Marek Daćko: Nie chcę jeździć z reprezentacją na wycieczki

Szanuję decyzję sztabu kadry, nie mam większych pretensji do trenera Przybeckiego, ale muszę szczerze porozmawiać z nim o mojej przyszłości w reprezentacji. Muszę się mocno zastanowić. Nie chcę jeździć na wycieczki, boję się, że odbije się to na mojej sytuacji w klubie - mówi obrotowy NMC Górnika Zabrze.

Trening reprezentacji Polski mezczyzn w pilce recznej
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

TOMASZ MUCHA: Który w kolejności był pan na szczycie Łysej Góry?

MAREK DAĆKO: Gdzieś w środku stawki, ale chyba bardziej pod koniec. Ale spokojnie, nie było żadnego limitu czasu. Trudniejsze i tak było zejście. Łydki i mięśnie dwugłowe napięte od hamowania, do teraz czuję (śmiech).

 

Wygląda na to, że nie była to pana ostatnia taka wspinaczka zafundowana przez trenera Rastislava Trtika. Zostaje pan w Górniku na kolejne trzy lata, do 2021, pomimo kilku ciekawych ofert. Aż tak dobrze panu w Zabrzu?
MAREK DAĆKO: Bardzo dobrze. Mamy znakomitą chemię w drużynie i bardzo dobrego trenera, jednego z najlepszych, z jakim miałem okazję współpracować w karierze. No i są jeszcze świetni, wierni kibice, którzy potrafią zadbać o gorącą atmosferę w hali, jeżdżą na mecze po całej Polsce, wspierają nas i nie odwracają się, nawet gdy były niepowodzenia. Rozmawiałem długo z naszym prezesem, panem Kmiecikiem. Podoba mi się wizja budowy klubu, który chce się cały czas rozwijać, gonić krajową czołówkę, Azoty, Orlen Wisłę, Vive... A ja uznałem, że chcę w tym uczestniczyć.

 

Ale odmówił pan dwóm trenerom kadry - Piotrowi Przybeckiemu, prowadzącemu Orlen Wisłę, i Patrykowi Romblowi w Motorze Zaporoże. Selekcjoner powtarza, że powinniście wyjeżdżać za granicę, bo tylko wtedy reprezentacja będzie się rozwijać...
MAREK DAĆKO: To prawda, z Płocka i Zaporoża oferty były najbardziej konkretne. Rozważałem transfer. Było też sporo innych zapytań, z Francji i Bundesligi. Ale uznałem, że skoro dobrze mi w Zabrzu, to wyszedłem z założenia, że nie ma sensu zmiany.

 

Psycholog zdiagnozowałby, że nie chce pan opuszczać strefy komfortu...
MAREK DAĆKO: Być może - wyjazd za granicę wiązałby się z podjęciem ryzyka. Ja się na takie ryzyko nie zdecydowałem. Trochę nie rozumiem jednak tej presji, że koniecznie trzeba stąd wyjeżdżać, aczkolwiek rozumiem stanowisko trenerów, to jest ich zdanie. Ale za granicą można łatwo przepaść, nie każdy potrafi się tam odnaleźć. Parę przypadków by się znalazło, a łatwo zostać zapomnianym. Jestem przekonany, że w Zabrzu, w Polsce wciąż mogę się rozwijać, być jeszcze lepszym zawodnikiem.

 

Ale kadrowicze potrzebują więcej meczów o stawkę, pod presją. W Portugalii przegraliście wstępny bój o mistrzostwa świata. To musiało być przykre, ale i pouczające doświadczenie?
MAREK DAĆKO: Na pewno nie było miłe, w środku gdzieś wciąż czuję rozczarowanie i zawód.

 

Dlatego, że nie awansowaliśmy, czy dlatego, że zagrał pan tylko w jednym z trzech meczów, a decydujące spotkanie z Portugalią oglądał z trybun?
MAREK DAĆKO: Jedno i drugie. Wszyscy mocno przeżyliśmy, to co się stało w Povoa de Varzim, byłem w szatni z kolegami. Mnie dodatkowo nie było łatwo, bo byłem psychicznie nastawiony na to, że zagram, ale w dniu meczu dowiedziałem się, że jednak nie znajdę się w składzie (Przybecki postawił na kole na Kamila Syprzaka, Macieja Gębalę i Patryka Walczaka - przyp. red.). Szanuję decyzję sztabu, nie mam większych pretensji do trenera Przybeckiego, ale muszę szczerze porozmawiać z nim o mojej przyszłości w reprezentacji.

 

Co pan ma na myśli?
MAREK DAĆKO: To dziwne uczucie - niby jestem w zespole, a jakby gdzieś obok. W marcu skończę 27 lat. Chcę wiedzieć, czy trener na mnie stawia, czy gra jest warta świeczki. Muszę się mocno zastanowić, czy jeździć na kolejne zgrupowania. Nie chcę potem nie łapać się do składu, a z drużyną jeździć na wycieczkę. Nikt z zawodników nie chce tego przeżywać. Nie chcę potem wracać z kadry rozbity emocjonalnie i sfrustrowany, boję się, że odbije się to na mojej sytuacji w klubie.

 

Temat jest gorący, na razie nie było okazji do rozmowy?
MAREK DAĆKO: Na razie nie. Wróciliśmy do kraju i trzeba skupić się na tym, co czeka nas w klubach. Na pewno trzeba dać czas trenerom na zbudowanie drużyny, która w perspektywie kilku lat będzie mogła nawiązać do sukcesów złotego pokolenia. Ale ono się skończyło, trzeba praktycznie budować od podstaw, dać szansę młodym. Na pewno zadanie jest bardzo trudne. Problem jest głębszy, szkoleniowo tamte lata zostały przespane, sukcesy nie poszły w parze z popularyzacją dyscypliny wśród młodzieży. Ale i poprzednia generacja też kiedyś przebijała się przez preeliminacje, od najniższego szczebla, nikt im tego nie wypominał. Nie można zwieszać głów, trzeba patrzeć w przyszłość.

 

Na razie wracamy do rywalizacji ligowej, wkrótce Górnika czeka prawdziwy maraton meczów i walka o podtrzymanie miana rewelacji sezonu, wygraliście 13 z 15 meczów...
MAREK DAĆKO: Spróbujemy temu sprostać, tym bardziej cieszy, że wracamy do gry w pełnym składzie. Nasze apetyty na pewno urosły, ale trzeba twardo stąpać po ziemi. Nie daj Boże przytrafią się dwa słabsze mecze i sezon nagle będzie stracony. Nie mamy presji, przed sezonem założyliśmy cel miejsca od czwartego do szóstego. Nie chciałbym pompować balonika.

 

Ale napompowaliście go sami dotychczasowymi wynikami. Trzecia drużyna pierwszej rundy siłą rzeczy jest kandydatem do medalu.
MAREK DAĆKO: W głowach taka myśl na pewno się tli, ale trzeba to otwarcie powiedzieć - to nie my jesteśmy faworytem do podium. Zresztą nie ma co gdybać. Jest jeszcze wiele meczów do rozegrania, a potem play off, musimy się koncentrować na tym, co przed nami.

Z tej samej kategorii