Zwycięskie pożegnanie reprezentacji z mistrzostwami Europy

Polska - Szwecja
 /  fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Polska w meczu o siódme miejsce pokonała we Wrocławiu Szwecję. To był ostatni mecz Polaków.

Wychodzących na mecz ze Szwedami Polaków przywitał przygnębiający widok pustych sektorów; wczesnopopołudniowa pora była tylko ich częściowym wytłumaczeniem. Gdyby stawką spotkania był wymarzony medal, chętnych byłoby pewnie kilka razy więcej niż 6,5 tysiąca miejsc we wrocławskiej Hali Stulecia, dokąd na sam koniec biało-czerwoni musieli się wynieść z 15-tysięcznej Kraków Areny. A tak serwisy społecznościowie pełne były błagalnych ofert przecenionej odsprzedaży biletów na mecz z udziałem upadłych „gladiatorów” - jeszcze w środę rzecz zupełnie nie do pomyślenia.

 

Mina Bieglera

Także mina trenera Michaela Bieglera mówiła wiele o człowieku, który zawiódł oczekiwania milionów Polaków, który po czwartkowej dymisji wczoraj po raz ostatni prowadził polską reprezentację, a który pewnie po 14-bramkowym linczu z Chorwacją wolałby zapaść się pod ziemię.
Po meczu jego zawodnicy jeszcze nie skończyli schodzić przez strefę wywiadów do szatni i nie było jeszcze konferencji prasowej, na którą jako trener i tak musiał pójść, a Niemiec już stał w zimowej kurtce, z plecakiem na ramieniu. Jakby chciał jak najszybciej uciec, gdzieś się zaszyć i mieć wreszcie święty spokój od powtarzających się pytań o Chorwację.
Przed meczem zastanawiano się, czy po huraganie, który zmiótł Polaków z walki o medale, Ci zdołają wstać z kolan. Na dodatek w meczu, którego stawka była marnym ochłapem wobec marzeń, które rozwiały się dwa dni wcześniej w ciągu czterech kwadransów.

 

Zbudowali na gruzach

Biało-czerwoni zapowiadali oczywiście, że będą chcieli godne pożegnać się z kibicami, ale mecz z Chorwatami musiał zburzyć nie tylko zaufanie kibiców, ale też do samych siebie. I choć po Michale Jureckim (tylko 1 bramka) czy Karolu Bieleckim (ledwie 4 na 11 prób) widać było, że błądzą gdzieś myślami, okazało się, że na tych gruzach dało się zbudować zwycięstwo.
- Nie ma się co oszukiwać, ten mecz nie miał żadnej rangi. Ale dla mnie niepotrzebna była żadna dodatkowa mobilizacja, gramy dla reprezentacji Polski, to zawsze jest wystarczający powód – mówił po meczu Sławomir Szmal.

 

Najlepszy Konitz

Kapitan polskiej drużyny był ojcem zwycięstwa – obronił dwa z trzech rzutów karnych i 11 innych rzutów Szwedów, kończąc mecz z 35-procentową skutecznością. Został wybrany graczem meczu, co wyjątkowo w tych mistrzostwach nie budziło zastrzeżeń.
Mecz był wyrównany, ale stał na słabym poziomie, obie drużyny myliły się na potęgę – oprócz Bieleckiego słupki obijał Michał Szyba.
W składzie Polaków zabrakło kontuzjowanych Krzysztofa Lijewskiego i Rafała Glińskiego. Pierwszego wyeliminował uraz łydki, a drugi wciąż zmaga się z naciągnięciem stawu nadgarstka i narażanie go na pogłębienie kontuzji w meczu o nic byłoby głupotą. W meczowej szesnastce zastąpili ich Piotr Masłowski i Robert Orzechowski, którzy zapisali się w protokołach i na liście strzelców.
Najlepiej z tych, którzy w mistrzostwach odegrali role drugoplanowe, zaprezentował się jednak Bartosz Konitz, autor kilku efektownych bramek. To był najlepszy występ "Holendra" w krótkiej dotychczas reprezentacyjnej przygodzie.
Od 56 minuty Szmal i polska obrona nie pozwolili Szwedom na trafienie, a gole Kamila Syprzaka i Bieleckiego przechyliły szalę na naszą korzyść.

 

Dziękują trenerowi

Po meczu na antenie Polsatu Szmal podziękował ministerstwu sportu, federacji i sponsorowi za „wspaniałe zorganizowanie mistrzostw”. - Dziękujemy też trenerowi za współpracę, bo oprócz przykrych chwil w tych mistrzostwach przeżyliśmy też razem piękne chwile. Wybór jego następcy nie należy do zawodników – kapitan drużyny uciął próby „wybadania” przepytującego go dziennikarza.
Ale można być pewnym, że zdanie Szmala, Jureckiego i Bieleckiego będzie się liczyło, bo to igrzyska w Rio de Janeiro będą dla nich ostatnią wielką imprezą, w której powalczą o medale. Awans Polacy powinni „zaklepać” w turnieju, w którym wystarczy im pokonać dwie egzotyczne drużyny, a który prawdopodobnie odbędzie się w gdańskiej Ergo Arenie 8-10 kwietnia.

 

POLSKA – SZWECJA 26:24 (12:12)

 

POLSKA: Szmal, Wyszomirski – Krajewski 5, Orzechowski 2, Bielecki 4, Wiśniewski 1, Jurecki 1, Konitz 5, Grabarczyk, Masłowski 1, Syprzak 2, Daszek 1, Gębala 2, Łucak 1, Szyba, Chrapkowski 1. Kary 2 min.

SZWECJA: Andersson, Appelgren – Olsson 2, Persson, Kallman, Ekberg, L. Nilsson 5, Konradsson, Karlsson, Jakobsson 2, Petersen 2, Stenmalm 4, Ostlund 3, Zachrisson 1, A. Nilsson 3, Nielsen 2. Kary 2 min.

 

 

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii