Albo awans, albo odjazd. Z Węgierkami o wszystko

Zwycięstwo z Węgierkami może dać Polkom drugie miejsce w grupie i „łatwiejszego” rywala w fazie pucharowej, porażka wyeliminuje z walki o medale. Początek meczu „o wszystko” w Bietigheim o 14.00.

Szwecja - Polska
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Obie drużyny mają w mistrzostwach świata na koncie zwycięstwo i dwie porażki, choć biało-czerwone czeka jeszcze spotkanie z dostarczycielem punktów w grupie B, Argentyną. Ale jeżeli dziś przegrają z Madziarkami, nawet 4 punkty na koncie nie wystarczą do zajęcia 4. miejsca - ostatniego premiowanego awansem do najlepszej szesnastki niemieckiego mundialu. Wszystko wskazuje na to, że - przy równej liczbie punktów z Węgierkami lub Czeszkami - na niekorzyść Polek działać będą porażki poniesione właśnie z tymi drużynami.

 

Dlatego dla zespołu Leszka Krowickiego dzisiejszy mecz jest o „być albo nie być” w turnieju i uniknięcie rozgrywek o tzw. Puchar Prezydenta, czyli miejsca 17-24, choć w styczniu podczas MŚ we Francji ich koledzy z reprezentacji potrafili cieszyć się ze zwycięstwa w nich.

 

Wspaniała Kudłacz

Ale to będzie porażka i na razie nikt w polskiej ekipie nie dopuszcza myśli o tym, że plan minimum okaże się nieosiągalny. Dominuje przekonanie, że Polki są w stanie wygrać, tak jak zrobiły to dokładnie dwa lata temu na poprzednich MŚ w Danii. Wtedy jednak był to mecz o awans do ćwierćfinału, teraz ledwie o wyjście z grupy. W 2015 roku w Herning biało-czerwone pokonały Węgierki 24:23 po znakomitym występie Karoliny Kudłacz-Gloc, która zdobyła 8 bramek, w tym decydujące trzy ostatnie. Od 54 minuty żadna z drużyn nie potrafiła już skorygować rezultatu!

 

Dziś nasza kapitan dopiero wraca do formy po urodzeniu syna latem. Czy jest w stanie poprowadzić zespół do podobnej wiktorii?

 

Kim tu, Kim tam

Smaczku dzisiejszej konfrontacji dodaje fakt, że wtedy trenerem naszej drużyny był Kim Rasmussen, który od półtora roku prowadzi Węgierki. - W naszym hotelu zakwaterowana jest także ekipa węgierska z trenerem Rasmussenem. Nić, która została nawiązana w Polsce, w dalszym ciągu łączy. Każdy jednak będzie walczył o swoje. Dziś są mikołajki. Zobaczymy jakie prezenty otrzymają nasze zawodniczki – mówi Zygfryd Kuchta, szef polskiej ekipy w Niemczech, medalista olimpijski z Montrealu (1976) i jako trener MŚ 1982.

 

 

W dwie strony

Po euforii związanej z wygraną na otwarcie mistrzostw ze Szwedkami dawno nie ma już śladu, swoje zrobiły porażki z Czeszkami i wtorkowe lanie od fantastycznych Norweżek. Ale we wtorek selekcjoner oszczędzał swoje liderki i dał też nieco ograć się rezerwowym. Dzisiejszy mecz to będzie zupełnie inna historia.

 

- Od dłuższego czasu koncentrujemy się na Węgierkach. Teraz czas na spotkanie o wszystko. Trener Kim Rasmussen zna nas, ale my jego też. To działa w dwie strony. Na boisku nie będzie sentymentów, bo stawka jest wysoka - zapowiada kołowa Joanna Drabik.

 

- Spodziewam się, że to my zaskoczymy trenera Rasmussena, a nie on nas. Jeżeli zagramy swoją piłkę ręczną, to mecz potoczy się po naszej myśli – przekonuje skrzydłowa Daria Zawistowska.

 

Liczby

4

Tylko tyle Polek – na 16 w tegorocznych MŚ – wystąpiło w wygranym meczu z Węgierkami w poprzednim mundialu: Weronika Gawlik, Kinga Achruk, Karolina Kudłacz-Gloc i Monika Kobylińska; w kadrze była także Aleksandra Zych, ale nie wyszła na parkiet. Wśród rywalek jest 6 zawodniczek, które zagrały w Herning.

 

42:48

Tylko 42 procent wynosi skuteczność polskiego zespołu w ataku podczas MŚ; Węgierki w trzech pierwszych meczach notują nieco lepszy wynik - 48 proc. Ale jeżeli biało-czerwone zagrają na poziomie meczu ze Szwecją - 56 proc., mogą wygrać.

Z tej samej kategorii