Michał Jurecki: Nie żałuję, że nie zostałem piłkarzem nożnym

Michał Jurecki od lat stanowi o sile reprezentacji Polski
 /  fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Na mistrzostwa każdy przyjedzie walczyć o medal. My też - zapowiada rozgrywający reprezentacji Polski, Michał Jurecki.

Lubi pan rządzić?
Michał JURECKI: Moja żona mówi, że lubię rządzić w domu.

Pana koledzy z reprezentacji mówią, że na boisku też zawsze pan lubił pokrzyczeć nawet na starszych, poustawiać…
- Tak to jest, że czasem krzyknę. Ci którzy mnie znają, wiedzą jaki jestem, inni czasem mogą się czegoś przyczepić. Pamiętam, że kilka lat temu, chyba w 2010 roku, podczas mistrzostw Europy w Austrii, Artur Siódmiak powiedział, że mimo młodego wieku krzycząc w obronie na starszych kolegów miałem posłuch.


Artur Siódmiak też pana słuchał?
- Słuchaliśmy się nawzajem, znaliśmy się bardzo dobrze, także prywatnie. Na boisku mieliśmy okazję grać razem w Niemczech. To pomagało nam później w grze w reprezentacji.


Z czasów gry w reprezentacji Bogdana Wenty pozostała panu ksywka „Dzidziuś”, gdyż był pan jednym z najmłodszych wówczas zawodników. Dziś to pan jest jednym z najbardziej doświadczonych. Czuje się pan odpowiedzialny za młodzież w drużynie?
- Na pewno my, doświadczeni w reprezentacyjnej grze pomagamy młodszym wprowadzić się w ten zespół, w grę, podpowiadamy jak mają się zachować na boisku.


Chcą się uczyć?
- Słuchają, nie pyskują. Ale to też nie jest tak, że starsi zawsze mają rację. Czasem może coś źle widzimy, czy uważamy, że coś należałoby zrobić inaczej…


Więc wy też czegoś od nich możecie się nauczyć?
- Pozostańmy przy zdaniu, że nie zawsze mamy rację.


Jaką macie formę pobudzania się przed meczem?
- Każdy zawodnik ma jakiś swój sposób. Podczas mistrzostw Europy nasze mecze zostały zaplanowane stosunkowo późno, trzeba będzie w odpowiednim momencie się skoncentrować. Trzeba sobie tak zaplanować wolny czas, by nie zwariować od myślenia o meczu i rywalu. W hotelu będzie więc głównie relaks, ale nie da się spędzić całego dnia leżąc w łóżku i patrząc w sufit. Wiadomo, że trzeba sobie czymś zająć czas, nie tylko rozmową czy wyjściem na kawę. Pobudzać się będziemy przede wszystkim w szatni, bezpośrednio przed spotkaniem. Będziemy wywoływać pozytywną agresję.


W niedalekiej przeszłości sportowcy w czasie wolnym grali w karty, u was króluje pewnie elektronika.
- O tym co się u nas w pokojach dzieje, to chyba nie bardzo mogę mówić (śmiech). Mogę zdradzić, że u mnie w pokoju jest konsola, gram w różne gry. W Katarze spisała się bardzo dobrze, przywiozłem brązowy medal. Korzystamy też z innych udogodnień, np. gramy w bilard w hotelu.


Zaczynał pan od kopania piłki, nie rzucania. Żałował pan kiedyś, że jednak nie został piłkarzem nożnym?
- Nie, bo mam 3 medale mistrzostw świata. A wszyscy wiemy jak w ostatnich latach spisywali się nasi futboliści.

 

Do świata wielkiej piłki ręcznej trafił pan dzięki bratu, Bartoszowi. To on spowodował, że działacze Chrobrego Głogów pojechali pana zobaczyć w grze w barwach Tęczy Kościan.
- Ja dzięki niemu w ogóle trafiłem do piłki ręcznej. Jeszcze jako smarkacz chodziłem oglądać starszego brata. Czasem coś tam rzucałem przy okazji. Dopiero gdy miałem 15 czy 16 lat jeden z trenerów widząc, że mam dobre warunki fizyczne, zaprosił mnie na trening i tak już zostałem w ręcznej. Po kilku latach Bartek, trochę żartem, mówił w Chrobrym, że ma dużego i silnego brata. Sugerował, by przyjechali, zobaczyli, może się nadam do klubu. No i się nadałem.


Dziś nikt sobie bez pana kadry nie wyobraża, w obliczu problemów z kontuzjami przed panem wiele zadań podczas mistrzostw Europy. Lewe rozegranie, pomoc na środku… Pokonał pan problemy z kolanem i podoła wyzwaniu?
- Oczywiście, że tak. Był problem po meczach we Wrocławiu, bolało mnie kolano, ale to były bardziej problemy przeciążeniowe. Teraz czuję się bardzo dobrze, na nic nie narzekam. Mogę trenować i grać na sto procent.


Kim pan się czuje bardziej, środkowym czy lewym rozgrywającym?
- Na pewno chciałbym być na lewej stronie, wtedy wiem, że mogę zespołowi dać dużo więcej, ale jeśli będzie trzeba zagrać na innej pozycji to zawsze będę dawał z siebie tyle ile tylko można.


O medalu mistrzostw Europy w jakim kolorze pan marzy?
- Nie lubię wróżyć ani deklarować. Żadna z drużyn, która gra w mistrzostwach nie chce po trzech meczach wrócić do domu. Będziemy walczyć o medal.

 

Plebiscyt PS

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Rpapi_CKUżytkownik anonimowy
~Rpapi_CK
No photo~Rpapi_CKUżytkownik anonimowy
do ~Petra:
No photo~PetraUżytkownik anonimowy
9 sty 00:51 użytkownik ~Petra napisał
"Nie, bo mam 3 medale mistrzostw świata. A wszyscy wiemy jak w ostatnich latach spisywali się nasi futboliści."
Żaden wyczyn, a porównywanie piłki ręcznej do nożnej jest co najmniej nie na miejscu.
Pójść na łatwiznę i złapać piłkę w ręce, czy rzucić dalej
Do recznej ida mezczyzni, ktorzy walcza o kazda pilke bark w bark, a co robia kopacze? Przewracaja sie i placza jak tylko ktos ich dotknie.
12 sty 21:37
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~InkaUżytkownik anonimowy
~Inka :
No photo~InkaUżytkownik anonimowy
Dzidziuś to największy walczak w drużynie. Bez niego nikt nie wyobraża sobie ME. Trzymaj się Michał. Niech omijają Ciebie wszelkie kontuzje. Jestem przekonana, że dasz nam wiele radości i powodów do dumy. Jesteś nieziemski! ;)
9 sty 23:32
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~PetraUżytkownik anonimowy
~Petra :
No photo~PetraUżytkownik anonimowy
"Nie, bo mam 3 medale mistrzostw świata. A wszyscy wiemy jak w ostatnich latach spisywali się nasi futboliści."
Żaden wyczyn, a porównywanie piłki ręcznej do nożnej jest co najmniej nie na miejscu.
Pójść na łatwiznę i złapać piłkę w ręce, czy rzucić dalej to potrafi każdy. Kopać sensownie to już co innego, bo to wyższa szkoła jazdy.
Ale nie od dziś wiadomo, że do ręcznej idą ci, którzy na nożną byli za słabi...
9 sty 00:51 | ocena:100%
Liczba głosów:6
0%
100%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii