Obrzydliwa klasa

Miejsce jest idealne. Państwowy Pałac Kremlowski w Moskwie nadaje się świetnie, tak samo jak cały mundial w Rosji - to będzie sos z kiczu, blichtru, obłudy i cynizmu, w którym futbolowe gwiazdy powinny czuć się jak ryby w wodzie.

Legia Warszawa - Real Madryt
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Świata nie zmienisz, ale życzenia można mieć. Gdy więc będziemy już wytrzeszczać gały za fikającymi kulkami, a latem nad Wołgą i Dnieprem chłopcy Nawałki na dobry początek wkulają Peru, Tunezji i Panamie (a co!), marzę, by potem w triumfalnym pochodzie złoili tyłki drużynom Ronaldo, Messiego i Neymara. Nic tak nie cieszy jak utarcie zadartego nosa obrzydliwie bogatym.
Oczywiście nasz Lewandowski do pariasów nie należy, ale też w opublikowanej właśnie po polsku książce „Brudna piłka. Z archiwum Footboll Leaks” pojawia się tylko raz, i raczej w korzystnym świetle. Na tle swoich słynnych kolegów z Realu, Barcelony czy Parku Książąt wciąż wygląda bardziej na człowieka niż pazernego rekina.
Autorzy wspomnianej pozycji, Rafael Buschmann i Michael Wulzinger, nie mają jednak złudzeń. Zawodowy futbol generalnie to wielki przekręt, a gwiazdy - za pomocą menedżerów i cwanych doradców - robią wszystko, byle tylko nie płacić podatków, zakładają więc firmy w rajach podatkowych albo spółki „wydmuszki”.
Ostatni na liście jest Luka Modrić, który został oskarżony o działanie na szkodę hiszpańskiego urzędu skarbowego na sumę prawie 900 tys. euro. Śledztwa o przestępstwa podatkowe toczą się przeciwko Cristiano Ronaldo i Marcelo, a ich słynny kolega z Barcy został nawet skazany na 21-miesięczny pobyt w więzieniu (!). Gdyby jednak Leo poszedł za kratki, spadłby produkt narodowy brutto w Hiszpanii, więc odsiadkę zamieniono Argentyńczykowi na grzywnę, całe 252 tysięcy euro...
Nie łudźmy się - najlepsi, a więc najbogatsi sportowcy na kuli ziemskiej (nie tylko piłkarze), to nie są skromne, bezinteresowne rybki Nemo; to żarłoczne ludojady, które nie przepuszczą żadnej okazji, by zamiast 10 milionów zarobić 12, a oprócz zarobionych stu wyrwać jeszcze kilka. Taka nasza natura - masz dużo, chcesz jeszcze więcej.
Od kilku dekad zglobalizowany świat nieuchronnie rozwarstwia się na dwa bieguny - nieliczną w sumie klasę obrzydliwych bogaczy i miliardy reszty, której system dociska śrubę, ścigając za każde niezapłacone euro, dolara czy złotówkę. Gdy ci, którzy nie powinni mieć najmniejszych kłopotów z należną społecznie daniną, wykorzystują wszelkie sposoby (stać ich!), by ze światem się nie dzielić.
Rozdźwięk między tymi dwoma rzeczywistościami zaczyna ujawniać coraz silniejsze napięcia, choć wciąż tysiąc kilometrów od Barcelony i Madrytu zdarzają się grupki otyłych idiotów, którzy stadnie przy szklance tyskiego podniecają się gran derbi. Rewolucja wydaje się jednak nieuchronna, bo obrzydzenie jest coraz większe, nawet w samej rodzinie sportowców. Wystarczy i u nas zapytać lekkoatletów, kajakarzy czy sztangistów, co sądzą o zarobkach swoich kolegów - kopaczy. Oj, można się nasłuchać, i nie do publikacji, a mówimy tylko o jednym prowincjonalnym europejskim ryneczku, gdzie najlepiej opłacane gwiazdy polskiej ekstraklasy to szczawiki przy swoich kolegach w Hiszpanii, Anglii czy Francji.
Osobny przypadek to Neymar, człowiek, który szejków z PSG kosztował 222 miliony euro. „Ja przechodziłem z PSG do Barcelony, aby stać się kimś. Ty poszedłeś w przeciwną stronę, aby stać się nikim” - te słowa Ronaldinho na Twitterze wystawiają przyjaźń obu panów na ciężką próbę. Komentuje znajomy: „Kiedy czytam o kolejnych wybrykach i roszczeniach tego chciwego narcyza i przygłupa z faweli, to nawet jako piłkarski laik rozumiem, że złowroga przepowiednia Ronaldinho właśnie się sprawdza”.
Szacunek dla sportowej klasy nie ma tu nic do rzeczy. Można się zachwycać piłkarskim kunsztem Leo, Cristiano czy Neymara, ale dziś szanować ich jako ludzi przychodzi coraz trudniej. Doniesienia ostatnich miesięcy pozwalają stracić resztki wiary w ich dobre serce. Oczywiście, gdy hojny datek ratuje zdrowie lub życie choremu dzieciakowi, trudno grymasić na intencje, nawet jeżeli są nimi miłość własna i cyniczne budowanie ciepłego wizerunku. Ale to kaprys.
Finalne pytanie pozostanie z gatunku hipotetycznych, ale bezwzględnie demaskuje rzekomy filantropizm gwiazd futbolu. Ile dzieci można by uratować za podatki, których obrzydliwi bogacze nie chcą płacić?

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Piotr Użytkownik anonimowy
~Piotr :
No photo~Piotr Użytkownik anonimowy
Gratulacje za tekst dla Pana Redaktora,jakże inne,ludzkie spojrzenie na futbol.Obecnie w dobie wioski globalnej zapominamy zbyt często o tym co jest faktycznie ważne,wartościowe w życiu.Warto pamiętać że futbol to jedynie "najważniejsza rzecz ze wszystkich rzeczy nieważnych" :).Pozdrawiam
2 gru 17 11:19 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii