Leszek Krowicki: A może zrobimy jakiś kawał...

Polska - Ukraina
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Trafiliśmy pechowo, na mistrzynie olimpijskie z Rio de Janeiro Rosjanki, ale mamy siąść i płakać? Ciężko pracujemy z wiarą i dużą dozą optymizmu - przekonuje selekcjoner żeńskiej reprezentacji na dwa i pół miesiąca przed eliminacjami do mistrzostw świata.

Podczas towarzyskiego turnieju w Gdańsku w miniony weekend Polki przegrały 23:24 z Białorusią oraz pokonały 26:17 Ukrainę i 29:25 Słowację. Kadra ponownie zbierze się pod koniec maja, a 9 czerwca w Astrachaniu i sześć dni później w Koszalinie zagra z Rosją o awans na mistrzostwa świata w Niemczech (1-17 grudnia).

 

TOMASZ MUCHA: Gdyby jutro przyszło grać z Rosjankami, biało-czerwone są gotowe?
LESZEK KROWICKI: Hm, jeszcze nie, jeszcze musimy trochę popracować, ale jestem bardzo zadowolony z postawy drużyny na zgrupowaniu w Gdańsku i w samym turnieju. Cieszą nie tylko dwa zwycięstwa, ale także atmosfera walki, która dominuje w kadrze. Dziewczyny pracują z wielką ochotą i zaangażowaniem. Oczywiście nie wszystko nam wychodzi, w każdym meczu było coś do poprawy, ale widać naprawdę postęp w niektórych elementach gry.

 

No tak, ale gdy my graliśmy z Białorusią, Ukrainą i Słowacją, czyli drugą ligą europejską, Rosjanki walczyły we Francji w turnieju Golden League z Norwegią, Danią i Francją, światową czołówką. Nie byłoby i nam lepiej sparować z silniejszymi?
LESZEK KROWICKI: Nie jestem rozczarowany poziomem gdańskiego turnieju, bo na pewnym etapie dobrze jest, gdy coś na boisku wychodzi, a nie tylko dostawać po głowie. Po głowie dostaliśmy trzy razy na mistrzostwach Europy w Szwecji w grudniu (Polki przegrały z Holandią, Francją i Niemcami i odpadły z turnieju - przyp. red.). Udane akcje, zwycięstwa budują morale, pewność siebie. Może gdybyśmy mieli kadrę już w pełni ukształtowaną, zagralibyśmy z kimś mocniejszym, specjalnie pod Rosjanki. Ale my wciąż szukamy różnych opcji - było w kadrze parę debiutantek, a Monika Michałów i Sylwia Lisewska wróciły do niej po dłuższej przerwie.

 

Na kogo pan liczy z grona tych, których w Gdańsku nie było?
LESZEK KROWICKI: Na Aleksandrę Zych, która po kontuzji już gra w Vistalu. Ta lewa ręka na rozegraniu spędza nam sen z powiek. Na innych pozycjach sytuacja się klaruje, ale wiem, że po urlopie macierzyńskim wraca też Patrycja Kulwińska, choć na kole mamy akurat pole manewru. Ale musimy myśleć o szerszej grupie, dlatego bardzo się cieszę, że trenowaliśmy w Gdańsku razem z kadrą B prowadzoną przez Sabinę Włodek w gronie ponad 30 zawodniczek. Eliminacje mistrzostw świata są ważne, jednak jest to jeden z etapów budowania drużyny, która może potrwać dłużej niż niektórzy myślą.

 

W czerwcu zdecydowanymi faworytkami dwumeczu będą mistrzynie olimpijskie z Rio de Janeiro. A jeżeli nie zagramy w niemieckim mundialu, nasza droga do igrzysk w Tokio, z bardzo trudnej stanie się trudna niewyobrażalnie...
LESZEK KROWICKI: W związku z tym ma pan może dla mnie jakąś propozycję? Trafiliśmy pechowo na Rosjanki, ale co mamy zrobić, siąść i płakać? Musimy dalej ciężko pracować z wiarą i dużą dozą optymizmu. W porównaniu z Euro zrobiliśmy mały krok w przód w taktyce i zwłaszcza w grze obronnej. We Francji trener Jewgienij Trefiłow też sprawdzał całą masę nowych zawodniczek, rozstał się z jedną trzecią kadry, właśnie zacząłem analizę ich spotkań. To jest sport, wszystko jest możliwe. Może zrobimy jakiś kawał?

 

Tylko kadra

 

Leszek Krowicki tylko do końca sezonu będzie pracował w niemieckim VfL Oldenburg. Później skupi się już wyłącznie na prowadzeniu kadry, której selekcjonerem został w lipcu 2016 r. - poinformował ZPRP.
Krowicki zwrócił się do władz VfL Oldenburg z prośbą o rozwiązanie o rok wcześniej kontraktu obowiązującego do 30 czerwca 2018 roku. Niemiecki klub przystał na takie rozwiązanie. Krowicki odchodzi z Oldenburga po 12 latach.

 

Więcej czytaj w czwartkowym Sporcie

Z tej samej kategorii