Grzegorz Tkaczyk: Samemu spojrzeć w lustro

- Piotr Przybecki nie będzie drugim Wentą, nikt tego od niego nie wymaga, każdy jest inny, zachowuje się inaczej. On ma swoje pomysły na prowadzenie reprezentacji, ale naszym zasadniczym problemem jest, że na razie nie mamy potencjału sportowego, by rywalizować o imprezy mistrzowskie - uważa były kapitan reprezentacji Polski.

Pilka reczna. Grzegorz Tkaczyk. Spotkanie autorskie i promocja ksiazki. 29.11.2017
 fot. Piotr Kucza  /  źródło: 400mm

TOMASZ MUCHA: Jakie myśli krążą panu po głowie po wydarzeniach z Portugalii?

GRZEGORZ TKACZYK: - Smutne oczywiście i pełne obaw o przyszłość. Wielka szkoda, przed nami bardzo ciężkie lata. Ale trzeba to przyjąć na klatę.

 

Polski zabraknie w mistrzostwach świata 2019 i tym samym bardzo ograniczyliśmy sobie szanse gry na igrzyskach rok później...

GRZEGORZ TKACZYK: - Nie łudźmy się, igrzyska w Tokio są praktycznie nieosiągalne. Trzeba by zostać mistrzem Europy za dwa lata...

 

Zawodnicy i trener Piotr Przybecki zrobili wszystko, by wygrać w Povoa de Varzim?

GRZEGORZ TKACZYK: - Zagrali tak, jak potrafili najlepiej. Oczywiście, można sobie pluć w brodę, że nie zdobyli dwóch bramek więcej z Cyprem, albo że prowadząc dwoma bramkami z Portugalią Łukasz Gierak nie wykorzystał okazji do podwyższenia wyniku i wtedy pewnie byśmy wygrali. Ale to już bez znaczenia.

 

Pana pokolenie pewnie takiej szansy by nie zmarnowało, a trener mówi o braku wszechstronności graczy na kluczowych pozycjach...

GRZEGORZ TKACZYK: - Słabo to wygląda. W reprezentacji dokonała się zmiana pokoleniowa, a na wychowanie graczy przeciętnego europejskiego formatu potrzeba czasu. Mieliśmy naprawdę szczęście, że kilkanaście lat temu w tym samym czasie pojawiła się generacja tylu tak dobrych piłkarzy. My też w 2004 roku przebijaliśmy się przez turniej prekwalifikacyjny, ale łatwiejszy, bo wtedy awansowały dwie drużyny - przegraliśmy ze Słowakami, a i tak awansowaliśmy z drugiego miejsca. Potem w play offie wyeliminowaliśmy Szwedów.

 

Pana kolega z reprezentacji Krzysztof Lijewski przepowiedział powrót do sportowego średniowiecza. Czy nie ma jednak racji selekcjoner, że on czy Michał Jurecki mogli jeszcze tej reprezentacji pomóc?

GRZEGORZ TKACZYK: - To bardzo trudny temat, a ja nie wiem, jakie wyglądały rozmowy Piotrka Przybeckiego z moimi kolegami z Vive. Wiem, że media teraz tym żyją, ale ja mam zbyt duży szacunek dla nich, żeby opowiadać się po którejś ze stron. Panowie powinni sobie to wyjaśnić między sobą. Sam dwukrotnie kończyłem grę w reprezentacji - z różnych względów - i uważam, że trzeba uszanować decyzje zasłużonych zawodników. Wiadomo było od dawna, że taki moment w końcu nadejdzie. Teraz zrzucamy winę na nich, że nie pomogli, a jeszcze niedawno, po przegranych eliminacjach mistrzostw Europy, była na nich nagonka, dawano dobre rady, że powinni dać sobie spokój...

 

Piotr Przybecki to pana idol z dzieciństwa, był świetnym rozgrywającym, ale czy sprawdził się jako selekcjoner? Mówi się, że nie ma w sobie tej iskry, która sprawiała, że chcieliście iść za Bogdanem Wentą jak w ogień...

GRZEGORZ TKACZYK: - Trener nie jest problemem. Przybecki nie będzie drugim Wentą, nikt tego od niego nie wymaga, każdy jest inny, zachowuje się inaczej. On ma swoje pomysły na prowadzenie reprezentacji, ale naszym zasadniczym problemem jest, że na razie nie mamy potencjału sportowego, by rywalizować o imprezy mistrzowskie.

 

Nie mamy potencjału, bo po waszym rozbracie zrobiła się pokoleniowa dziura. Zawalił Związek Piłki Ręcznej w Polsce, bo nie wykorzystał waszych sukcesów i boomu na szkolenie młodzieży?

GRZEGORZ TKACZYK: - Myślę, że każdy miałby sobie coś do zarzucenia, każdy powinien spojrzeć w lustro. Ja widzę problem w nastawieniu obecnych zawodników, którzy nie wyjeżdżają za granicę do silnych lig, by tam się rozwijać.

 

Może są za słabi?

GRZEGORZ TKACZYK: - Oczywiście, to nie takie łatwe, ale myślę, że spora część z nich ma potencjał, a dobry menedżer byłby w stanie załatwić im klub w Niemczech, Francji czy Hiszpanii. A to byłoby z korzyścią dla reprezentacji.

 

Pokolenie wygodne? W kraju nieźle płacą, więc po co wyjeżdżać?

GRZEGORZ TKACZYK: - Być może, tego nie wiem. Mogę mówić za siebie - zawsze marzyłem, by grać w Bundeslidze i dążyłem do tego po trupach. I spełniłem je, choć wyjeżdżałem w czasach, gdy nie byliśmy jeszcze w Unii Europejskiej, a w Niemczech limit trzech zawodników w drużynie spoza UE wypełniali głównie Rosjanie, bo wtedy byli najlepsi i na topie. Ale bardzo chciałem, zależało mi.

 

Pracuje pan w kieleckim klubie, nie chciałby pan pomóc w odrodzeniu reprezentacji?

GRZEGORZ TKACZYK: - Na razie nie planuję pracy jako trener, skończyłem szkołę, ale musiałbym jeszcze zrobić licencję. Ale gdyby ze strony związku pojawiła się konkretna propozycja zaangażowania eks-reprezentantów, jestem pewny, że nikt z nas by nie odmówił.

 

Z tej samej kategorii