A może będzie sensacja? Polki grają dziś z Norwegią

Straty poniesione z Czeszkami trudno będzie dziś odrobić - biało-czerwone o 20.30 grają z obrońcą tytułu i najbardziej utytułowaną drużyną ostatnich lat.

Polska - Czechy
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Polki fantastycznie otworzyły mistrzostwa świata w Niemczech, od zwycięstwa nad Szwedkami (33:30), ale w niedzielę przyszedł zimny prysznic w postaci porażki z Czeszkami (25:29). - Ta porażka na pewno będzie miała znaczenie – przyznał trener naszej drużyny Leszek Krowicki.

 

Z pięciu europejskich drużyn w grupie B, jedna na pewno odpadnie z rywalizacji o medale. Wygrana ze Szwecją i na koniec rozgrywek grupowych z najsłabszą w Bietigheim Argentyną może nie wystarczyć, by znaleźć się w fazie pucharowej. Polki muszą szukać punktów w dwóch innych meczach, dziś z Norwegią lub w czwartek z Węgierkami (prowadzone przez byłego trenera biało-czerwonych Kima Rasmussena Madziarki jeszcze nie zdobyły punktu).

 

Takie same dziewczyny?

Jakikolwiek wynik inny we wtorkowy wieczór niż wygrana Norwegii z Polską, byłby jednak sensacją. Skandynawki to obecnie najbardziej utytułowana drużyna w świecie. W dorobku ma m.in. po dwa złote (Pekin 2008, Londyn 2012), srebrne i brązowe (w tym z Rio de Janeiro) medale olimpijskie, dziewięć - z czego trzy (1999, 2011, 2015) z najcenniejszego kruszcu - medali mundialu i aż siedem kontynentalnych mistrzostw. W Niemczech podopieczne islandzkiego trenera Thorira Hergeirssona bez kłopotów odprawiły już Węgierki i Argentynki.

 

- To jest maszyna do wygrywania - przyznaje bramkarka Weronika Gawlik, ale zaraz dodaje. - Norweżki to takie same dziewczyny jak my. Może tylko o wiele bardziej utytułowane i doświadczone. Trzeba oczywiście z pokorą podejść do tego meczu, ale cieszyć się grą. Możliwość spotkania na jednym parkiecie z takim rywalem to też jest rodzaj przygody - podsumowała wychowanka Sośnicy Gliwice.

 

Zdołowane czy „oczyszczone”?

To, czy Polki podejmą walkę, zależy głównie od tego, czy wyrzucą z głów niespodziewaną porażkę z Czeszkami, z którymi jeszcze na początku drugiej połowy prowadziły 5 bramkami. - Trzeba szczerze powiedzieć, że jesteśmy zdołowane tą przegraną. One były rywalem, na którym miałyśmy zdobyć punkty. Po wygranej ze Szwecją byłyśmy pewne siebie, a kolejny dzień był zupełnie inny i teraz znajdujemy się w całkiem innym miejscu - powiedziała Gawlik.

 

- Wnioski trzeba wyciągnąć, ale nie warto zbyt długo rozpamiętywać tego niepowodzenia. Musimy „oczyścić głowy”, skupić się na tym, co przed nami. Jeśli będziemy grać „swoje”, nie stracimy kontroli nad wydarzeniami na parkiecie i koncentracji, to z każdym jesteśmy w stanie powalczyć, a nawet wygrać - zaznaczyła rozgrywająca Ewa Urtnowska.

 

Jej koleżanki zapewniają, że nie zamierzają się załamywać. - Nadal walczymy o jak najwyższe cele w tych mistrzostwach. W meczu ze Szwedkami pokazałyśmy że naszą silną bronią jest zespołowość, a właśnie to spotkanie jest dla nas lekcją, z której wyciągamy jak najwięcej wniosków - stwierdziła bramkarka Adrianna Płaczek.

 

Norwegia - Polska, godz. 20.30

Z tej samej kategorii