Faworyt wygrał zgodnie z planem. Jastrzębski Węgiel gładko ogrywa zawiercian

Trening Aluron Virtu Warta Zawiercie
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

W Zawierciu nie było niespodzianki. Aluron Virtu przegrał w trzech setach z Jastrzębskim Węglem i nadal pozostaje bez wygranej w PlusLidze

Ciężkie jest życie beniaminka… Zawiercianie ostrzyli sobie zęby na pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie, jednak w konfrontacji z bardzo dobrze poukładanym w każdym elemencie rywalem, niewiele mieli do powiedzenia. Zespół Emanuela Zanininego cały czas się zgrywa, cały czas dochodzą też nowi zawodnicy. Na pozycji środkowego włoski szkoleniowiec dostał Macieja Zajdera, byłego gracza Espadonu Częstochowa (wcześniej m.in. AZS Politechnika Warszawska), ale nowy człowiek w Zawierciu nie jest jeszcze zgrany z drużyną i całe spotkanie przestał w kwadracie dla rezerwowych.

 

W I secie jastrzębianie właściwie rozjechali beniaminka, posyłając bardzo ostrą zagrywkę na parkiet rywali. Do niej dołożyli solidne przyjęcie i skuteczne zbicia Macieja Muzaja, co w zupełności wystarczyło na nieco wystraszonych zawiercian. Muzaj w inauguracyjnej partii zapisał na koncie tylko jednego asa, ale inne jego zagrywki prawie demolowały parkiet gospodarzy. Na swoim, wysokim poziomie, grał Salvador Hidalgo Oliva, który już w I odsłonie zdobył 7 punktów. Na początku drugiej od Kubańczyka nie chciał być gorszy Hugo de Leon, który wykonał dwa niezwykle mocne serwisy. I to mógł być moment przełomowy w tym secie, jednak miejscowi nie potrafili zdyskontować prowadzenia 11:5, a potem 15:11. Klucz do przełamania trzymał w swoich rękach Oliva i to po jego asie serwisowym przy stanie 18:18, jastrzębianom wróciła pewność siebie. Ponownie wstrzelił się w parkiet gospodarzy Muzaj, który miał wcześniej kilka nieudanych ataków.

 

Wygrana Jastrzębskiego Węgla w trzech setach nie byłaby możliwa, gdyby nie precyzyjne wystawy Lukasa Kampy. Niemiec właściwie regulował tempo gry, obsługując nie tylko skrzydłowych, ale i środkowych. A jak nadarzała się taka okazja, to sprytną kiwką zaskakiwał przeciwnika. - Cała drużyna zapracowała na zwycięstwo! - z dużą dozą skromności stwierdził Kampa.

 

Zawiercianie, mimo porażki, włożyli w grę sporo serca, jednak brak doświadczenia u niektórych graczy był aż nadto widoczny. Na wysokie noty na pewno zasłużył Grzegorz Bociek, który nie bał się mocno uderzać, jak również szukać innych rozwiązań, jak chociażby ataków po prostej. Ale jeden Bociek to było za mało...

 

W końcówce trzeciej partii, niesieni dopingiem kibiców gospodarze robili wszystko, by odmienić losy spotkania, jednak z każdą piłką było coraz gorzej. Po ataku z krótkiej Davida Smitha, beniaminek zbliżył się do rywali na 2 punkty (19:21) i wówczas profilaktycznie o czas poprosił Mark Lebedew. Jastrzębianie chyba nie docenili determinacji Aluronu Virtu i dopiero w nerwowej końcówce przystawili stempel na swoim zwycięstwie, kończąc spotkanie po technicznym asie Rodrigo Quirogi. - W końcówce trzeciego seta chyba niepotrzebnie się rozluźniliśmy. Ale najważniejsza jest wygrana – tak podsumował mecz Leszek Dejewski, asystent trenera Lebedewa.

 

ALURON VIRTU WARTA ZAWIERCIE – JASTRZĘBSKI WĘGIEL 0:3 (14:25, 21:25, 23:25)

 

ZAWIERCIE: Pająk ( 2), Patak (1), Swodczyk (3), Bociek (9), de Leon (4), Smith (6), Koga (libero) oraz Długosz (2), Marcyniak (1), Kaczorowski, Żuk,

Trener: Emanuele ZANINI

JASTRZĘBSKI: Kampa (4), Quiroga (2), Sobala (3), Muzaj (9), Hidalgo Oliva (13), Kosok (5), Popiwczak (libero) oraz Ernastowicz, DeRocco,

Trener: Mark LEBEDEW

Sędziowali: Marcin Weiner (Mysłowice) i Waldemar Niemczura (Węgierska Górka).  Widzów: 1300.

 

Przebieg meczu

I: 3:10, 7:15, 12:20, 14:25,

II: 10:5, 11:15, 19:20, 21:25

III: 9:10, 14:15, 17:20, 23:25

Z tej samej kategorii