To nie była wycieczka. Za polskimi szczypiornistkami zgrupowanie w Japonii

Trener żeńskiej reprezentacji Leszek Krowicki przekonuje, że dwutygodniowe zgrupowanie w Japonii było bardzo owocne.

Biało-czerwone przygotowują się do eliminacji mistrzostw Europy 2018 (27 września z Włoszkami w Lubinie i 4 dni później w Nitrze ze Słowacją) oraz grudniowych mistrzostw świata w Niemczech, do których zespół Leszka Krowickiego - po przegranym dwumeczu play offu z Rosją - otrzymał „dziką kartę”.

 

Na początku sierpnia selekcjoner zabrał zawodniczki z krajowych klubów na dwa tygodnie do Japonii. W miejscowościach Kumamoto i Oita Polki zagrały cztery mecze, w tym trzy oficjalne - przegrały 21:22 z drugą reprezentacją gospodarzy, pokonały mistrzynie Afryki, Angolę 30:28 i uległy w rewanżu 22:30 oraz wygrały 32:26 z pierwszą drużyną Japonii.

 

- Słyszałem opinie, że taka wyprawa w środku lata nikomu nie przyniesie wielu korzyści. Ale zapewniam, to nie była wycieczka krajoznawczo-turystyczna, choć oczywiście gospodarze mieli dla nas także program atrakcji, jak choćby wyprawę na... małpie wzgórze. Przeżyliśmy także tajfun. Praca z zespołem to jak funkcjonowanie w rodzinie, z którą spędza się czas, siada do stołu, rozmawia, wzajemnie poznaje. Przed dwoma laty, po znakomitym czwartym miejscu w mistrzostwach świata, byliśmy zmuszeni do przeprowadzenia poważnych zmian. Wtedy byliśmy najstarszą drużyną w elicie światowej. Od tamtego momentu wiele zawodniczek zakończyło kariery, niektóre zostały matkami. Budujemy nową, młodą drużynę, która potrzebuje czasu, aby wypracować pewne schematy, automatyzm. Jestem wdzięczny trenerom klubowym, że zgodzili się na kilkanaście dni oddać swoje kluczowe zawodniczki, wszystkie wróciły zdrowe. Pamiętajmy, że mistrzostwa świata w 2019 i najbliższe igrzyska odbędą się w Japonii, mamy ambicje grać w obu tych imprezach. Teraz zebraliśmy sporo doświadczeń związanych z tamtejszą kulturą, przyrodą czy kuchnią - przekonuje selekcjoner.

 

Wróci młoda mama

Po powrocie z Azji Krowicki obserwował przygotowania klubów do sezonu (rusza 9 września) - był w Koszalinie, Szczecinie i Lubinie. Teraz wrócił do Niemiec, choć jak wiadomo zrezygnował po poprzednim sezonie z pracy w Oldenburgu, chcąc skupić się tylko na reprezentacji. Powołania na inauguracyjne mecze eliminacji Euro 2018 roześle za około dwa tygodnie.

 

Bardzo prawdopodobne, że po ponadrocznej przerwie wróci do niej Karolina Kudłacz, która po urodzeniu dziecka wróciła już do treningów w nowym klubie. - Na mistrzostwa świata zdąży na pewno, na dodatek gramy pierwszą fazę w Bietigheim, dokąd „Kudi” się przeniosła z Lipska. Po cichu liczę jednak, że pomoże nam już pod koniec września - mówi selekcjoner, którego cieszy także, że do gry wróciła nowa zawodniczka Zagłębia Lubin, bombardierka Alina Wojtas. - Alina w dobrej formie to wielki atut drużyny. Miała jednak spore zaległości, liczę, że liga pomoże jej dojść do optymalnej dyspozycji - dodaje Krowicki.

 

Styl też się liczy

W orbicie zainteresowań szkoleniowca pozostają także zawodniczki z pozostałych klubów zagranicznych: bramkarka Adrianna Płaczek (Fleury Loiret), rozgrywające Ewa Andrzejewska (Toulon-Saint Cyr Var), Monika Kobylińska (TuS Metzingen) oraz Emilia Galińska (Neckarsulmer S-U).

 

- Dobrze, że eliminacje Euro zaczynamy z Włoszkami, które nie należą do potentatów. Ale oprócz zwycięstwa liczyć się będzie także styl jaki zaprezentujemy. Chcemy udowodnić, ze jesteśmy na dobrej drodze i że wyselekcjonowaliśmy grupę zawodniczek, które będą tworzyć trzon reprezentacji - mówi selekcjoner.

Z tej samej kategorii