Dwie godziny bez przyjaźni...

Obu ekipom zależy na punktach, ale tylko jedna będzie schodziła do szatni zadowolona. A w rodzinie Śliwów? Kto wie, czy nie będzie potrzebny negocjator...

Magdalena Śliwa
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Mama i córka występowały już w jednej drużynie - Atomie Treflu Sopot – zdobywając w 2011 roku wicemistrzostwo Polski. Potem ich sportowe losy ułożyły się inaczej, ale w poprzednim sezonie znów przywdziały te same barwy. Tyle że wystąpiły w odmiennych rolach: jedna kierowała zespołem już z ławki trenerskiej, a druga po prostu grała. Latem nastąpiła kolejna zmiana: młodsza zdecydowała się na przenosiny do konkurencyjnego zespołu z tego samego województwa.
Tę zagadkę łatwo rozszyfrować, bo przecież chodzi o siatkarską rodzinę - trenerkę MKS-u Dąbrowa Górnicza, Magdalenę Śliwę oraz jej córkę, Izabelę, która od prawie dwóch lat nosi nazwisko po mężu - Lemańczyk, a reprezentuje barwy BKS-u Bielsko-Biała. Dziś wszakże wszystkie sentymenty zostaną odstawione na bok, na mniej więcej dwie godziny.

 

Milczenie...
- Przeciwko drużynie mamy gra się trudno, bo nigdy nie wiem, co wymyśli. Nie rozmawiałyśmy o tym meczu, bo mama przed każdym występem milczy jak grób. A po spotkaniu tylko jedna z nas będzie miała powody do zadowolenia - uśmiecha się Izabela, libero bielskiego zespołu.
- Mnie też zazwyczaj towarzyszą mieszane uczucia - uśmiecha trenerka Magdalena. - Wiadomo, że każda z nas ma wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafi, ale jednak jesteśmy rywalkami. Irytuję się, kiedy tracimy punkt, ale znów, w głębi serca, cieszę z udanej akcji Izy. To dla nas obu cenne, ale i nietypowe doświadczenie.

 

Punkty, punkty...
Po czterech spotkaniach zarówno zespół z Bielska, jak i z Dąbrowy mają po zaledwie 4 „oczka”. Dąbrowianki przegrały u siebie z Muszyną na własne życzenie 2:3, potem w Pile 0:3 (łomot!) oraz znów u siebie z Pałacem 1:3. W dobrym nastroju wróciły dopiero z Legionowa, gdzie odniosły przekonywujące zwycięstwo. Czy z BKS-em ta historia się powtórzy? - Bardzo byśmy chciały - mówią zgodnie dąbrowianki, choć doskonale sobie zdają sprawę ze skali trudności.
Działacze BKS-u i trener Tore Aleksandersen przed sezonem nie ukrywali swoich aspiracji, tym bardziej musi ich boleć początek rozgrywek. Z trzech potyczek na własnym parkiecie bielszczanki „wydarły” zaledwie 3 pkt.; przegrały z Budowlanymi Łódź 1:3, wygrały z KSZO 3:2 i uległy Impelowi 2:3. W Rzeszowie również przegrały po tie-breaku.

 

Wysoka stawka
Rzut oka na historię rywalizacji obu zespołów. W ostatnich trzech potyczkach dąbrowianki nie dały bielszczankom żadnych szans, nie oddały nawet seta! BKS ostatni raz wygrał w sezonie 2014/15 3:1 we własnej hali, a w Dąbrowie w sezonie 2013/14 - 3:1. Ale czy na użytek dzisiejszego meczu można z tego wyciągnąć jakiekolwiek wnioski?
Zanosi się na twardą walkę, choć można przyjąć, że BKS ma silniejszy skład. W jego szeregach jest kilka doświadczonych zawodniczek, m.in. Aleksandra Jagieło czy Dominika Sobolska.
Jednej i drugiej ekipie zależy na punktach, ale tylko jedna będzie schodziła do szatni zadowolona. A w rodzinie Śliwów? Kto wie, czy nie będzie trzeba... negocjatora; to dobra rola dla seniora rodu...

 

Z tej samej kategorii