Damian Boruch: ZAKSA błędów nie wybacza!

Jastrzebski Wegiel - PGE Skra Belchatow
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Rywalowi należy pogratulować zwycięstwa w Pucharze Polski, ale niech za bardzo się nie cieszy, bo zagramy jeszcze mecz ligowy - mówi środkowy Jastrzębskiego Węgla, Damian Boruch.

Jastrzębski Węgiel w turnieju Final Four Puchar Polski, który w miniony weekend odbył się we Wrocławiu, przegrał w półfinale z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. W opinii wielu był to jednak najbardziej wyrównany i najlepszy mecz podczas całego turnieju. Jastrzębianie mieli swoją wielką szansę, ale jej nie wykorzystali. Damian Boruch, środkowy „pomarańczowych”, podkreśla jednak, że z niektórych rzeczy można być zadowolonym i są one niezłą prognozą na przyszłość. Teraz jastrzębianom pozostaje walka o pierwszą czwórkę PlusLigi po sezonie zasadniczym.

 

JAKUB KUBIELAS: - Nie sposób nie wrócić do tego, co wydarzyło się w półfinałowym meczu Pucharu Polski z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Trzeciego seta mieliście na wyciągnięcie ręki i to spotkanie mogło skończyć się zupełnie inaczej.
DAMIAN BORUCH: - Trudno powiedzieć, co tam się stało, ale rzeczywiście uważam, że ta końcówka miała decydujący wpływ na losy meczu i to nas trochę podłamało. Prowadziliśmy przez całego seta, mieliśmy go w garści. Popełniliśmy jeden, może dwa błędy. A wiadomo, że ZAKSA to przeciwnik z najwyższej półki i żadnego potknięcia nie wybacza. Jedna piłka źle przyjęta, inna gorzej dograna... Nie wiem, może czegoś się przestraszyliśmy? Oni złapali wiatr w żagle, dogonili nas, później wyprowadzili kontrę i wygrali seta.

 

Ale początek czwartej partii był dobry w waszym wykonaniu. Nie „pękliście” od pierwszych piłek.
DAMIAN BORUCH: - Istotnie, zaczęliśmy tego seta na równi z przeciwnikiem. Cały czas wierzyliśmy, że potrafimy grać z ZAKSĄ i możemy ten mecz wygrać. Zabrakło bardzo niewiele. Myślę, że rywal był do „ugryzienia”. Ale najlepiej klasę przeciwnika pokazuje czwarty set. Dopadł nas przestój, popełniliśmy 3-4 błędy z rzędu i odskoczyli nam na różnicę punktów, której nie dało się zrobić. Można grać punkt za punkt, ale to wciąż będzie za mało. Trzeba dać z siebie coś więcej. Tego chyba nam zabrakło, ale zagraliśmy dobry mecz. Na pewno nie daliśmy plamy. Rywalowi należy pogratulować, ale niech za bardzo się nie cieszy, bo zagramy jeszcze mecz ligowy.

 

Jastrzębski Węgiel nie zdobył Pucharu Polski, ale chyba całą przygodę z tymi rozgrywkami można uznać za udaną.
DAMIAN BORUCH: - Myślę, że tak. Stało się to dzięki temu, że po pierwszej rundzie rozgrywek ligowych byliśmy na czwartym miejscu, co dało nam rozstawienie. Przed przyjazdem do Wrocławia wiedzieliśmy jednak, że zagramy z najlepszymi zespołami. Rok temu również graliśmy z ZAKSĄ w Pucharze Polski i przegraliśmy bardzo sromotnie. Teraz była walka. Zobaczymy, może za rok się spotkamy i tym razem to my będziemy górą?

 

W nadchodzący weekend wraca liga i walka o jak najwyższe miejsce. Terminarz nie jest łatwy, a rywale depczą po piętach.
DAMIAN BORUCH: - Tak, zarówno zespoły z Olsztyna, jak i Lubina są blisko nas. Będą ciężkie wyjazdy, do Rzeszowa, Bełchatowa, czy dwa kolejno po sobie – do Lubina i Gdańska. Czeka nas zatem dłuższa wycieczka. Postaramy się ugrać jak najwięcej, ZAKSA pokazała, czego nam brakuje. Będziemy to analizować i wyciągniemy wnioski.

 

Temat Pucharu Polski jest już zatem zamknięty i skupiacie się na walce o pozostanie w pierwszej czwórce na koniec sezonu zasadniczego?
DAMIAN BORUCH: - Tak. Pierwsza czwórka i później walka o medale mistrzostw Polski to zdecydowanie nasz cel.

Z tej samej kategorii