Kinga Grzyb: Z czego tu się cieszyć. Z 17 miejsca?

- Taka porażka zmusza do refleksji, czy sobie już nie odpuścić z reprezentacją. Może trzeba dać szansę na ogrywanie się młodszym koleżankom. Celem reprezentacji jest awans na igrzyska olimpijskie w Tokio w 2020 roku, a ja już chyba nie doczekam tych czasów - mówi skrzydłowa reprezentacji Polski po nieudanych mistrzostwach świata w Niemczech.

Polska - Angola
 fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Mistrzostwa świata w piłce ręcznej kobiet na finiszu. Walka o medale rozegrana zostanie między europejskimi teamami, niestety nie ma w tym gronie biało-czerwonych, które w dwóch poprzednich mundialach plasowały się na czwartym miejscu. W tym roku Polki w ogóle nie wyszły z grupy, co było ogromnym rozczarowaniem. Na otarcie łez, po pokonaniu Angoli i Brazylii, zdobyły Puchar Prezydenta, oznaczający 17. miejsce na świecie.

 

- Z czego tu się cieszyć. Z 17 miejsca? - mówi mocno rozczarowana Kinga Grzyb. Rozegrała dobry turniej, była obok kapitan Karoliny Kudłacz-Gloc, Kingi Achruk i bramkarki Adrianny Płaczek najlepszą zawodniczką naszej reprezentacji, ale to marne pocieszenie dla „Kudi”. - Dla mnie ten mundial jest ogromną porażką. I gdy każda z nas myślała już o powrocie do domu, to musiałyśmy grać w turnieju pocieszenia, mobilizować się, by nie dać plamy w tak naprawdę meczach już o nic. O żadną stawkę.

 

ZBIGNIEW CIEŃCIAŁA: Jest pani dla siebie bardzo surowa w ocenie...

KINGA GRZYB: - Przecież to były mistrzostwa świata. Ja byłam przekonana, że powalczymy w Niemczech o coś pozytywnego.

 

Rozczarowanie tym większe, że zaczęłyście od cennego zwycięstwa nad Szwecją, która dziś zagra w Hamburgu o finał mundialu.

KINGA GRZYB: - To był jedyny mecz jaki nam wyszedł na tych mistrzostwach, bo o zwycięstwie nad Argentyną nie warto się rozwodzić. Niestety, porażki tuszują dobre wspomnienia.

 

Po pokonaniu Trzech Koron były jeszcze trzy dobre kwadranse w kolejnym meczu z Czeszkami i nagle wszystko odwróciło się o 180 stopni w bardzo złym kierunku. Ta porażka przesądziła o braku awansu do fazy play off mundialu.

KINGA GRZYB: - Ciężko powiedzieć, co się z nami stało w decydującym momencie spotkania z Czechami. W końcówce wkradł się chaos w nasze poczynania i nie umiałyśmy odwrócić losów meczu. Po tej przegranej biłyśmy się w piersi i długo zastanawiałyśmy się, co się stało; i do dziś nie potrafimy wytłumaczyć tego logicznie.

 

Była jeszcze szansa na awans, pod warunkiem zwycięstwa nad Węgrami.

KINGA GRZYB: - To był dla nas podwójnie ciężki mecz. Węgierki są bardzo dobrą drużyną, w dodatku prowadzoną przez Kima Rasmussena, naszego poprzedniego szkoleniowca, który znał nas na pamięć. Nic dziwnego, że dobrze taktycznie ułożył swój plan na mecz z Polską.

 

Jakie są pani nowe marzenia na przyszłość?

KINGA GRZYB: - Taka porażka zmusza do refleksji, czy sobie już nie odpuścić z reprezentacją. Może trzeba dać szansę na ogrywanie się młodszym koleżankom. Celem reprezentacji jest awans na igrzyska olimpijskie w Tokio w 2020 roku, a ja już chyba nie doczekam tych czasów.

 

Kto jest pani faworytem do złota na mundialu?

KINGA GRZYB: - Norwegia jest poza zasięgiem. One biegają cały czas jakby w ogóle nie były zmęczone. Prezentują handball z innej galaktyki. Nie wiem, jak one to robią. W dodatku podstawowe zawodniczki mają dobre zmienniczki. Zagrozić im mogą tylko Szwedki, które wygrały z nimi w grupie.

Z tej samej kategorii