Czarny koń wjedzie na dzikiej karcie? Start mistrzostw świata w piłce ręcznej kobiet

Cztery i dwa lata temu na biało-czerwone stawiało niewielu, tymczasem zespół pod kierunkiem Kima Rasmussena był o krok od podium, dwukrotnie zajmując miejsce tuż za podium. Czy wybranki następcy Duńczyka, Leszka Krowickiego, to już drużyna na medal?

Francja - Polska
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Przed czterema i dwoma laty Polki były największą niespodzianką mundialu, rozgrywanych w Serbii i Danii. Nie tylko wyszły z grupy, lecz także w 1/8 finału oraz w ćwierćfinale pokonały wyżej notowane rywalki i weszły do strefy medalowej. Tam musiały jednak uznać wyższość innych reprezentacji (Serbii i Danii w 2013 oraz Holandii i Rumunii dwa lata później). Czwarte miejsca jednak to najlepszy wynik naszej kobiecej reprezentacji w historii mistrzostw świata.

 

W kolejnym czempionacie Polek mogło jednak zabraknąć, bo w wyniku losowania trafiły w eliminacjach na mistrzynie olimpijskie, Rosjanki, i przegrały dwumecz. Na szczęście światowa federacja (IHF) przyznała naszej drużynie jedyną „dziką kartę” do niemieckich MŚ.

 

- Niewiele się przyczyniłem do tego, że dziewczyny jadą na mistrzostwa świata, to jest zasługa mojego poprzednika, który na poprzednich MŚ zajął z zespołem dobre czwarte miejsce. To dzięki temu przyznano naszej reprezentacji dziką kartę. Moją osobistą zasługą jest to, jak drużyna dziś się prezentuje. I to ja oczywiście będę ponosił odpowiedzialność za to, co się będzie działo na imprezie, bo jestem tą osobą, która decydowała o składzie zespołu - lojalnie zauważył następca Duńczyka w fotelu selekcjonera Leszek Krowicki.

 

Nabrały rozpędu

Ceniony w Niemczech 60-letni szkoleniowiec stanął przed zadaniem odmłodzenia najstarszej reprezentacji na Starym Kontynencie z myślą o historycznym awansie na igrzyska olimpijskie w Tokio (2020). Debiut Krowickiego w międzynarodowej imprezie wypadł blado i zakończył się po trzech porażkach w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy w Szwecji oraz przedostatnim 15. miejscem.

 

Ale po czerwcowych porażkach w play offie MŚ z Rosją oraz sierpniowym rekonesansie w Japonii jego zespół się skonsolidował i już jesienią widać było, że się rozpędza. Świadczą o tym wysokie zwycięstwa z Włoszkami i Słowaczkami na początek eliminacji do mistrzostw Europy 2018, a zwłaszcza ostatni sprawdzian przed MŚ. W turnieju o Puchar Karpat w Rumunii biało-czerwone rozbiły mocne drużyny gospodarzy (brązowe medalistki poprzedniego mundialu), Brazylii (mistrzynie globu 2013) oraz Macedonię. Świat zauważył te wyniki, a Polki w ciągu weekendu urosły do miana „czarnego konia” MŚ.

 

- Nasza praca przynosi owoce. Jestem daleki od hurraoptymizmu, ale też nie mamy powodu chować się za plecami innych. Jeżeli wyjdzie nam mecz, tak jak w Rumunii, jesteśmy w stanie powalczyć z każdym - przekonuje szkoleniowiec.

 

Wyrównana grupa

W mistrzostwach dziewczyny Krowickiego trafiły do wyrównanej grupy eliminacyjnej, w której faworytem będą obrończynie tytułu i multimedalistki z Norwegii, a zdecydowanym outsiderem Argentyna. W EgeTrans Arena w Bietigheim-Bissingen Polki staną też naprzeciw swojego byłego opiekuna, czyli prowadzonym przez Rasmussena Węgierkom, oraz Szwedkom i Czeszkom. Do fazy pucharowej (od 1/8 finału) awansują 4 najlepsze ekipy, tak więc jedna z pięciu europejskich drużyn odpadnie z tej rywalizacji.

 

- Grupa jest bardzo trudna, ale będąc losowanym z dziką kartą z ostatniego koszyka nie można było oczekiwać, że trafimy do łatwej. Trzeba się będzie wspiąć na wyżyny, żeby osiągnąć nasz cel, jakim jest wyjście z grupy - wracająca do reprezentacji po przerwie macierzyńskiej jej kapitan Karolina Kudłacz-Gloc zdaje się aż nazbyt ostrożna.

 

Bardzo ważny będzie weekend otwarcia – w sobotę Polki grają ze Szwedkami, z którymi mają mocno na pieńku (przegrały m.in. w ostatnich MŚ i ME oraz w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Rio de Janeiro) oraz z regularnie grającymi na wielkich imprezach otrzaskanymi w bojach Czeszkami. Wygrane w tych meczach praktycznie przesądzą o awansie do najlepszej szesnastki, w przypadku dwóch porażek szans trzeba będzie szukać w potyczkach z Norweżkami i Madziarkami...

 

Filary zostały

W polskim składzie nie ma większości zawodniczek, które grały w dwóch poprzednich czempionatach, w tym czołowej bombardierki MŚ 2013 Aliny Wojtas, ale zostały filary – rozgrywające Karolina Kudłacz-Gloc i Kinga Achruk, skrzydłowa Kinga Grzyb oraz bramkarka Weronika Gawlik. Jest za to aż 8 debiutantek w dużej imprezie, w tym kilka zawodniczek z roczników 1996 i 1995, jak skrzydłowe Daria Zawistowska czy Adrianna Górna, które przebojem wdarły się do drużyny Krowickiego. Selekcjoner zabrał do Niemiec 17-osobową kadrę, ale zgłosić do pierwszego meczu może 16 zawodniczek. Na podjęcie decyzji, z której z nich będzie musiał zrezygnować, ma czas do piątku. W trakcie turnieju będzie mógł jednak dokonać jeszcze trzech zmian.

 

Mecze Polek

2.12. Szwecja – POLSKA 18.00

3.12. POLSKA – Czechy 14.00

5.12. Norwegia – POLSKA 20.30

7.12. POLSKA – Węgry 14.00

8.12. Argentyna – POLSKA 14.00

 

Z tej samej kategorii