Sławomir Szmal: Nie jestem strażakiem

Rozmowa ze Sławomirem Szmalem, trenerem bramkarzy w reprezentacji Polski, zawodnikiem PGE Vive Kielce.

Otwarty trening reprezentacji Polski
 fot. Martyna Szydlowska  /  źródło: Pressfocus

Maciej CENDER: Ma pan 39 lat, jest pan ikoną drużyny, która przez ostatnich dziesięć lat dostarczyła kibicom wielu niezapomnianych emocji. Czy młodsi koledzy, podając rękę na powitanie, zamiast cześć mówią dzień dobry panu?
Sławomir SZMAL: - Szkoda, że nie ma w kadrze kogoś z rodziny, może usłyszałbym przy wyciągnięciu ręki: - Dzień dobry wujku! Dziennikarze zawsze potrafią z niczego zbudować coś wielkiego. Fakt, jestem najstarszy w zespole, ale nikogo nie traktuję z góry, nie dąsam się, nie wywyższam. Dla mnie jest to kolejne, normalne zgrupowanie. Tyle tylko, że mam trochę więcej lat od kilku chłopaków powołanych przez trenera. Nie chodzę z głową w chmurach. Traktuję młodszych normalnie, ot, po kumpelsku. Co ważne, nie jestem tu strażakiem, który ma ugasić pożar. Kimś, kto przyjdzie i za kilka tygodni wygra turniej w Portugalii.

Ponoć atmosfera w kadrze jest znakomita, a Piotr Przybecki nie tylko znakomicie motywuje do treningów, ale i wyjątkowo dba o dobre relacje interpersonalne?
Sławomir SZMAL: - Dobry szkoleniowiec, a takim jest Piotrek, musi dbać o wiele aspektów. Spotkanie kilkunastu młodych ludzi, o różnych charakterach musi być zaplanowane wielotorowo. Trener nie tylko rozpisuje ćwiczenia podczas zajęć. Jest też starszym kolegą, pedagogiem, psychologiem, tym, który potrafi rozładować ciężką atmosferę. Aktualny opiekun reprezentacji ma takie cechy.

Z niejednego trenerskiego pieca jadł pan chleb. Jacy byli poprzednicy Przybeckiego dla zawodników - kolegami, wymagającymi na każdych zajęciach nauczycielami czy może tyranami nieznoszącymi sprzeciwu?
Sławomir SZMAL: - Tyranów w pracy z kadrą nie spotkałem. Zresztą w takim skupisku ludzkim dla tyranów miejsca nie ma. Ktoś, kto pozjadał wszystkie rozumy, szybko wyleciałby z pracy, nie osiągając sukcesów. Ostatni trzej opiekunowie kadry - Tałant Dujszebajew, Michael Biegler i Bogdan Wenta - mieli wiele wspólnych, pozytywnych cech. Większość zawodników zwracała się do każdego z nich po imieniu. Taka zażyłość mocno pomaga w pracy, mobilizuje sportowców do jeszcze większego wysiłku. Głupio ci jest, jeśli, z tyłu głowy masz zakodowane, że „trener to twój przyjaciel” – a ty go oszukujesz. Różne były sytuacje w kadrze, ale jak sięgam pamięcią wstecz, nigdy nie wyrażaliśmy się negatywnie o trenerach. W tym miejscu trzeba dodać, że jeśli coś zawalałeś, koleżeńskie koneksje szły do kąta. A trener używał mocnych słów, by doprowadzić wszystko do ładu i składu. Najważniejsze, by szkoleniowiec miał u zawodników autorytet. Wyprzedzając kolejną kwestię – Przybecki takowy ma. Ma w rękach prawdziwy oręż w postaci kilkuset meczów rozegranych w Bundeslidze. Jest szanowany w międzynarodowym środowisku, ma szerokie znajomości. To wszystko pomaga w nowym wyzwaniu.

Dodajmy – w bardzo trudnym wyzwaniu. Kibice przez ostanie lata przyzwyczaili się do sukcesów. Teraz jedziemy na prekwalifikacyjny turniej z obawami o wynik końcowy. Kadra zbiera się po cichu, trenuje jakby za kotarą...
Sławomir SZMAL: - To proszę się cofnąć nie o 10, a o 12-13 lat. Kto wówczas znał Tkaczyka, Szmala, Bieleckiego i innych? Na mistrzostwach Europy w Słowenii w 2004 roku zajęliśmy ostanie, szesnaste miejsce. Rok później nie pojechaliśmy na mistrzostwa świata do Tunezji. Tak jak dzisiejsi młodzi kadrowicze byliśmy na arenie międzynarodowej anonimowi. Byliśmy w ogródku, ale nie w głównym ogrodzie. Dziś, każdy z tych młodych chłopaków ma szansę pokazania się, zaistnienia w szerszym gronie. Udowodnienia nie tylko wiecznym krytykantom, ale w głównej mierze sobie samym, że coś potrafią. Że drzemią w nich nieprzeciętne umiejętności. Pierwszym ku temu krokiem będzie Turniej 4 Narodów. Drugim, znacznie poważniejszym, impreza w Portugalii. Jeśli przebrniemy te przeszkody, każdy będzie mógł stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie „wykonałem kawał dobrej pracy”. Jeśli coś – nie daj Boże – nie wyjdzie, nie będzie można zakrywać twarzy dłońmi i poddawać się! Każdy, przede wszystkim kibice, będą musieli zdać sobie sprawę z tego, że budowa silnej drużyny reprezentacyjnej to proces długofalowy, kilkuletni...

Niezależący tylko od selekcjonera i samych zawodników. Dużo pracy do wykonania mają również działacze związkowi...
Sławomir SZMAL: - To chyba temat na inną rozmowę.

 

Z tej samej kategorii