Polska tylko zremisowała z Białorusią

Polska - Bialorus
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Wygląda na to, że mistrzostwa Europy w piłce ręcznej odbędą się bez udziału reprezentacji Polski.

Remis z Białorusią – po czwartkowej klęsce w Mińsku (23:32), a także jesiennych porażkach z Serbią i Rumunią – oznacza praktycznie koniec marzeń biało-czerwonych o grze w styczniowych mistrzostwach Europy. Na dwie kolejki przed zakończeniem eliminacji – w czerwcu w Serbii i z Rumunią w Gdańsku – polski zespół praktycznie stracił szanse awansu jako jedna z dwóch najlepszych drużyn w grupie; matematyczne szanse ma jeszcze, gdyby wygrała dwa ostatnie mecze i zajęła 3. miejsce, spośród których bilet do Chorwacji uzyska tylko jeden zespół z siedmiu grup. Wszystko wskazuje jednak na to, że po 16 latach – od ME 2002 - polskiej reprezentacji zabraknie na Euro. Po meczu swoją dymisję zapowiedział selekcjoner Tałant Dujszebajew.

 

Mogli wygrać

Polacy – choć szło im jak po grudzie i przez większość spotkania gonili uciekających im na 2-4 bramki rywali – w końcówce zaprzepaścili okazję na szczęśliwe zwycięstwo. Na 2,5 minuty przed końcem prowadzili 27:25 i choć Białorusini zdołali wyrównać, mieli 40 sekund na przeprowadzenie skutecznej akcji na wagę 2 punktów. Niestety, choć Tałant Dujszebajew wziął czas, jego podopieczni zmarnowali szansę, zgubili piłkę i mieli szczęście, że w ostatnich sekundach Siergiej Szyłowicz trafił tylko w boczną siatkę.

 

Ambicja to za mało

Biało-czerwoni zagrali lepiej niż w czwartek na Białorusi, z wielką wolą walki i chęcią zatarcia fatalnego wrażenia. Ich ambicja była nawet momentami zbyt desperacka, czego efektem było wykluczenie w drugiej połowie Mateusza Kusa, który brutalnie powalił szarżującego rywala.
No i wciąż szwankowała gra w obronie – Borys Puchowski, Siergiej Szyłowicz, Władysław Kulesz i kołowy Arcjem Karalek robili z nią, co chcieli. Zwłaszcza w pierwszej połowie Białorusini nie mieli problemów z trafianiem do bramki strzeżonej przez Adama Malchera i Adama Morawskiego i prowadzili już 14:10.
Pod koniec pierwszej połowy impuls kolegom wysłał z bramki Morawski, który obronił dwa rzuty rywali i jego koledzy zmniejszyli dystans. - W obronie gramy jeszcze zbyt pasywnie, postaramy się to poprawić i odwrócić losy spotkania – do telewizyjnej kamery schodząc do szatni analizował Przemysław Krajewski.


Nieudane powroty

Lepiej w ataku grali skrzydłowi, Polacy nie marnowali kontr, ale w drugiej linii byli skazani tylko na Michała Jureckiego. Zawiedli ci, których Dujszebajew namówił do powrotu po styczniowych mistrzostwach świata, czyli Karol Bielecki i Krzysztof Lijewski – ich próby najczęściej lądowały obok bramki albo w rękach białoruskich golkiperów. Cieniem dawnego siebie był także obrotowy Kamil Syprzak, tak więc jedynie „Dzidziuś” stanowił wartość dodaną do drużyny, która w styczniu bez wspomnianej czwórki zajęła we Francji 17. miejsce na mundialu.

 

Było prowadzenie

Po przerwie Polacy, niesieni dopingiem płockiej publiczności – Orlen Arena wypełniła się jednak tylko w dwóch trzecich - złapali jednak wiatr w żagle. Świetnie tę odsłonę zaczął Malcher, który trzykrotnie powstrzymał zapędy Białorusinów.
W 41 min po rzucie Jureckiego biało-czerwoni wreszcie wyrównali (18:18), a 3 minuty później po kontrze „Krajka” objęli pierwsze w meczu (!) prowadzenie (20:19). Białorusini jednak bezwzględnie wykorzystywali fakt, że dwóch naszych zawodników zmieniało się do obrony i błyskawicznie odpowiadali.
W 46 min boisko – po wspomnianym faulu - musiał opuścić Kus i choć Morawski fantastycznie obronił rzut karny Puchowskiego, rywale trafili trzy razy pod rząd i drużyna Dujszebajewa znów musiała gonić.

 

Finisz bez rzutu

Wtedy to podopieczni Jurija Szewcowa zaczęli się denerwować i gubić w ataku, co wykorzystali Polacy, notując niespotykaną serię czterech bramek pod rząd. Po trzeciej z nich Michał Daszek w 57 min. znów wyprowadził ich na prowadzenie, które za chwilę podwyższył Jurecki (27:25).
Gdy wydawało się, że nasz zespół odniesie pierwsze zwycięstwo w eliminacjach, znów się pogubił w ataku. Najpierw Iwan Browka z karnego, a potem Kulesz z drugiej linii doprowadzili do remisu. Polakom zostało 40 sekund na przechylenie szali. Emocje sięgnęły zenitu, Dujszebajew zaryzykował i wycofał bramkarza – ale Polacy, mimo liczebnej przewagi, nie oddali nawet rzutu i omal nie stracili nawet remisu...
Tymczasem w Kragujevacu po raz drugi z Rumunią wygrała Serbia i jest najbliżej awansu, z którego może cieszyć się po czerwcowym meczu z Polską.

 

POLSKA – BIAŁORUŚ 27:27 (13:15)

 

POLSKA: Malcher, Morawski – Daćko 2, Lijewski 1, Łyżwa 2, Jachlewski 1, Krajewski 5, Bielecki 1, Kus 1, Jurecki 5, Syprzak 1, Moryto, Daszek 5, Przybylski, Paczkowski 1, Chrapkowski 2.

BIAŁORUŚ: Saldatsenka, Matskevich – Babichev 1, Baranau, Brouka 1, Gayduchenko 2, Karalek 2, Karvatski, Kulak, Kulesh 7, Padshyvalau, Pukhouski 9, Rutenka, Shylovich 5, Tsitou, Yurynok.

Sędziowali: Dalibor Jurinovic oraz Marko Mrvica (Chorwacja).

 

Z tej samej kategorii