Porażka Polek z Rosją. Zwycięstwo było bardzo blisko

POLSKA - ROSJA
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus
19-03-2016 | 08:10

Autor: Zbigniew Cieńciała

Polskie szczypiornistki przegrały w Astrachaniu z Rosją 25:27 w pierwszym meczu turnieju o awans na igrzyska w Rio, choć trzy minuty przed końcem prowadziły jedną bramką.

 

Nie udał się reprezentacji Polski pierwszy występ w turnieju kwalifikacyjnym o bilety na igrzyska olimpijskie do Rio de Janeiro. Trzy ostatnie pojedynki z Rosją, w tym dwa w mistrzostwach Europy i w grudniu ubiegłego roku na mundialu w Danii, podopieczne Kima Rasmussena rozstrzygnęły na swoją korzyść, jednak pewny siebie, doświadczony szkoleniowiec „Sbornej” Jewgienij Trefiłow zaznaczył, że więcej porażek nie będzie. I nie pomylił się, zemsta za poprzednie wpadki z biało-czerwonymi się udała. O porażce z Rosją zadecydowały trzy niewykorzystane ostatnie rzuty w meczu, a także trzy niewykorzystane rzuty karne na pięć prób. Na 150 sekund przed końcem meczu nasza reprezentacja prowadziła 25:24 i w sytuacji sam na sam, stojąc centralnie na wprost bramki znalazła się Monika Stachowska. Gdyby trafiła...

 

Pierwsza połowa była bardzo dobra w wykonaniu biało-czerwonych. Co prawda pewne siebie gospodynie błyskawicznie objęły trzybramkowe prowadzenie, także dlatego, że Marta Gęga nie wykorzystała rzutu karnego na samym początku spotkania. Nasze zawodniczki nie zdeprymowały się tą stratą. Na bardzo agresywną i aktywną grę w obronie Rosjanek nasze zawodniczki odpowiadały tym samym, w konsekwencji dość szybko odrobiły straty, a w 14 minucie wyszły nawet na prowadzenie. Trefiłow szalał przy linii bocznej boiska, jednak to Kim Rasmussen ujrzał żółtą kartkę za krytykowanie orzeczeń koreańskich arbitrów. Tak czy owak ogromna niespodzianka wisiała w powietrzu, tym bardziej, że Rosjanki zaczęły popełniać proste błędy, a w naszej bramce fantastycznie spisywała się Anna Wysokińska, która obroniła nawet rzut karny Wachariewej.


W 28 minucie Polki ponownie prowadziły i miały piłkę na kolejnego gola, ale Kulwińska trafiła w słupek. W odpowiedzi „Sborna” w kilkanaście sekund zdobyła dwa gole, na szczęście Kulwińska na sekundę przed końcową syreną już się nie pomyliła. Remis z faworytem kwalifikacji był optymistycznym prognostykiem przed drugą połową.


Po przerwie rosyjski selekcjoner wyciągnął asa z rękawa. Ludmiła Postnowa po dwóch latach nieobecności wróciła do kadry i szybko wpakowała nam trzy gole, wyprowadzając swój zespół na trzybramkowe prowadzenie. Na kwadrans przed końcem spotkania przegrywaliśmy dwoma bramkami, wówczas koncert w bramce rozpoczęła Weronika Gawlik. Jej fenomenalne interwencje sprawiły, że ostatnie minuty toczyły się pod nasze dyktando. Rosjankom strach zajrzał w oczy, ale to Polki nie utrzymały nerwów na wodzy i straciły szansę na wygraną. Po rzucie w poprzeczkę Agnieszki Jochymek niesamowita Wachiriewa przesądziła o wyniku spotkania.
Jutro nasza drużyna zmierzy się z reprezentacją „Trzech Koron”, która dziś miała spacerek na rozgrzewkę w Astrachaniu z Meksykiem. Podczas ubiegłorocznych MŚ w Danii przegraliśmy z nimi w grupie jedną bramką. Na pewno są w zasięgu biało-czerwonych. Receptą na sukces będzie mocna obrona i skuteczna gra w ataku. Początek meczu o godz.14.00.

 

Polska - Rosja 25:27 (11:11)

Polska: Wysokińska, Gawlik - Kobylińska 5, Stachowska 1, Siódmiak 3, Gęga 1, Kocela 2, Kudłacz-Gloc 2, Zych, Drabik, Kołodziejska 1, Zalewska 2, Stasiak 2, Jochymek 2, Kulwińska 4, Achruk.

Rosja: Sedojkina, Erochina, Kalinina - Gorszkowa 1, Postnowa 3, Dmitriewa 4, Sen 2, Akopian 3, Wiachiriewa 7, Bobrownikowa 2, Marennikowa 1, Bliznowa 2, Ilina 2, Sliwinskaja, Petrowa, Atkowa.

 

Szwecja - Meksyk 41:20 (21:9)