Leszek Krowicki: Proszę mnie jeszcze nie rozliczać!

- Po sukcesie nad Szwecją, w następstwie zwycięstw w Pucharze Karpat, otrzymałem całą masę gratulacji za widoczne postępy w grze reprezentacji. Niektórzy pisali, że tak dobrze i nowocześnie grającej polskiej drużyny jeszcze nie widziano. Dziś wielu z oceniających pozbawiłoby mnie pracy natychmiast - mówi trener polskich szczypiornistek po nieudanych mistrzostwach świata w Niemczech.

Polska - Angola
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

TOMASZ MUCHA: Czy już pan wie, dlaczego nie zawojowaliśmy niemieckiego czempionatu?

LESZEK KROWICKI: - Przyczyn jest wiele. Z dziką kartą losowano nas z najgorszego koszyka i już na starcie trafiliśmy do „grupy śmierci”. Szwedki i Norweżki walczyły ostatecznie o medale. Czeszki ograły w 1/8 finału Rumunię. Sukces nad Szwecją w meczu otwarcia kosztował nas - jak się okazało - zbyt wiele, choć brzmi to wręcz paradoksalnie.

 

Po Szwecji przyszedł ten fatalny mecz z Czeszkami...

LESZEK KROWICKI: - Jesteśmy zawiedzeni ostatnim kwadransem spotkania. Prowadziliśmy przecież pięcioma bramkami i... przestaliśmy grać, dobrze, mądrze i skutecznie. Mnożyły się różne błędy. Może 14-godzinna różnica między dwoma meczami była jednak zbyt krótka? Zawiodło wiele elementów. Mentalnie też nie byliśmy w odpowiednim miejscu.

 

Mentalnie? Prowadziliśmy 5 bramkami, w zapasie była wygrana ze Szwecją, a wcześniej zwycięski turniej w Rumunii. Pewności siebie nie powinno zawodniczkom braknąć...

LESZEK KROWICKI: - Mieliśmy podstawy do optymizmu, ale hamowaliśmy euforię po wcześniejszych dobrych występach. Po takim meczu jak z Czechami będzie oczywiście wielu mądrych i jeszcze więcej teorii. Myślę, że jedną z nich będzie i to, że przerwa na regenerację była zbyt krótka dla drużyny o naszym doświadczeniu. Uważam, że w wielu drużynach więcej zawodniczek dysponuje większym ograniem na takim właśnie poziomie. Będziemy i nad tym pracować, bo to też kwestia czasu, treningu i doświadczenia.

 

Spotkał się pan już ze stwierdzeniem, że Krowicki musi odejść?

LESZEK KROWICKI: - Po sukcesie nad Szwecją, w następstwie zwycięstw w Pucharze Karpat, otrzymałem całą masę gratulacji za widoczne postępy w grze reprezentacji. Niektórzy pisali, że tak dobrze i nowocześnie grającej polskiej drużyny jeszcze nie widziano. Dziś wielu z oceniających pozbawiłoby mnie pracy natychmiast. To chyba normalne reakcje i typowe dla zawodu trenera. Ale proszę mnie jeszcze nie rozliczać. Z moimi przełożonymi w Związku Piłki Ręcznej w Polsce będziemy oczywiście wkrótce analizować nasze występy w Niemczech.

 

Obejmując reprezentację, wiedział pan, na co się pisze...

LESZEK KROWICKI: - I nigdy tej decyzji nie żałowałem. Dano mi czas i szansę pracy do 2020 roku i kilkanaście miesięcy, jakie mamy za sobą, zostały dobrze wykorzystane. Złe miejsce na niemieckich mistrzostwach nie może być jedynym kryterium oceny mojej i drużyny. Mój poprzednik wywalczył czwarte miejsce po trzech latach intensywnych przygotowań. Proszę pamiętać o porażkach, ale też o wygranych meczach. Proszę sobie przypomnieć, że dobrze wystartowaliśmy w eliminacjach do kolejnych mistrzostw Europy i o fakcie, że reprezentacja została poważnie przemeblowana. Wbrew opiniom laików ten proces wymaga czasu.

 

A co w pana ocenie już w naszej grze było dobre?

