Piotr Przybecki: Były upadki, były wzloty

Na żadnym poziomie nie powinno się zdarzyć to, co nam w meczu z Francją. Ale potem zespół pokazał charakter, i że jest na kim budować - przekonuje trener reprezentacji mężczyzn.

Polska - Rumunia
 /  fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Tomasz MUCHA: W Golden League w Danii Polacy przegrali wszystkie mecze, ale czy może pan zapewnić, że taki jak ten z Francją (15:29) już się tej kadrze nie zdarzy?
Piotr PRZYBECKI: - Na pewno należy do tego nie dopuścić. Na żadnym poziomie nie powinno się coś takiego zdarzyć. Trzeba to sobie jasno powiedzieć - poza pierwszym kwadransem z naszej strony nie miało to wiele wspólnego z piłką ręczną. To był dziwny mecz, nie do końca wiadomo, dlaczego tak się potoczył. Na przykładzie zawodników, którzy przyjechali na zgrupowanie w ostatniej chwili, widać było brak zgrania i komunikacji z resztą drużyny. Parę wspólnych treningów więcej mogło tu coś zmienić. Było też kilka eksperymentów, przynajmniej na tym poziomie rywalizacji.

Na przykład?
Piotr PRZYBECKI: - Choćby Paweł Paczkowski po raz pierwszy w życiu grał na środku rozegrania. No trudno, Francja to może nie jest najszczęśliwszy przeciwnik do takich prób, ale jak się uczyć, to na głębokiej wodzie. Rafał Przybylski musiał wracać na środek obrony. On co prawda w Tuluzie tam gra, ale nie z tej klasy przeciwnikiem. I tak dalej. Być może to trochę źle wpłynęło na komunikację i w ataku, i w obronie. Ale to osobna sprawa. W dwóch kolejnych meczach – z Danią i Norwegią - było już sporo pozytywów. Trzeba patrzeć na przekrój turnieju.

Ale graliśmy bardzo nierówno - jak wyraził się Piotr Chrapkowski: 10 minut fantastycznie, 10 minut tragicznie...
Piotr PRZYBECKI: - Zgadza się. Były wzloty i upadki. Korzystne było, że po dziwnym pierwszym dniu podjęliśmy walkę w dwóch pozostałych meczach. Widać było w chłopakach charakter, parę rzeczy zaczęło im fajnie wychodzić, to było ciekawe.

Czy to jednak nie niepokojące, że mieliśmy rywali na widelcu, ale nie wykorzystaliśmy szans na zwycięstwo?
Piotr PRZYBECKI: - To niestety wynik braku zgrania i doświadczenia. Z Danią, prowadząc czterema bramkami, powinniśmy dowieźć zwycięstwo. Ale zdarzyła się czerwona kartka Paczkowskiego i dwa, trzy rzuty - słupek i noga bramkarza. Szwankowała też gra w przewadze. Po fatalnym początku z Norwegami wróciliśmy do podstawowego ustawienia w obronie 6-0, które zaskoczyło z Danią. I choć przegrywaliśmy już 9 bramkami, doszliśmy na remis. Niestety, szwankowała gra w przewadze, straciliśmy tak ze 3-4 bramki; to bolesne, nie może się zdarzać.

Nonszalancja?
Piotr PRZYBECKI: - Nie sądzę. To raczej kwestia indywidualnych umiejętności technicznych i sposobu rozegrania przewagi. Musimy nad tym pracować intensywniej. Było też parę czynników zawodniczych. Na przykład Przybylski był w lepszej dyspozycji, gdy w czerwcu graliśmy z Serbią i Rumunią, choć oczywiście przeciwnicy byli łatwiejsi. Ale był wtedy w rytmie meczowym, teraz w lidze francuskiej miał za sobą dopiero trzy mecze po kontuzji. Z kolei Paczkowski z Michałem Potocznym grali ze sobą po raz pierwszy, zgranie wymaga czasu trzeba więcej meczów. Ale w reprezentacji tak jest, nie ma czasu, pracujemy z dnia na dzień.

Wciąż mocno kuleje środek rozegrania, wielki kłopot polskiej drużyny...
Piotr PRZYBECKI: - Musimy szukać alternatywy, ale to nie jest proste. Potoczny to sprytny, inteligentny chłopak, ale nie ma aż tak mocnego zwodu, wiążącego ataku; to nie jest w sumie jego wina, tak był prowadzony, uczony... Ale druga sprawa - widział i wie, że przy adwersarzach z drugiej strony boiska musi mocno poprawić braki fizyczne; to inna atletyka i energia, które dają napęd drużynie. To mocno indywidualna sprawa, wymagająca dłuższej, systematycznej pracy. Mamy też zawodników, których trzeba napędzić, wspólnie wypracować im pozycje do rzutu, jak Przybylski czy Tomek Gębala. Najlepszy z nich w grze jeden na jeden, poruszaniu się, ataku, jego ponowieniu jest Paczkowski, to widać w jego grze.

Zadebiutował Mateusz Wróbel z Wybrzeża, ale grał krótko.
Piotr PRZYBECKI: - Kolejny eksperyment, bo środek to nie jest jego naturalna pozycja. Wszedł z Francją, ale przy bladej postawie całego zespołu trudno go oceniać. W kadrze B są podobni chłopcy do Potocznego, też z Kwidzyna, Maciej Pilitowski i młody Arek Ossowski. Śledzimy rodzimą ligę, nie ma wielkiego wyboru, ale będziemy próbować dalej.

Mamy za to pewniaka w bramce?
Piotr PRZYBECKI: - Faktycznie, Adam Malcher pokazał się z tak dobrej strony, że na dzisiaj rywalizację wygrał, ale to jeszcze nie koniec. Piotrek Wyszomirski z Francją też odbił sporo piłek i nie prezentował się źle, ale w takim meczu trudno mówić o dobrym występie kogokolwiek z drużyny.

Pecha miał Mateusz Kornecki – wyszedł z Norwegami i szybko wrócił na ławkę...
Piotr PRZYBECKI: - Nie miał pola do popisu, praktycznie mógł tylko patrzeć, jak rywale sobie nabiegają i rzucają. Jedną kontrę złapał, a resztę rzutów miał z pozycji, z których musiałby być w wielkiej formie, żeby je odbijać. Musieliśmy jednak coś zmieniać. Cały turniej generalnie był popisem bramkarzy. Norweg Bergerud zatrzymał Francję, a Christensen trochę nas, w pewnym momencie miał 80 procent skuteczności, jakieś niesamowite liczby. Landin był autorem wysokiej przewagi Duńczyków z Francuzami i dobił Norwegów, a jego kolega Green zagrał super zawody z nami. I tylko francuscy bramkarze, gdy zabrakło legendarnego Thierry Omeyera (zakończył reprezentacyjną karierę - przyp. red.) grali średnio.

Reasumując, ma pan już trzon, który w styczniu nie da się Portugalii w turnieju prekwalifikacyjnym do mistrzostw świata, a w czerwcu powalczy już w dwumeczu o awans na mundial?
Piotr PRZYBECKI: - Na pewno będziemy się obracać w tej grupie. Po konsternacji w pierwszym dniu było wiele pozytywów. Jest na kim budować, ale musimy coś wymyślić jeżeli chodzi o środek rozegrania i kierowanie grą, będziemy kombinować. No i musimy zwracać uwagę na pewne detale, wystrzegać się prostych błędów.

Z tej samej kategorii