ZAKSA w trzech setach rozbiła Noliko Maaseik

ZAKSA Kedzierzyn Kozle - Noliko Maaseik
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Trwa wspaniała passa kędzierzynian. Wygrali po raz piąty i zapewnili sobie wyjście z grupy z pierwszego miejsca.

ZAKSA awans do play offu zapewniła sobie już dwa tygodnie temu, pokonując po raz drugi Dynamo Moskwa. Nie znaczy to, że w starciu z belgijskim Noliko mistrzowie Polski nie mieli o co grać. Zdobycie punktu, czyli wygranie dwóch setów, dawało im kwalifikację do kolejnej rundy z pierwszego miejsca.

 

Potężne osłabienie
Zadanie wydawało się łatwe. Daniel Castellani, trener wicemistrza Belgii, a przed laty szkoleniowiec reprezentacji Polski, Skry Bełchatów i ZAKSY, o czym gospodarze doskonale pamiętali, wręczając mu przed spotkaniem, pamiątkowe zdjęcie z drużyną z sezonu 2012/13, miał spory kłopot. Z powodu kontuzji nie mógł liczyć na trzech swoich liderów: Branislava Skladanego, Ivana Casellaniego i Jelete Maana. Kolejny gracz z pierwszej szóstki, Johannes Bontje, na parkiet wszedł tylko na chwilę, na podwyższenie bloku.
Kędzierzynianie też mieli kłopoty, choć nie tak poważne. Ze składu z powodów zdrowotnych wypadł Kevin Tillie, co akurat jest sporym zmartwieniem. Reprezentant Francji wykonuje w drużynie „czarną robotę” i jest wręcz niezastąpiony, zwłaszcza w defensywie. W niedawnym starciu z Dynamem jego obrony doprowadzały Rosjan do rozpaczy. Tillie będzie jeszcze pauzował przez miesiąc, choć początkowe rokowania były znacznie mniej optymistyczne. Na szczęście po badaniach okazało się, że nie jest potrzebna operacja barku.

 

Chwilowa dekoncentracja
Kędzierzynianie, choć byli w komfortowej sytuacji, zamierzali szybko pozbawić rywali nadziei na nawiązanie walki. Grali bardzo szybko, za szybko dla gości z Belgii. Po wystawach Benjamina Toniuttiego, Dawidowi Konarskiemu, Samowi Deroo czy Mateuszowi Bieńkowi nie pozostawało nic innego, jak popisywać się efektownymi i mocnymi atakami. Z kolei gracze Noliko mieli ogromne kłopoty z przebiciem się przez blok. Estoński atakujący Taavi Nommistu i mierzący zaledwie 188 cm Nicolas Bruno po kilku blokach kompletnie się zniechęcili. I już do końca spotkania sporadycznie przysparzali kłopotów mistrzom Polski.
Jedynie Kamil Rychlicki – syn Jacka, byłego reprezentanta Polski, wicemistrza Europy z 1983 roku – starał się dotrzymać kroku gospodarzom. Ale i na niego kędzierzynianie znaleźli sposób.
Mistrzowie Polski od początku wysoko prowadzili. I gdy wydawało się, że mecz rozpoczną imponująco, nagle coś się zacięło. Po autowym ataku Deroo ich przewaga stopniała do zaledwie jednego „oczka” (23:22). Na szczęście w porę się ocknęli. Zresztą rywale im w tym pomogli, bo decydujący punkt stracili psując zagrywkę.

 

Rezerwowi dokończyli sprawę
W kolejnych setach gospodarze zachowali odpowiednią koncentrację. Nawet wtedy, gdy po wygraniu drugiej partii, w kolejnej Ferdinando De Giorgi wprowadził na parkiet rezerwowych. Druga szóstka poradziła sobie równie dobrze, jak podstawowi gracze. Jedynie do stanu 9:8, set był wyrównany. Później prowadzeni przez Dominika Witczaka mistrzowie Polski błyskawiczne „odskoczyli” i bez problemów ograli pogodzonych z porażką rywali.

 

ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE – NOLIKO MAASEIK 3:0 (25:23, 25:19, 25:21)

 

KĘDZIERZYN-KOŹLE: Toniutti, Buszek (9), Wiśniewski (4), Konarski (8), Deroo (9), Bieniek (12), Zatorski (libero) oraz Witczak (4), Semeniuk (6), Pająk, Maziarz, Banach (libero), Czarnowski (2). Trener Ferdinando DE GIORGI.
MAASEIK: Wolański (7), Bruno (7), Vigil (8), Nommistu (2), Rychlicki (15), Colson (8), Santucci (libero) oraz Mol (1), Dumont, Bontje. Trener Daniel CASTELLANI.
Sędziowali Daniele Rapisarda (Włochy) i Igor Porvaznik (Słowacja). Widzów 1400.
Przebieg meczu
I: 10:5, 15:10, 20:16, 25:23.
II: 10:5, 15:9, 20;13, 25:19.
III: 10:8, 15:11, 20:14, 25:21.
Bohater – Benjamin TONIUTTI.

 

 

 

 

 

 

Z tej samej kategorii