Książka pełna grzmotów

Rozmowa z Andrzejem Kostyrą, byłym wieloletnim dziennikarzem „Sportu”, autorem książki „Walki stulecia. Bohaterowie wielkiego boksu”.

Nikt nie potrafi oddać ringowej atmosfery lepiej niż Andrzej Kostyra, najbardziej rozpoznawalny telewizyjny komentator boksu w Polsce. Dziennikarską karierę zaczynał w „Sporcie”, z którym był związany od 1971 do 2001 roku. Współpracował z polską telewizją, był redaktorem naczelnym „Sukcesu”, a obecnie jest szefem działu sportowego „Super Expressu”. I od wielu lat komentuje boks w Polsacie. Jego głos i emocje znakomicie współgrają z potężnymi ciosami, jakie zadają sobie pięściarze. Z polskich dziennikarzy, obok Janusza Pindery, z którym często razem komentują pojedynki, obejrzał chyba najwięcej zawodowych walk. W tym niemal wszystkie najsłynniejsze z udziałem Polaków.
W listopadzie nakładem wydawnictwa SQN ukazała się jego książka „Walki stulecia. Bohaterowie wielkiego boksu”. To opowieść o bokserskich bohaterach, tych obecnych, ale i też nieco zapomnianych. Przedstawia w niej najlepsze, najbarwniejsze oraz najdziwniejsze walki w historii: od pojedynków polskiego „Zabójcy z Michigan”, jak nazywano Stanleya Ketchela (Stanisława Kiecala, jego rodzice - Jan i Julia - wyemigrowali do USA z Sulmierzyc), po rekordowe finansowo starcie Mayweathera z Pacquiao.

 

Andrzej WASIK: Pisanie tej książki zabrało ci chyba bardzo dużo czasu.
Andrzej KOSZTYRA: - Ha, zaskoczę cię. Miałem ją napisaną - na maszynie do pisania, bo komputerów jeszcze nie było - już ponad... 30 lat temu. Byłem korespondentem „Sportu” w Warszawie i razem z Grzegorzem Stańskim (nieżyjący dziennikarz „Sportu - red.) mieliśmy pokój, który sąsiadował z redakcją miesięcznika „Boks” redagowanego przez wybitnego znawcę tej dyscypliny, Lucjana Olszewskiego. Pisałem dla niego rubrykę noszącą nazwę „Z zawodowych ringów”. I to Lucjan namówił mnie po paru latach, żebym napisał na tej podstawie książkę. Powstała bodaj w 1984 roku, miałem umowę na jej druk z pewnym wydawnictwem, ale ono zbankrutowało. Ponad 200 stron maszynopisu powędrowało do szuflady. Pewnego razu - pewnie przy sprzątaniu - znalazła je moja żona. Przeczytała, dała potem do lektury córce, i moje kobiety stwierdziły, że trzeba to wydrukować. Dopisałem więc kolejne strony o późniejszych wielkich walkach, już ze znacznie większym udziałem Polaków, i tak powstała książka.

Wspomniałeś o Polakach. Zaczynasz swoją książkę o mało znanym w naszym kraju „Zabójcy z Michigan”, którego uważasz za jednego z najwybitniejszych polskich bokserów.
Andrzej KOSZTYRA: - Bo tak jest! Choć urodził się w USA, to często podkreślał swoje polskie korzenie, jego walki oglądało wiele tysięcy emigrantów z Polski. A był przy tym znakomitym bokserem i mistrzem świata prestiżowej wagi średniej, uważanym na początku XX wieku za jednego z najwybitniejszych. I co ciekawe, wtedy walczyło się nawet po 45 rund...

Nie mów więcej, niech czytelnicy sami się przekonają, jak barwne były kariera i życie „Zabójcy z Michigan”. Ciekawy jestem, która obejrzana przez ciebie walka Polaka była najbardziej dramatyczna?
Andrzej KOSZTYRA: - Było ich trochę, ale szczególnie pamiętna była dla mnie druga walka Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowe z grudnia 1996 roku. Byłem wtedy w Atlantic City i była to najbardziej dramatyczna walka, jaką kiedykolwiek widziałem na żywo. Po niej nie byłem w stanie odczytać swoich notatek, tak trzęsły mi się ręce. Nie przesadzę, jak powiem, że śmierć unosiła się nad ringiem...
Z kolei w 2005 roku podczas krwawego pojedynku Tomasza Adamka z Australijczykiem Paulem Briggsem o mistrzostwo świata WBC w półciężkiej niemal fizycznie czułem każdy cios, jaki otrzymywał „Góral”, który walczył ze złamanym nosem i wygrał.

Skąd czerpałeś wiedzę o „walkach stulecia”, których jednak nie widziałeś?
Andrzej KOSZTYRA: - Pasjonowałem się boksem, kupowałem więc książki, ściągałem prasę zagraniczną, jak np. „The Ring” czy „Boxing News”. Potem współpracowałem z angielskim gazetami i miałem dostęp do ich archiwów. Wreszcie podczas zagranicznych wyjazdów miałem okazję rozmawiać z wieloma gigantami światowego boksu, jak chociażby z Muhammadem Alim, Georgem Foremanem czy Mikem Tysonem, a także z legendarnym announcerem Michaelem Bufferem, który zasłynął, zapowiadając grzmoty w ringu. Stąd mam wiele anegdot z pierwszej ręki.

Nie mogę nie zadać tego pytania. Słyniesz z bon motów podczas komentowania walk. Masz je przygotowane wcześniej czy „wymyślasz” na poczekaniu?
Andrzej KOSZTYRA: - I tak, i tak. Przez te kilkadziesiąt lat obcowania z boksem zebrałem mnóstwo cytatów, które zapisywałem. Ale dużo stwierdzeń, które wielu śmieszą, wypowiadam spontanicznie...

 

Fot. Mater / źródło: Materiał prasowy

 

Książkę „Walki stulecia. Bohaterowie wielkiego boksu” można m.in kupić w salonach Empik i na www.labotiga.pl

 

Słynne cytaty Andrzeja Kostyry
„Bates to puszka soku pomidorowego do znokautowania”.
Komentarz do zwycięskiej walki Andrzeja Gołoty z Jeremym Batesem w katowickim „Spodku”

„Obrona Briggsa śmierdzi jak dworcowa knajpa”.
Z pierwszej walki Tomasza Adamka z Paulem Briggsem

„Morales ma wzrok mętny, jak dwudniowe piwo”.
Z walki Erik Morales - Manny Pacquiao.

Z tej samej kategorii