Artur Siódmiak: Musi nastąpić wstrząs

To nie jest pogrzeb, ale czas na kompleksowy plan naprawczy, przemyślany i gruntowny - mówi dwukrotny medalista mistrzostw świata (2007, 2009).

Artur Siódmiak
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Tomasz MUCHA: Czy rezygnacja Tałanta Dujszebajewa nie jest zbyt pochopna?
Artur SIÓDMIAK: - Jestem ostatnią osobą, która by wieszała psy na trenerze i chłopakach. Wiem, co teraz czują. Za wyniki odpowiada oczywiście trener, ale moim zdaniem Dujszebajew to dobry szkoleniowiec. Trzeba przyznać, miał też pecha – plagę kontuzji przed mistrzostwami świata i podjął się ciężkiej misji. Byłem jednak zdziwiony jego decyzją, była impulsywna, a powinna być przemyślana i podjęta z chłodną głową. Moim zdaniem zarząd związku musi się spotkać z Tałantem i trenerami wszystkich kadr, aby omówić wiele kwestii.

Jakich jeszcze?
Artur SIÓDMIAK: - Chodzi nie tylko o pierwszą drużynę, ale głównie o system szkolenia, o pracę u podstaw oraz o to, co się dzieje w reprezentacjach juniorskich i młodzieżowych, a tam zbyt różowo nie jest. Pytań jest bardzo dużo i jak najszybciej trzeba na nie znaleźć odpowiedź. Potrzebny jest wstrząs, kompleksowy plan naprawczy, dobrze przemyślany i gruntowny. Powstają młodzieżowe ośrodki szkolenia, ale ich wciąż jest za mało.

Efekt zmian może przynieść owoce za lata. Ale teraz, po odejściu graczy doświadczonej generacji, Polska ma wielki problem z pokoleniem zawodników w wieku 25-30. Tej dziury chyba już nie da się zasypać?
Artur SIÓDMIAK: - To prawda, u nas „młodzi” są Marek Daćko i Krzysztof Łyżwa, zawodnicy w wieku 26-27 lat, którzy nieśmiało dopiero wchodzą do reprezentacji. Na świecie wschodzącą gwiazdą jest Sander Sagosen, lider norweskiej reprezentacji, który ma 21 lat, młodzież dominuje w Niemczech, gdzie też kilka lat temu mieli problem. Byłem jednak przekonany, że awansujemy na Euro. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że naszą drużynę było stać, aby zająć w grupie jedną z dwóch czołowych lokat. Byłem co prawda pewien, że po igrzyskach olimpijskich w Rio i po zmianie pokoleniowej, nasza reprezentacja może nie prezentować poziomu, do jakiego przez lata nas przyzwyczaiła, jednak nie brałem pod uwagę tego, że zabraknie nas w styczniu w Chorwacji.

Przyszłość rysuje się czarno?
Artur SIÓDMIAK: - Cofnęliśmy się do zamierzchłych czasów. Do finałów mistrzostw świata w 2019 roku będziemy musieli przebijać się już od preeliminacji i na pewno na naszej drodze stanie jakaś silna drużyna. Mnie też jest smutno, ale to nie jest pogrzeb polskiej piłki ręcznej; takie jest życie, po latach tłustych, przychodzą chude. Trzeba podnieść głowy i pracować. Paradoksalnie, im w głębszy dół się wpadnie, tym mocniej można się z niego odbić.

Ale igrzyska w Tokio już za trzy lata; będzie raczej trudno zdążyć z budową silnej reprezentacji?
Artur SIÓDMIAK: - Żeby pojechać do Tokio trzeba zagrać rok wcześniej w mundialu w Niemczech i Danii oraz zająć odpowiednio wysokie miejsce premiowane awansem do turnieju kwalifikacyjnego. Ale chyba trzeba skupić się na mistrzostwach świata w 2023 roku w Polsce i Szwecji, które będą jednocześnie kwalifikacją do kolejnych igrzysk.

 

Z tej samej kategorii