W Lidze Mistrzyń diabeł tkwił w szczegółach

Tauron MKS Dabrowa Gornicza - Azerrail Baku
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

O naszym niepowodzeniu w Lidze Mistrzyń zadecydował inauguracyjny mecz w Baku - uważa trenerka Magdalena Śliwa. Porażek 1:3 i na własnym parkiecie 2:3 dąbrowianki mogły uniknąć. Nierówna gra sprawiła, że schodziły z placu gry pokonane. Niemniej w Lidze Mistrzyń wstydu nie przyniosły, choć żal, że nie zdobyły awansu do play offu.

We wtorek siatkarki z Dąbrowy Górniczej pożegnały się z europejską elitą porażką przed własną publicznością z Azerrail Baku (2:3). - Mieliśmy sporo kontuzji, Ligę Mistrzyń graliśmy praktycznie jedną szóstką i może dlatego w ostatnim meczu zabrakło nam sił. Mecze z Baku, jak się okazuje, były tymi kluczowymi, mogłyśmy się pokusić w nich o wygrane. Zdarzają się nam jednak niezrozumiałe przestoje, tracimy w serii kilka punktów. Tak też było z Azerrailem. Najlepsze spotkanie rozegraliśmy z Fenerbahce na własnym parkiecie, choć przegraliśmy 1:3. Szkoda tych rozgrywek, pozostał żal i niedosyt - podsumowała jedyna atakująca w Tauronie, Helena Horka, która gra od początku do końca w każdym meczu.

Niepotrzebny start?

Większość dziennikarzy obserwujących zmagania Tauronu MKS-u jest zdania, że występy w Lidze Mistrzyń były niepotrzebne. Męczące podróże i mecze co kilka dni odbijają się czkawką w ligowych występach. Dopiero piąte miejsce w ORLEN Lidze - jak twierdzą niektórzy - jest właśnie pokłosiem występów w LM.
Wpływ na postawę zespołu mają też kontuzje. Dominika Sobolska oraz Anna Miros przeszły operacje kolana oraz barku i zostały wyłączone na dłużej. Ta druga może wróci na ostatnie mecze ligowe. Regan Scott nieoczekiwanie rozwiązała kontrakt i trzeba było szukać wartościowej przyjmującej. Gdzie taką jednak znaleźć, gdy sezon w pełni?
- Dla mnie Liga Mistrzyń to przede wszystkim fajna przygoda i świetna okazja zebrania kolejnych doświadczeń - akcentuje środkowa Aleksandra Sikorska, która w trybie awaryjnym została ściągnięta z Impelu Wrocław. - Żal mi tego ostatniego spotkania, bo chciałyśmy wygrać na pożegnanie. Dla nas młodych czy mniej doświadczonych to lekcja poglądowa, bo przecież miałyśmy okazję grać ze świetnym Fenerbahce. Śmiem twierdzić, że w kolejnych występach europejskich każda z nas będzie zachowywała się już inaczej.

Wstydu nie było

Zagłębianki, choć nie awansowały do play offu, plamy w LM nie dały, a istniały uzasadnione obawy, czy w ogóle przebrną przez eliminacje, co im się przecież udało.
- Oczywiście, że można było się pokusić o awans do play offu, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach – uśmiechała się po ostatnim meczu trenerka, Magdalena Śliwa, która przed tygodniem zastąpiła na ławce Argentyńczyka Juana Manuela Serramalerę. - O naszym niepowodzeniu zadecydował inauguracyjny mecz w Baku. Oczywiście, że można się tłumaczyć długą i męczącą podróżą. Niemniej miałyśmy swoje szanse, których nie wykorzystałyśmy. W rewanżu nie było źle, ale świadomie dokonywałam roszad w składzie, bo chciałam zobaczyć, jak zareagują zawodniczki, które nieco dłużej były w kwadracie dla rezerwowych. Mamy na swoim koncie dobre występy przeciwko mistrzowi Francji, meczów z Fenerbahce też nie musimy się wstydzić. Na naszą postawę również miały wpływ kontuzje, ale to osobny rozdział. Pozostał niedosyt, że nie awansowałyśmy. Może jednak to doświadczenie będzie procentowało w niedalekiej przyszłości - zakończyła Śliwa.

Z tej samej kategorii