Andrzej Pyć za trzy lata chce być z klubem gotowy na medal

BKS PROFI CREDIT Bielsko-Biala - Developres SkyRes Rzeszow
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Przygotowujemy podstawy finansowe, które pozwolą nam myśleć tylko o sprawach sportowych, a nie o tym, czy mamy za co żyć - mówi prezes BKS-u Profi Credit Bielsko-Biała.

Michał TRELA: Po udanej końcówce zeszłego sezonu, apetyty zostały trochę rozbudzone. Pan mówi jednak, że na walkę o medale przyjdzie czas za dwa-trzy lata. To kokieteria czy realna ocena sytuacji?
Andrzej PYĆ: - Realna ocena sytuacji. Na przyszły sezon zbudujemy skład złożony z sześciu-siedmiu doświadczonych zawodniczek i uzupełnimy je grupą młodych siatkarek. Chcemy, by młode grały jak najwięcej, uczyły się, wchodziły do składu. Zebrać dream-team, wygrać medal i nic z tego nie mieć, to nie jest nasz pomysł na klub. Ze strony zarządu i trenera celem jest, by do przodu iść krok po kroku. Ten klub ma mieć podstawy finansowe i sportowe, by za trzy lata być gotowym na medal.

Widząc, jak szybkie postępy robiła wiosną drużyna, nie myśli pan, że może to nastąpić szybciej?
Andrzej PYĆ: - Na wiosnę zespół zrobił postęp, ale z tego składu zostanie tylko 4, może 5 zawodniczek. To ważne ogniwa, ale i tak trzeba będzie czasu na zgranie i przystosowanie się przez nowe siatkarki do stylu pracy trenera. Emilia Mucha i Kornelia Moskwa dalej będą ważnymi postaciami, które nowym zawodniczkom mają ułatwiać wejście do zespołu.

Zapowiedź grania młodymi siatkarkami brzmi, jakby kibice mieli się przygotować na duże wahania formy. Nie obawia się pan, że ucierpi poziom sportowy?
Andrzej PYĆ: - Mamy doświadczenia z 1999 roku. Wtedy do zespołu przyszło kilka zawodniczek z SMS-u Sosnowiec i ich trener Krzysztof Leszczyński. Stworzyli wtedy drużynę, z której wszyscy się śmiali, a po roku zdobyła medal. Nie mówię, że to się musi powtórzyć, chociaż bym chciał. Ale przychodzi kilka dziewczyn z SMS-u Szczyrk, które przyjęły nasz sposób na grę i filozofię trenera. Podkreślam, że 6-7 zawodniczek będzie doświadczonych, ale mamy nadzieję, że młode z czasem będą grać coraz więcej, a za dwa-trzy lata będą dawać realną jakość zespołowi.

Z drużyny odeszło już kilka podstawowych siatkarek. To duże straty?
Andrzej PYĆ: - Duże. Asia Staniucha-Szczurek czy Sonia Mikyskova stanowiły o sile drużyny. Nieważne, czy były w 100 procentach zdrowe, zawsze robiły wszystko, by grać jak najlepiej. Asia rok temu mówiła, że to już koniec. Wróciła jednak do Bielska-Białej i dała z siebie wszystko. Stała się duszą i... mamą tej drużyny. I w szatni, i na boisku była osobą, która tworzyła atmosferę. Soni nikt z nas wcześniej nie znał, ale we Francji miała bardzo dobre statystyki. Patrząc na jej osiągnięcia punktowe, zrobiła bardzo dużo dla naszego klubu. Nie było meczu, w którym powiedziałaby, że nie da rady.
Szkoda też, że po czterech latach odeszła Ola Trojan. Uznała jednak, że czas na zmianę środowiska i spróbowanie czegoś nowego. Życzę jej, by w nowym klubie grała jeszcze lepiej, wróciła do reprezentacji, która jej trochę uciekła i mam nadzieję, że po pewnym czasie wróci do BKS-u, w którym stawiała pierwsze kroki w Orlen Lidze.

Miał pan w trakcie sezonu myśl, że BKS może spaść?
Andrzej PYĆ: - No pewno... W ubiegłych latach cały czas siedziałem w siatkówce, ale moją działką był marketing. Po zmianach w zarządzie wydawało nam się, że jest super. Dostaliśmy fajną drużynę, która na papierze wyglądała obiecująco i miała młodego, a jednocześnie doświadczonego trenera (Mariusz Wiktorowicz - przyp. red.). Wszystko było OK, ale potem wyszła na jaw nieprzewidywalność sportu. Oczywiście, były bardzo duże nerwy, choć cały czas wszyscy podkreślali, że ten zespół musi „odpalić”. Trener Tore Aleksandersen powiedział, że nie obiecuje zwycięstw w pierwszych 2-3 meczach. Zaznaczał, że forma musi przyjść na 7-8 ostatnich kolejek. To się sprawdziło w 100 procentach. Ten jeden tydzień, w którym z meczów z Piłą, Sopotem i Bydgoszczą zebraliśmy 8 punktów, był momentem zwrotnym. Aż żal, że sezon tak szybko się skończył.

Wydaje się, że ze zmianą trenera trafiliście w punkt.
Andrzej PYĆ: - Tak, a do tego trafiliśmy z wzmocnieniami w środku sezonu, co zwykle jest trudne. Erica Handley weszła do drużyny z marszu i zaczęła rozgrywać w kilku pierwszych meczach. Potem dały u niej o sobie znać problemy z aklimatyzacją, z przyzwyczajeniem do innej strefy czasowej, ale Magda Gryka sama przyznała, że przyjście Eriki dało jej impuls do cięższej pracy. Strzałem w „10” była Jaroslava Pencova, która stała się naszym zbawieniem na środku. Przy problemach Kornelii Moskwy i Oli Trojan pozwoliło nam to spokojnie dograć sezon i nie martwić się o pozycję środkowej. Te dwa transfery dały nam drugi oddech i udało się wszystko odbudować - od atmosfery w drużynie, po poziom sportowy. Cały czas liczymy, że Jarka z nami zostanie. Rozmowy są na finiszu.

Jak dziś wygląda sytuacja finansowa klubu?
Andrzej PYĆ: - Idziemy do przodu. Staramy się, by było jak najlepiej. Na pewno jest lepiej, niż gdy przejmowaliśmy klub. Czeka nas jednak jeszcze bardzo dużo pracy. Finansowanie sportu to trudny temat, ale ostatnie wyniki pomagają nam w rozmowach. Na przyszły sezon przygotowujemy podstawy finansowe, które pozwolą nam myśleć tylko o sprawach sportowych, a nie o tym, czy mamy za co żyć.

 

Z tej samej kategorii