Sławomir Szmal: „Moje ego nie jest ważne”

Już w czwartek 4 maja (godzina 17.00) reprezentacja szczypiornistów zagra w Mińsku pierwszy z dwóch meczów z Białorusią w eliminacjach do ME 2018. Jeżeli Polacy - po porażkach z Serbią i Rumunią - chcą się jeszcze liczyć w grze o awans, nie mogą potknąć się z zespołem Jurija Szewcowa (drugi mecz w Płocku 7 maja).

MMTS Kwidzyn - Vive Tauron Kielce
 /  fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

TOMASZ MUCHA: Tałant Dujszebajew namówił do powrotu do kadry Krzysztofa Lijewskiego i Karola Bieleckiego, którzy nie zagrali w styczniowych mistrzostwach świata we Francji. Po kontuzjach wracają też Michał Jurecki i Kamil Syprzak. A pan?
SŁAWOMIR SZMAL: Na mistrzostwach we Francji bramkarze spisali się bardzo dobrze. Mamy trzech zawodników w wysokiej formie i bramka nie jest kłopotem w tej drużynie. Zawsze powtarzam, że jak będzie potrzeba, to jestem otwarty i zawsze do dyspozycji. Na bieżąco rozmawiam z trenerem Dujszebajewem.

Brakuje już motywacji?
SŁAWOMIR SZMAL: Ona zawsze była i będzie. Reprezentacja to było niemal całe moje życie, zakładanie koszulki z orzełkiem to coś wyjątkowego. Uważam, że żaden zawodnik nie powinien odmawiać gry w reprezentacji. Ale w tej chwili najważniejszy jest wynik i awans do mistrzostw Europy, a nie moje własne ego.

Został pan jednocześnie asystentem w kadrze B u boku Patryka Rombela. Czy to oznacza, że jeżeli Malcher, Morawski czy Kornecki będą w formie, to pan nie będzie już z nimi rywalizował o miejsce między słupkami biało-czerwonych?
SŁAWOMIR SZMAL: Jeżeli będzie taka konieczność, to jestem w stanie pomóc. Ale w tej chwili nie ma takiej potrzeby.

Co nas czeka z Białorusią?
SŁAWOMIR SZMAL: To będą dwa bardzo ciężkie mecze. Zwłaszcza ten pierwszy, na wyjeździe. Nie będzie praktycznie czasu na przygotowania. Ważne, żeby w krótkim czasie poskładać drużynę, zaprezentować się jako monolit, uniknąć niepotrzebnych błędów, zagrać o niebo lepiej niż z Serbią i Rumunią.

To będzie inna drużyna niż ta, która zajęła dopiero 17. miejsce w mistrzostwach świata?
SŁAWOMIR SZMAL: We Francji wcale nie graliśmy tak źle. Jasne, wyniki nie były takie, jakich oczekiwali kibice, ale na przykład z Norwegami przegraliśmy dopiero w samej końcówce dwoma bramkami (20:22), a Skandynawowie potem zaszli aż do półfinału. Uważam, że jest przyszłość przed naszą drużyną, tylko oczywiście trzeba mocno pracować, żeby przyszły też dobre wyniki.

Z tej samej kategorii