZY MUCHA: Mimo wszystko, pańska przeprowadzka do Zawiercia to spore zaskoczenie dla kibiców i fachowców siatkówki. Trochę pan ryzykuje...
GRZEGORZ BOCIEK: - Nie ma żadnego ryzyka. Kontrakt podpisałem na rok i jak klub, tak i ja chcemy się pokazać z dobrej strony w PlusLidze. Po drodze było trochę kontuzji, ale już wszystko z moim zdrowiem jest w porządku. Klub z Zawiercia chce udowodnić, że zasługuje na PlusLigę. Podobnie jak ja. Gdyby działacze nie mieli wizji i pomysłu na występy w gronie najlepszych, to nie kontraktowaliby mnie czy też Grześka Pająka. A będą jeszcze kolejne wzmocnienia. Z prezesem Kryspinem Baranem bardzo szybko się dogadaliśmy, ponadto skontaktował się od razu ze mną trener Emanuele Zanini. Po angielsku fajnie było pogadać o tym, co nas czeka.

 

W ZAKSIE niewiele pan sobie pograł, w minionym sezonie miał pan na koncie tylko 21 setów i 20 zdobytych punktów. To niewiele, jak na pana aspiracje...
GRZEGORZ BOCIEK: - Nie liczyłem tego, ale w zeszłym roku każde moje wejście było na plus. Gdy pojawiałem się na parkiecie w Warszawie czy Rzeszowie, to dawałem coś drużynie. Trzeba jednak pamiętać, że jak się nie gra całego sezonu, to nie funkcjonuje się w pamięci kibiców. Ale przede mną nowy sezon i nowe nadzieje. Jak na beniaminka, tworzy się fajna ekipa w Zawierciu, więc powinno być dobrze.

 

Los pana nie oszczędzał, jak nie ciężka choroba, to kontuzja pleców i związane z tym operacje przepukliny kręgosłupa. Twardy z pana gość...
GRZEGORZ BOCIEK: - W maju 2016 roku była pierwsza operacja, a w grudniu kolejna. Wróciłem w marcu, kwiecień, maj to już treningi w ZAKSIE. Nie było właściwie czasu, by się przekonać, jak jest z moją dyspozycją sportową. Drugą szansę tak naprawdę dostałem w półfinale i finale play off. Jak De Giorgi dał mi możliwość wejścia na parkiet, to mnie nie ściągał. Była taka sytuacja w ostatnim meczu finałowym, że Dawid Konarski się „zaciął” i trener kazał mi się grzać. Miałem go zastąpić, co dałoby mi szansę na późniejsze negocjacje w sprawie przedłużenia kontraktu. Ostatecznie tak się nie stało, ale mogłem się przekonać, że „Fefe” wierzył we mnie.

 

Można zaryzykować twierdzenie, że kontuzje i pech są już za Grzegorzem Boćkiem?
GRZEGORZ BOCIEK: - Czuję się fizycznie bardzo dobrze. Z plecami jest w porządku, nic mi nie dolega. Po operacji i rehabilitacji, którą miałem w Łodzi, treningi na pełny gaz były testem na stan mojego zdrowia. Przetrwałem je bez specjalnych problemów. Jakby PlusLiga grała jeszcze ze dwa miesiące, to grałbym więcej.

 

Jak ocenia pan szanse beniaminka z Zawiercia na utrzymanie się w PlusLidze? To będzie dla Aluronu Virtu sezon prawdy...
GRZEGORZ BOCIEK: - Jak będzie zdrowie, to się spokojnie utrzymamy. Jesteśmy o tyle w lepszej sytuacji, że nikt na nas nie stawia, a wręcz przeciwnie; są i tacy, którzy z góry skazują nas na porażkę. Odwrotnie niż to było w ZAKSIE, gdzie cały czas była presja wyniku. Uważam, że znajdziemy się w dwunastce, a może nawet w dziesiątce. Zaskoczymy wielu...

 

Cztery lata temu zadebiutował pan w reprezentacji Polski. Dobre występy sprawiły, że jej ówczesny trener Andrea Anastasi postanowił zabrać pana na mistrzostwa Europy. Zły los sprawił jednak, że nie rozwinął się pan w kadrze narodowej. Nie marzy pan po cichu o ponownym założeniu biało-czerwonej koszulki?
GRZEGORZ BOCIEK: - Każdy zawodnik marzy o grze w drużynie narodowej. Ja już doświadczyłem tego. Myślę jednak, że nie ma co wybiegać do przodu, przede wszystkim chcę zagrać dobry sezon w Aluronie i może Bozia da mi kadrę...

 

Jak ocenia pan obecną kadrę prowadzoną przez Ferdinando Di Giorgi, szkoleniowca, który pana prowadził w Kędzierzynie-Koźlu?
GRZEGORZ BOCIEK: - Oglądając kadrę, to tak jakbym oglądał ZAKSĘ. Przegrywają w trakcie seta, ale w końcówkach potrafią zagrać tak, że u rywali robi się „pożar”... Jest walka do końca i to mi się podoba. Kadra narodowa gra jak ZAKSA, ale nie wszyscy z ZAKSY są w kadrze. Trwa Liga Światowa, później mamy mistrzostwa Europy. Jestem optymistą, liczę na dobry wynik „Fefe” i jego chłopaków...

Z tej samej kategorii