LESZEK KROWICKI: - Ogólnie rzecz biorąc - graliśmy lepiej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Kadra drużyny jest w dużej mierze ustabilizowana. Gramy całą masę ciekawych kombinacji w ataku i znamy taktyczne odpowiedzi na różne systemy obronne rywali. Gramy odważnie i szybko. Dobrze już funkcjonuje kontratak i szybki środek. Tworzymy też dobry kolektyw, w czym duża zasługa kilku doświadczonych zawodniczek. I jesteśmy bardzo waleczni. Wiem, że nasze zwycięstwa z Angolą albo Brazylią nie są usprawiedliwieniem, ale akurat w tych meczach dziewczyny pokazały, że potrafią znakomicie walczyć do końca. Obie drużyny mają w swoich składach znakomite piłkarki i prowadzone są przez światowej klasy fachowców. Brazylię pokonaliśmy ostatnio dwukrotnie, a w jej szeregach wystąpiło więcej mistrzyń świata z 2013 roku niż u nas tych, które były czwarte na poprzednich MŚ.

 

W porządku, ale co w naszej grze szwankuje, skoro mimo wszystko nie wyszło?

LESZEK KROWICKI: - Musimy zdecydowanie poprawić grę w obronie. Lepiej przygotować zawodniczki motorycznie, bo szybka gra wymaga większego potencjału tak wytrzymałości, jak i innych cech wpływających na ich stan wytrenowania, regenerację czy koncentrację. Musimy częściej grać z rywalami z najwyższej półki. Szwankuje brak doświadczenia wynikającego z niedostatecznej ilości konfrontacji z silnymi rywalami chociażby w polskiej lidze. I trzeba intensywniej pracować nad stroną mentalną, inspirować niektóre piłkarki do większej pracy nad sobą, nie tylko podczas zgrupowań kadry. Mamy masę przykładów w drużynie, że indywidualna praca nad sobą jest dziś niezbędna, wręcz konieczna.

 

Reprezentacji pewnie nie pomaga, że polskie kluby nie liczą się w Europie, podobnie jak drużyny młodzieżowe...

LESZEK KROWICKI: - Pracujemy nad podniesieniem poziomu wszystkich żeńskich reprezentacji oraz poziomu naszej ligi. Ale faktem niezbitym jest, że dobre reprezentacje oparte są na piłkarkach występujących w silnych bądź najsilniejszych europejskich zespołach klubowych – jak Holenderki, Szwedki, czy Czeszki.

 

Te kluby w Europie nie biją się o polskie zawodniczki...

LESZEK KROWICKI: - Mamy przedstawicielki w klubach zagranicznych, ale mniej niż inne, liczące się nacje. Takie doświadczenia mają zdecydowanie pozytywny wpływ na rozwój większości. Nie ukrywam, że chciałbym, by moje podopieczne korzystały z takich możliwości. Choć przykład Kingi Grzyb potwierdza, że talent i pracowitość funkcjonują też w Polsce.

 

Wspomniał pan o celu, jakim są igrzyska. Ale by zagrać w turnieju kwalifikacyjnym w Tokio, trzeba być wysoko w mistrzostwach Europy. Czyli już za rok. Mało czasu...

LESZEK KROWICKI: - Nie patrzmy na wszystko w czarnych kolorach. Kto wierzył, że pokonamy Szwecję, Rumunię, Brazylię? Ja widzę w połowie napełnioną szklankę, a nie do połowy pustą. Zdaję sobie oczywiście sprawę z mankamentów i tego, co w mojej pracy wymaga poprawy, ale wierzę w ten zespół i w moich współpracowników.

 

Być może będzie pan też musiał prosić... Jedna z liderek kadry, Kinga Grzyb, dała wyraz w „Sporcie” wielkiemu rozczarowaniu, napomknęła nawet o zakończeniu reprezentacyjnej kariery...

LESZEK KROWICKI: - Trzeba umieć znaleźć się w jej skórze. Była już dwa razy czwarta na świecie. Trudno więc nie rozumieć tego rozczarowania. Mam jednak nadzieję, że czas goi rany. Nasza współpraca układała się do tej pory bardzo dobrze i wierzę w przydatność Kingi dla drużyny. Jeżeli będzie trzeba, będę ją prosił o dalszą grę w kadrze, a nawet ukłonię się przed nią bardzo nisko. Zasłużyła na to.

 

Z tej samej kategorii