Rastislav Chudik: Mogę stracić nazwisko

Siatkowka. PlusLiga. Lotos Trefl Gdansk - BBTS Bielsko-Biala. 17.12.2016
 /  fot. Wojciech Figurski  /  źródło: 058sport.pl

- Jeśli mi się nie uda, wtedy stracę nazwisko. Co to jest przy pieniądzach i pracy, które miasto, klub i zawodnicy inwestują w to, by utrzymać się w PlusLidze? - mówi trener BBTS-u Bielsko-Biała.

Michał TRELA: Doskonale rozpoczęliście rok we własnej hali, od zwycięstwa nad znacznie wyżej notowanym zespołem z Radomia. BBTS ma patent na te ekipę?
Rastislav CHUDIK: - Czarni Radom walczą o czołową czwórkę. Wiemy, że wygrywają większość meczów z zespołami od szóstego miejsca w tabeli w dół. Jestem szczęśliwy, że chłopcy tak się sprężyli. Myślę też, że rywal nas zlekceważył. Przyjechał tu wygrać 3:0 albo 3:1.

Widać, że pana zawodnicy szybko odbudowali się psychicznie po gładkich porażkach w Jastrzębiu i w Lubinie.
Rastislav CHUDIK: - W Jastrzębiu wprawdzie przegraliśmy 0:3, ale dałem pograć wszystkim zawodnikom. W tym momencie Puchar Polski nie był dla nas ważny. Liczyło się, by z Radomiem zdobyć choćby punkt. Idziemy krok po kroku. Odprawy i treningi są po to, byśmy w meczach z silnymi rywalami wygrali seta, ewentualnie dwa, co da nam przynajmniej punkt. A jeśli się uda wygrać cały mecz, to jeszcze lepiej. Gdy moi chłopcy odbudują się psychicznie, to potrafią grać w siatkówkę. Jest wielu młodych zawodników, którzy mają jeszcze jakieś problemy, ale idą w dobrą stronę.

W końcówce trzeciego seta spisali się naprawdę dobrze.
Rastislav CHUDIK: - Taktyka w tym meczu była taka, byśmy ryzykowali na zagrywce. Przeprowadziliśmy parę zmian, podnieśliśmy blok, wyszły nam dwie-trzy fajne akcje z rzędu. Pojawiła się presja, której Radom nie wytrzymał. To był kluczowy moment meczu. Brawa dla Bartka Janeczka, który kończył najważniejsze piłki. Cała drużyna zrobiła swoje, bo Kamil Kwasowski dał ważne piłki w rozegraniu, a Mariusz Gaca świetnie wszedł za Wojciecha Sieka. Są w zespole młodzi i starsi, ale każdy jest ważny. Chcemy z nich zrobić zespół.

Póki co, nie mieliście chyba nawet zbyt wiele czasu, by wspólnie trenować?
Rastislav CHUDIK: - Jak długo jestem w siatkówce, takiego miesiąca jeszcze nie przeżyłem. Zmęczenie jest bardzo duże. Proszę sobie wyobrazić, że przejechaliśmy autobusem cztery tysiące kilometrów. Mieliśmy w tym czasie sześć meczów w całej Polsce, z kilkoma czołowymi zespołami. Graliśmy z Bełchatowem, Gdańskiem, Warszawą, Jastrzębiem i Radomiem. Trening dla tych młodych chłopaków jest bardzo ważny, bo nie mają jeszcze doświadczenia. Muszą mieć dużo odbitych piłek. Przyda nam się tydzień przerwy, by trochę inaczej potrenować przed meczem w Katowicach.
Mówi pan, że trzeba się cieszyć z każdego wygranego seta czy punktu, tymczasem BBTS wygrał pod pana wodzą trzy z sześciu meczów.
Rastislav CHUDIK: - Jest nieźle, ale wygraliśmy tylko jedną bitwę, a długa i ciężka wojna przed nami. Ja nie lubię mówić o przyszłości. Patrzę z dnia na dzień, set po secie, mecz po meczu. Jeśli wyjdzie, cieszymy się, jeśli nie, pracujemy dalej. Dla chłopaków seria porażek mogła być demolująca. Musieliśmy im dać ochłonąć, pochwalić, pogłaskać... Wyszło i w meczu z Radomiem sami uwierzyli w siebie.

Nie obawiał się pan przejmować tej drużyny w tak trudnym momencie?
Rastislav CHUDIK: - Mam 55 lat i trochę już rozumiem siatkówkę. Kocham ją i nie boję się roboty. Polskę też trochę znam, bo byłem już w Kędzierzynie-Koźlu i w Bydgoszczy. Paru starszych zawodników kojarzę. Młodych jeszcze nie, ale cały czas pracujemy, a mój asystent bardzo mi pomaga. Miałem ofertę ze Słowacji, gdzie mogłem walczyć o mistrzostwo, ale polska liga to wielkie wyzwanie. Stwierdziłem, że moje nazwisko jest nic nie warte, w porównaniu do tego, ile klub i miasto inwestują, by w Bielsku-Białej była Plus Liga. Doszedłem do wniosku, że jeśli ja tutaj coś przegram, to stracę nazwisko. A czym jest nazwisko trenera przy całym klubie i zawodnikach, którzy poświęcają tyle pracy, by utrzymać zespół na najwyższym poziomie?

W czasie pana nieobecności polska liga bardzo się zmieniła?
Rastislav CHUDIK: - Nadal gra się piłką przez siatkę na boisku dziewięć na dziewięć. Dobrze, że jest system challenge, który pomaga sędziom w podejmowaniu trudnych decyzji. Na pewno gra jest szybsza niż kiedyś. Liga poszła do przodu. Są w Polsce fani i ludzie, którzy inwestują w zespoły, dlatego gra tu wielu topowych zagranicznych zawodników. Przede wszystkim jednak to polscy siatkarze są na doskonałym poziomie. Praca z nimi to przyjemność i zaszczyt.

 

Z tej samej kategorii