Robert Koćma: Nie tak miało być...

Robert Koćma
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Przyszły sezon poświęcimy na budowę młodego, ambitnego zespołu, bez żadnej presji wyników. I może zrobimy niespodziankę - zapowiada sternik Tauronu MKS Dąbrowa Górnicza.

To już czwarty sezon z rzędu, w którym siatkarki z Zagłębia Dąbrowskiego są poza podium. A przecież aspiracje były zdecydowania większe; sięgały gry nawet w finale. Teraz marzenia o medalu trzeba chyba będzie odłożyć na dłużej. Sezon 2016/17 został zakończony na 5. miejscu, a więc o szczebel niżej niż poprzedni.

 

Włodzimierz SOWIŃSKI: Z ulgą żegna pan ten sezon?
Robert KOĆMA: - Trzeba głośno i dobitnie powiedzieć, że zakończone właśnie rozgrywki nam się nie udały. Plan był jasny i precyzyjny, awans do czołowej czwórki i gra o medale. A tak, kończymy rywalizację z uczuciem niedosytu...
Gdzie tkwią przyczyny niepowodzeń?
Robert KOĆMA: - Nastąpił cały splot nieprzewidzianych wydarzeń i w rezultacie wszystko mocno się skomplikowało. Drużynę mieliśmy właściwie skompletowaną i mogłem obstawiać, że będziemy rywalizować o miejsce w czołówce. Potem jednak dopadł nas pech. Zaczęło się od Dominiki Sobolskiej i walkowera za jej udział w meczu z Developresem SkyRes Rzeszów. Potem Regan Scott zerwała kontrakt, wybierając lepszą ofertę zagraniczną. Następnie dopadła nas plaga kontuzji: jedna, druga, trzecia i wszystko się posypało na zasadzie domina. Seria porażek sprawiła, że atmosfera się skwasiła, napięcia między zespołem i trenerem rosły. W rezultacie pożegnaliśmy Juana Manuelę Serramarelę. Tej nerwówki nie mogliśmy uspokoić.
Niektórzy twierdzą, że gra w Lidze Mistrzyń nie była wskazana i stąd niepowodzenia w rozgrywkach krajowych.
Robert KOĆMA: - Zupełnie nie zgadzam się z tą opinią! Gdybyśmy od samego początku dysponowali kompletnym składem i Sobolska traktowana była jako Polka, wówczas nie byłoby kolejnych kłopotów. Potem dwie zawodniczki (Sobolska i Miros - przyp.red.) poprzez kontuzje zostały wyeliminowane na stałe. W pełnym składzie moglibyśmy „obskoczyć” Ligę Mistrzyń i OrlenLigę. Proszę spojrzeć na punktację ligi. Gdyby nie zdarzyły nam się wpadki z ŁKS-em Łódź oraz Legionovią, walczylibyśmy o medale. To były poważne, wręcz kluczowe wpadki. To one zadecydowały o naszym niepowodzeniu.
W środowisku mówiło się, że Sobolska trafiła do was z urazem. Podziela pan tę opinię?
Robert KOĆMA: - Tego do końca nigdy nie jesteśmy pewni, ale nie przypuszczam, by ktoś nas chciał oszukać. I nawet nie dopuszczam takiej myśli. Prawdą natomiast jest, że otrzymaliśmy informację, że na zgrupowaniu reprezentacji Belgii siatkarka miała ostrzykiwane kolano. Z takich zabiegów korzysta jednak wiele zawodniczek. Niestety, uraz Sobolskiej okazał się poważny. W pewnym momencie potrzebna była nawet operacja. Wiem, że Dominika chciała u nas grać i była mocno zdeterminowana. Niestety, pechowa kontuzja sprawiła, że nie dokończyła sezonu.
Skład był autorskim pomysłem trenera Juana Manuela Serramalery. Czy wszystkie proporcje zostały odpowiednio wyważone?
Robert KOĆMA: - Na skład trzeba patrzeć przez pryzmat tego, na kogo było nas stać. Gdybym spełnił wszystkie życzenia Juana, mielibyśmy kadrę na wygranie Ligi Mistrzyń. Zawsze obowiązuje zasada, że trener podaje nazwiska trzech zawodniczek na każdą pozycję. Potem patrzymy, ile trzeba wydać kasy na pierwszą z nich, a gdy nas nie stać, oceniamy kolejne. Ten skład był na miarę naszych możliwości i nie do końca po myśli trenera. Ale nadal będę się upierał, że gdybyśmy wytrwali w nim do końca, to walczylibyśmy o medale.

Z tej samej kategorii