Leszek Krowicki: Nie mamy powodów się bać

- Nie chciałbym popadać w przesadny hurraoptymizm, ale też nie zamierzamy się chować za niczyimi plecami - mówi trener reprezentacji kobiet w piłce ręcznej przed rozpoczęciem mistrzostw świata w Niemczech.

Polska - Rosja (Poland - Russia)
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Na niespełna tydzień przed rozpoczęciem mistrzostwami świata w Niemczech (1-17 grudnia) biało-czerwone zawojowały silnie obsadzony turniej o Puchar Karpat. W miejscowości Craiova podopieczne Leszka Krowickiego rozbiły brązowe medalistki poprzedniego mundialu Rumunki (27:21), mistrzynie globu sprzed czterech lat Brazylijki (29:18) oraz Macedonki (32:25).

 

Nie za wcześnie aby ten wystrzał formy? - prowokujemy selekcjonera naszej drużyny.

LESZEK KROWICKI: - Sam jestem trochę zaskoczony tymi wynikami. Nie spodziewałem się, że jesteśmy aż tak daleko, tym bardziej że w meczach z nami i Rumunki, i Brazylijki grały w najsilniejszych składach. Nikt się nie czaił, to był dla tych drużyn, jak i dla nas, generalny sprawdzian przed mistrzostwami. Wszystko nam wychodziło, a dziewczyny były pełne energii, dynamiczne, zmobilizowane, czuły radochę z gry. Jesteśmy szczęśliwi, ale najważniejsze, że wszystkie wracają zdrowe.

 

Rumunki na poprzednich MŚ rozbiły nas w meczu o 3. miejsce, nie leżały nam ostatnio...

LESZEK KROWICKI: - Nie patrzę na historię, to nie ma znaczenia. Każdy mecz to nowa rozgrywka, inne okoliczności, koncepcje się zmieniają...

 

Z czego najbardziej jest pan zadowolony?

LESZEK KROWICKI: - Gramy paroma systemami w obronie i w zależności od sposobu gry rywala, możemy szybko zmienić swoje ustawienie. Poza tym za całej mojej kadencji z reprezentacją to był najlepszy występ bramkarek. I Weronika Gawlik, i Adrianna Płaczek grały w każdym meczu po 30 minut i robiły to rewelacyjnie, mocno, skutecznie. Adrianna została zresztą wybrana najlepszą bramkarką turnieju. Osobiście miło było patrzeć, jak wychodzi nam kontratak, bo nad tym dużo pracowaliśmy, a w Rumunii ręce same składały się do oklasków.

 

Podjął pan decyzje, która zawodniczka z „17” do Rumunii nie zmieści się w 16-osobowej kadrze na mistrzostwa?

LESZEK KROWICKI: - Jeszcze nie, chcę, żeby wszystkie dziewczyny były w pełnej gotowości. Pamiętajmy, że w trakcie mistrzostw mogę dokonać trzech zmian w składzie spośród 28 zgłoszonych nazwisk. Decyzję, która z rozgrywających na razie odpadnie, ogłoszę w środę, w czwartek lecimy do Niemiec, a w sobotę gramy ze Szwedkami.

 

Nie obawia się pan, że po taki występie pana zespół urośnie do miana czarnego konia MŚ, a rywale nie będą go już może lekceważyć?

LESZEK KROWICKI: - Bez dwóch zdań, tymi wynikami zwróciliśmy na siebie uwagę. Ale spokojnie, inni też grali sparingi, też wygrywali. Poza tym nie wszystko jest świetne, będziemy jeszcze podczas ostatnich dni niektóre rzeczy poprawiać. Zresztą po wygranej z Rumunkami jednemu z pana kolegów musiałem się tłumaczyć, dlaczego gramy tak dobrze tylko w pierwszej połowie (było 18:10), ale z Brazylią zagraliśmy świetnie w drugiej, bo do przerwy prowadziliśmy „tylko” 11:9.

 

A więc widać już rękę Krowickiego?

LESZEK KROWICKI: - To już niech oceniają inni. Widać jednak, że od czasu ubiegłorocznych mistrzostw Europy (Polki odpadły po trzech porażkach w grupie – przyp. red.) jesteśmy już lepszą drużyną, z większym doświadczeniem. Ten czas coś nam dał. Nie chciałbym popadać w przesadny hurraoptymizm, ale też nie zamierzamy się chować za niczyimi plecami, bo nie ma powodów, by się bać.

 

Już w sobotę pierwszy mecz w mistrzostwach, ze Szwecją. Kluczowy?

LESZEK KROWICKI: - Zestaw w naszej grupie jest taki, że w każdym spotkaniu musimy szukać punktów. Przy dobrym dniu jesteśmy w stanie rywalizować z każdą drużyną, nawet tą najlepszą.

 

 

Mecze Polek w grupie A MŚ

Sobota, 2 grudnia: SZWECJA (18.00)

Niedziela, 3 grudnia: CZECHY (14.00)

Wtorek, 5 grudnia: NORWEGIA (20.30)

Czwartek, 7 grudnia: WĘGRY (14.00)

Piątek, 8 grudnia: ARGENTYNA (14.00)

* 4 najlepsze zespoły awansują do fazy pucharowej (od 1/8 finału)

Z tej samej kategorii