Zaprzyjaźniony, kontrolowany ból i turbo kontuzja

POLSKA - SZWECJA
 fot. z  /  źródło: Pressfocus

Zaprzyjaźniłam się z bólem. W nadgarstku mam turbo zniszczenia. Ścięgna są całkowicie zerwane, kości latają sobie w lewo i w prawo - o swojej kontuzji opowiada jedna z liderek reprezentacji Polski

We wtorek operacji nadgarstka lewej dłoni poddała się w Poznaniu Iwona Niedźwiedź. To bardzo zła informacja dla reprezentacji Polski, oznacza bowiem, że filar drużyny narodowej, jedna z najlepszych rozgrywających w kraju, nie weźmie udziału w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, który od 18 do 20 marca odbędzie się w Astrachaniu. W Rosji konkurentkami biało-czerwonych będą, oprócz siódemki gospodarzy, reprezentacje Szwecji i Meksyku.

- Wszystko zaczęło się w październiku - opowiada Iwona Niedźwiedź. - W trakcie meczu w Nowym Sączu upadłam tak niefortunnie, że doznałam złamania nadgarstka. Dziś nie jestem pewna, czy wtedy nie pozrywałam także ścięgien. Potem jeszcze parę razy oberwałam w kontuzjowaną rękę, grałam z urazem w Lidze Mistrzyń i w grudniowych mistrzostwach świata w Danii.

 

ZBIGNIEW CIEŃCIAŁA:Od tego czasu minęły aż cztery miesiące. Dlaczego tak długo podejmowała pani ryzyko gry z poważną kontuzją?

IWONA NIEDŹWIEDŹ: - Nie miałam świadomości, że z lewą ręką jest aż tak źle. Poza tym nie będę ukrywać, że mocno zbagatelizowałam kontuzję. Bardzo chciałam wystąpić na mundialu. Zajęłyśmy czwarte miejsce, spełniając swoje marzenie. Niestety, potem dalej sobie „kombinowałam”, że poddam się zabiegowi po kwalifikacjach olimpijskich, albo może dopiero po sezonie...

 

Mimo poważnej kontuzji w niedzielnym hicie superligi z Zagłębiem Lubin rzuciła pani aż 8 bramek! Aż nie do wiary, że ledwie 48 godzin po tak dobrym występie zdecydowała się pani na operację!

IWONA NIEDŹWIEDŹ: - Nic nie działo się nagle, decyzja o zabiegu zapadła już 10 dni temu, aczkolwiek trochę z przypadku, ponieważ wcześniej próbowałam różnych metod zwalczenia tej kontuzji. No i nauczyłam się grać z... bólem. Kontrolowałam go, ba, zaprzyjaźniłam się z nim. W końcu jednak poddałam się badaniu rezonansem magnetycznym, który wykazał w nadgarstku... turbo zniszczenia: ścięgna nadgarstka są całkowicie zerwane, kości latają sobie w lewo i w prawo.

 

Lekarze zdecydowali za panią, że konieczna jest natychmiastowa operacja?

IWONA NIEDŹWIEDŹ: - Odbyła się konsultacja. Gdybym jednak dalej grała, ryzyko dla mojego zdrowia było zbyt duże, włącznie z kalectwem. Ale niezależnie od tego, że bardzo chciałam dociągnąć do końca sezonu, strasznie irytowała mnie gra z niestabilnym nadgarstkiem, z ruszającymi się kośćmi. Unikałam kontaktu z przeciwniczkami, w obronie grałam na pół gwizdka. Nabierałam też złych nawyków, a wiadomo jak później jest trudno coś takiego wyplenić. Zrozumiałam w końcu, że dłużej nie można odwlekać operacji.

 

Jak długa będzie pani przerwa w grze?

IWONA NIEDŹWIEDŹ: - Jeśli sprawdzi się dobry scenariusz, czyli ścięgna da się uratować, to być może wrócę już na kwietniowy play off. Jeśli jednak konieczna będzie rekonstrukcja ścięgien, to sezon mam z głowy. Od tego będzie zależała też rehabilitacja, choć wiadomo, że pewnych rzeczy się nie przyspieszy, więc nie pomogę koleżankom w walce o igrzyska olimpijskie.

 

Strata dla reprezentacji nie do zastąpienia...

IWONA NIEDŹWIEDŹ: - Nie ma ludzi niezastąpionych, zwłaszcza na reprezentacyjnym poziomie. Nieszczęście jednego jest szczęściem drugiego zawodnika. Często kontuzje dają szanse narodzin nowych gwiazd. Proszę tak do tego podejść.

 

Wierzy pani w historyczny awans żeńskiej reprezentacji na igrzyska olimpijskie?

IWONA NIEDŹWIEDŹ: - Naturalnie, choć łatwo nie będzie. Czeka nas bardzo ciężki bój, najgorsze, że chyba nie tylko z rywalkami. W Rosji jest ogromna presja. Mam tam znajomych, którzy mówili mi, że rosyjskie media wręcz przesądziły już pewny awans "Sbornej". Dla nich to oczywista oczywistość. Nie po to Rosja załatwiła sobie ten turniej, by nie jechać do Brazylii. Dlatego obawiam się bardzo sędziowania w Astrachaniu. Jestem wręcz przekonana, że w Rosji będą się działy „cuda na kiju”!

 

Zatem rywalizacja o drugie premiowane miejsce sprowadzi się do meczu Polska - Szwecja?

IWONA NIEDŹWIEDŹ: Być może. Plus tej sytuacji jest taki, że gramy z zespołami, które nam leżą. Z Rosją już dawno nie przegrałyśmy na mistrzowskiej imprezie. Z „Trzema Koronami” też nieźle sobie ostatnio radziłyśmy, choć mam kolejną złą wiadomość. Do reprezentacji Szwecji wróciła duńska trenerka, Helle Thomsen, która zdobywała ze Szwecją brązowy medal na poprzednich mistrzostwach Europy w 2014 roku. Znam Helle doskonale z czasów, gdy grałam w Danii. To świetny trener, znakomity fachowiec, wspaniały motywator i człowiek - słowem, ogromna wartość dodana.

 

Alina Wojtas też najprawdopodobniej nie zagra w kwalifikacjach. Ciąg dalszy złych wieści?

IWONA NIEDŹWIEDŹ: - Nie można oczekiwać cudów. Nawet jeśli Alina zdąży z rehabilitacją po ciężkiej kontuzji, to w jakiej będzie dyspozycji po tak długiej przerwie? Mariusz Jurkiewicz też zrezygnował, nie będąc w stuprocentowej dyspozycji, choć Euro odbywało się w Polsce. Alina bardzo przydałaby się drużynie, wiemy, jakim jest zagrożeniem rzutowym, o ile łatwiej gra się przy niej innym zawodniczkom. No cóż, o awans trzeba się będzie straszliwie bić w Rosji, choć mam nadzieję, że jednak wszystko rozstrzygnie się na boisku, a nie poza nim. A dobra wiadomość na koniec jest taka, że wraca do kadry Karolina Siódmiak.

 

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii