Na przekór niedowiarkom

GKS Katowice - Lotos Trefl Gdansk
 źródło: Pressfocus

Wydawało się, że pomysł gry w „Spodku” będzie kompletnie nietrafiony. Działacze GKS-u zdecydowali się na ten krok i dzisiaj zbierają zewsząd pochwały.

Przed sezonem wiele osób było sceptycznie nastawionych do gry GKS-u Katowice w „Spodku”. W końcu beniaminek PlusLigi powrócił do siatkarskiej ekstraklasy po kilku dekadach przerwy, a pierwsze mecze - rozgrywane w szopienickiej hali - przyciągnęły jedynie kilkuset kibiców, którzy wypełniali ten obiekt mniej więcej w połowie. Wydawało się, że pomysł gry w „Spodku” będzie kompletnie nietrafiony. Działacze GKS-u zdecydowali się na ten krok i dzisiaj zbierają zewsząd pochwały.

 

Kibice nie zawodzą
O dużym potencjale występów zespołu Piotra Gruszki w tej legendarnej hali było już wiadomo po październikowym meczu z Effectorem Kielce. Do Spodka zawitało wówczas 2700 kibiców, którzy jeszcze nie do końca odważnie wspierali beniaminka PlusLigi. Wówczas oni, jak i organizatorzy, stanęli na wysokości zadania, a zawiedli jedynie siatkarze, którzy przegrali z kielecką ekipą 0:3. - Strasznie żałuję tego meczu, bo powinniśmy z Effectorem sięgnąć po komplet punktów. Wszystko dopisało, tylko nie wynik - żalił się po tamtym spotkaniu Piotr Gruszka, szkoleniowiec katowickiej ekipy, który narzekał także na brak możliwości treningów w meczowej hali. - Jedne zajęcia to za mało. Życzyłbym sobie, aby w przyszłości było ich więcej - podkreślał trener.

 

Grają dla miasta
Szkoleniowiec beniaminka nie narzekał przed wtorkowym meczem z Lotosem Treflem Gdańsk. GKS porozumiał się z operatorem Spodka i siatkarze przez starciem z trójmiejską ekipą kilkukrotnie trenowali w „mekce" siatkówki. Efekty były widoczne. We wtorkowym meczu katowiczanie prezentowali się o wiele lepiej niż w pierwszym meczu i wraz z Lotosem stworzyli niezłe widowisko. Co najważniejsze, ożywili też katowicką publiczność, która coraz śmielej dopingowała drużynę. Widoczne było to zwłaszcza w dramatycznym tie-breaku, a wybuch radości po skończonej piłce meczowej pokazał coraz większą identyfikację kibiców z zespołem GieKSy. - Życzyłbym sobie, aby taki doping i frekwencja była na każdym naszym meczu. Oczywiście mam nadzieję, że na kolejnym spotkaniu kibiców będzie jeszcze więcej. Ten mecz pokazał, że Katowice kochają i potrzebują siatkówki. To właśnie dla tych ludzi gramy - powiedział po meczu trener Gruszka.

 

Tam zostają
GKS pozostaje w legendarnym obiekcie i nadal będzie w nim trenować, bowiem kolejny mecz zagra już w najbliższy poniedziałek. O 18.00 zmierzy się z BBTS-em Bielsko-Biała i znów jest wielkie prawdopodobieństwo, że na trybunach pojawi się kilka tysięcy kibiców. A to jeszcze nie koniec - w marcu w Spodku dojdzie do derbów województwa śląskiego z Jastrzębskim Węglem, a na zakończenie sezonu GKS zagra w tej hali mecz play offu.

 

Z tej samej kategorii